Rozdział 1





Warszawa, 25 października 2013r.,
godz. 9.45


Tatiana była kurwą. Nie prostytutką, a zwykłą kurwą – jak sama o sobie mówiła. Kiedy pytano ją, czym się zajmuje, odpowiadała:
- Przejęłam dobrze prosperujący rodzinny biznes, jak moja matka jestem kurwą.
Pochodząca z Ukrainy, a mieszkająca w Polsce dwudziestokilkulatka chciała wydać trochę pieniędzy, które zarobiła poprzedniej nocy. Postanowiła kupić kilka niezbędnych z jej punktu widzenia rzeczy. Wybrała się więc, jak co tydzień, do śródmieścia. Odwiedziła kilka butików i sex-shop, w którym kupiła nowy wibrator i kilka lateksowych ciuchów. Nie używała tego w pracy. Wibrująca zabawka służyła jej do zaznania przyjemności. Inni mogli myśleć, że dziwka seksu ma aż nadto, ale to nie była prawda. Obsługując panów korzystających z jej usług, nie zawsze schludnych i czystych, wyobrażała sobie, że jest z kimś innym, z kimś kto darzy ją uczuciem i oczekiwała tylko aż poczuje w sobie ciepło. Ciepło, które ją wypełni i będzie oznaczało, że to koniec. Będzie oznaczało, że nieznajomy został zadowolony i że kolejna stówa wpadła do jej kieszeni. Nie czerpała z tego przyjemności. Przyjemność dawał jej osobisty przyjaciel – wibrator. Nie zawsze miała ochotę, aby odwiedził jej wnętrze, aby robił to, co jej sprawi przyjemność, czasami po prostu kładła się spać, nie myśląc o tym, że w szufladzie obok czeka coś, co chce tylko jej szczęścia. Z kolei lateksowych, perwersyjnych łaszków nigdy nie używała. Widząc je w sklepie nie mogła się oprzeć i zabierała ze sobą. Miała ich już niemałą kolekcję w swoim mieszkaniu. Sama do końca nie wiedziała w jakim celu je kolekcjonuje, być może spodziewała się, że kiedy pozna kogoś wyjątkowego, będzie mogła je założyć i nie zawiedzie jego erotycznych oczekiwań. Było to dla niej o tyle niedorzeczne, że uważała się za kobietę wyzwoloną, o której można powiedzieć dużo, ale na pewno nie to, że czeka na księcia z bajki.
Na chwilę przystanęła i zastanowiła się czy aby kupiła już wszystko, co miała w planach. Nie przypuszczała nawet, że za chwilę stanie się świadkiem czegoś, co zapamięta do końca życia… czegoś, co swoją okropnością będzie ją frapowało przez dłuższy czas, a na koniec zmieni jej sposób postrzegania świata.
Uznała, że dobrze byłoby kupić coś mocniejszego na zimny wieczór, mimo iż w prognozie pogody, którą oglądała dzień wcześniej zapowiadali niespodziewane ocieplenie. Wchodząc do sklepu monopolowego nie zauważyła zataczającego się mężczyzny. Wpadli na siebie. Pomyślałaby, że to scena jak z filmu romantycznego, jednak wiedziała, że jest w kraju alkoholików, gdzie wpadające na siebie osoby nie kończą w swoich objęciach, a zaczynają obrzucać się wzajemnie epitetami, nie mającymi końca. W tym przypadku było jednak inaczej, mężczyzna był w takim stanie, że nie zauważył nawet, że zahacza o coś swoim spasionym cielskiem. Poszedł dalej.
Tatiana, mimo że nigdy nie przepadała za polską wódką, poprosiła właśnie o nią. Chciała przestać myśleć o swoim życiu. O życiu kurwy na wygnaniu. O życiu, którego nigdy nie chciała, a jednak zawsze wiedziała, że tak właśnie będzie wyglądało.
Otworzyła drzwi sklepu i uderzyło ją coś, czego się nie spodziewała. Świat wydawał się innym, niż był jeszcze kilka minut temu. Nie było już spokojnie. Ludzie nie przechodzili obok siebie niepostrzeżenie. Wszyscy stali w miejscu i wpatrywali się w jakiś punkt, gdzieś wysoko ponad głowami. Pokazywali sobie coś, czego ona sama nie dostrzegała z powodu mgły, jaka w tym dniu spowiła miasto. Było głośno. W Warszawie zawsze jest głośno, lecz to nie to. Wszędzie wokół wszyscy krzyczeli. Kobiety, wyrzucały z siebie pojedyncze piski.
Spojrzała w stronę, gdzie wskazywały palce nieznajomych i dostrzegła zarys Pałacu Kultury i Nauki, daru narodu radzieckiego dla narodu polskiego.
Najwyższy w Polsce budynek nie mógł być przyczyną tego, co się działo. Stał na swoim miejscu od tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego piątego roku. Postanowiła podejść bliżej.
Przeszła przez ulicę w miejscu niedozwolonym, lecz nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi. Ani jeden samochód nie zatrąbił, mimo że przejeżdżają tam tysiące aut dziennie. Wydawało się jakby ruch uliczny nagle zamarł. Spojrzała w górę. Budynek stał dalej tak jak wcześniej. Zrobiła kilka kolejnych kroków i zrozumiała, że ludzie wskazują na taras widokowy, znajdujący się na trzydziestym piętrze. Atrakcja turystyczna goszcząca każdego, kto odwiedza stolicę.
Bywała tam wiele razy, rozmyślając nad swoim życiem. Czuła sentyment do tego miejsca i zawsze przechodząc w pobliżu zerkała w górę. Teraz jednak widok nie był taki sam. Coś było inaczej. Jakby jakiś przedmiot znajdował się nie na swoim miejscu.
I wreszcie zobaczyła niepasujący element. Zwisający z balustrady przedmiot. Nie wiedziała, o co tyle krzyku, lecz zbliżając się o kolejne kilka metrów zrozumiała. To nie była rzecz zawieszona w ramach happeningu… Jej mózg wreszcie przetworzył obraz, który widziały oczy. Pojęła, że patrzy na ludzkie ciało. Nieruchome ciało zawieszone na sznurze.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz