Rozdział 2



Pałac Kultury i Nauki, 25 października 2013r.,
godz. 10.25


Alex Darski od kilku dni był sierżantem policji. Jego fascynacja zbrodnią zaczęła się, kiedy w wieku jedenastu lat stał się świadkiem brutalnego gwałtu i morderstwa własnej matki.
Wracali wówczas do domu i natknęli się na grupę młodych chuliganów. Starał się chronić swoją mamusię, ale dostał nożem w twarz i stracił przytomność. Nie widział jak pięciu mężczyzn, jeden po drugim wdzierają się brutalnie w ciało kobiety. Kiedy się obudził ich już nie było. Kobieta, którą kochał nad życie leżała w potarganych ubraniach z wielkim siniakiem na szyi. Została zgwałcona i uduszona. Nic w nim nie pękło. Ledwie zapłakał, a z powodu utraty krwi znów stracił przytomność. Znalazł ich przechodzień. Później wszystko potoczyło się swoim rytmem. Już nigdy jednak nie zobaczył twarzy, która była mu najbliższa. A o zdarzeniu przypominała mu każdego dnia sporych rozmiarów blizna, zaczynająca się na czole, a kończąca na żuchwie.
Nie było to jedyne traumatyczne doświadczenie w jego życiu.
Ojciec Alexa, który w chwili śmierci swojej żony upijał się w najlepsze, przez cały czas obwiniał siebie za to, co się stało. Jedyne co można w nim pochwalić to, że nie zrobił tego wtedy, a poczekał aż jego syn skończy osiemnaście lat. Kiedy Alex świętował z kolegami przejście w dorosłość, jego ojciec popełnił samobójstwo.
Teraz sierżant stał na tarasie widokowym i obserwował jak ekipa dochodzeniowo-śledcza przeprowadza oględziny miejsca. Robili to mechanicznie. To musiało być samobójstwo. Innej możliwości żaden z obecnych do siebie nie dopuszczał. Nawet dla Alexa wydawało się to oczywiste.
Wybierając się do pracy, nie spodziewał się takiego dnia. Rozboje, wymuszenia, gwałty – owszem. Samobójstwo było dla niego jednak czymś, co wprawiało go w konsternację, która po chwili przeradzała się we wściekłość. Jego matka chciała żyć, a ktoś sam odbiera sobie życie. Było to dla niego niepojęte. Dzisiejszego ranka w firmie - jak nazywali komendę funkcjonariusze – otrzymali dwa zgłoszenia telefoniczne dotyczące pobicia, jedno odnośnie molestowania seksualnego i aż dwadzieścia dwa alarmujące o zwłokach w Śródmieściu. Ta sprawa nie mogła pozostać bez echa. Już teraz na dole piętrzyli się dziennikarze.
Rozmyślania przerwał mu przełożony.
- Zimno Szrama, nie? – zaraz pierwszego dnia w firmie przylgnął do Alexa ten niefortunny przydomek. On jednak nie zwracał na to uwagi. Miał ważniejsze problemy na głowie niż zajmowanie się przytykami kolegów, patrzących na niego przez pryzmat blizny. Czuł jednak wstręt do komisarza policji, który może to przez rutynę, a może przez wszechobecną znieczulicę, poruszył temat pogody na miejscu tragedii. Nie powiedział nic, tylko kiwnął potakująco głową.
Po przeprowadzeniu kilku standardowych czynności, komisarz pozwolił na wciągnięcie ciała na taras. Wtedy do Alexa dotarło, że w głównej roli dzisiejszego spektaklu wystąpiła kobieta. Szczupła, przed trzydziestką. Może jego rówieśniczka. Postarała się, aby odebrać sobie to, co najcenniejsze - życie. Taras widokowy otoczony był balustradą, nad którą pięła się wysoka krata zabezpieczająca przed wypadkiem. Kobieta musiała wspiąć się na nią, przywiązać sznur, założyć pętlę i skoczyć… Może jednak nie było tak. Łatwiej byłoby jej najpierw przywiązać sznur a dopiero później przejść na drugą stronę.
- Medyk, co o tym sądzisz, samobójstwo? – komisarz wyglądał na spóźnionego na spotkanie sam na sam ze sobą za własnym biurkiem.
- Dajcie mi się przyjrzeć zwłokom. – lekarz sądowy zaproszony na miejsce zbrodni przywykł do ponagleń, lecz chciał wszystko zbadać dokładnie, aby później nikt niczego mu nie zarzucił.
Po wlekącej się w nieskończoność chwili, którą komisarz spędził na odpalaniu papierosa od papierosa i kontynuowaniu monologu na temat warunków pogodowych, Medyk dał znak, aby podeszli.
- Ewidentnie samobójstwo.
Słowa te wprawiły starego wygę w stan zadowolenia. Odwrócił się do sierżanta i sztucznie uśmiechnął na znak, że wszystko samo się wyjaśniło. Ten wyraz twarzy jednak szybko się zmienił, kiedy Szrama zapytał o długość sznura, na którym znaleziono kobietę. W pierwszej chwili komisarz pomyślał, że to jakiś niezrozumiały dla niego żart, lecz poważne spojrzenie podwładnego dało mu do zrozumienia, że tak nie jest.
- Długość sznura? Po co nam długość sznura? Zabieramy sznur jako dowód, to nie wystarczy? – ironiczno wulgarny wydźwięk tej wypowiedzi zbił z tropu młodego policjanta.
- Chciałem tylko być pewnym, że to nie było… że ona była świadoma tego, co zamierza zrobić… A długość sznura dużo wyjaśnia. – Nie był pewien czy dobrze zrobił odzywając się. Był młody. Służył od dwóch lat. Jego przełożony pewnie wiedział co robi.
- Na podstawie sznura stwierdzisz czy to było samobójstwo, czy też nie? Czy dobrze cię zrozumiałem? Nie wystarczy, co powiedział Medyk? Może lubisz przebywać wśród nieżywych. Chcesz, to cię z nią na chwilę zostawimy – ton komisarza z każdym słowem przepełniony był coraz większą wściekłością.
- To co powiedział lekarz w zupełności mi wystarczy. Ma pan rację, niepotrzebnie się odzywałem.
- Skoro zacząłeś, to może udowodnisz nam, że było inaczej niż nam się wydaje. Wyciągnąć ten cholerny sznur – teraz zwrócił się do dwóch funkcjonariuszy stojących przy zwłokach, którzy z zaciekawieniem wyczekiwali rozwoju wypadków.
Po dokładnym odmierzeniu długości, jeden z nich krzyknął w stronę Alexa:
- Dwieście trzydzieści sześć centymetrów!
- Dwa metry i trzydzieści sześć centymetrów – sierżant powtórzył zamyślony.
- No, to już wiemy. Co nam to daje, Szrama? – ponaglił przełożony.
- Otóż jeżeli człowiek zawiśnie na zbyt krótkim sznurze, będzie odchodził kilka minut, zanim zejdzie z tego świata przez uduszenie. Jeżeli sznur będzie zbyt długi, po skoku głowa może zostać oderwana od tułowia. Przyjmuje się, że odpowiednią długością sznura dla ciała ważącego około pięćdziesięciu pięciu kilogramów, czyli mniej więcej tyle, ile waży w tym przypadku, jest długość około dwóch metrów i trzydziestu sześciu centymetrów. Wtedy przerwany zostaje rdzeń kręgowy i człowiek nie rejestruje bólu. Tak więc należy założyć, że celem tej kobiety było bezbolesne odebranie sobie życia.
- Czyli spędzamy tutaj więcej czasu, niż to konieczne, aby usłyszeć od ciebie to, co już wiemy, że kobieta zawisła, bo tego chciała? – już miały paść słowa pogardy, a może nawet wulgaryzmy pod adresem Alexa, jednak w tym momencie na taras wpadł zdyszany ochroniarz.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale mamy na dole faceta, który twierdzi, że wie coś na temat tego, co się tutaj wydarzyło.
- Ja wiem to już aż za dobrze – ta uwaga skierowana była oczywiście do niesfornego policjanta, który w mniemaniu komisarza, chciał zabłysnąć wiedzą, jednak wyszedł na kretyna. – Kobieta weszła tutaj i się powiesiła – teraz zwracał się do nowo przybyłego gościa.
- Rozumiem, jednak tamten człowiek twierdzi, że to nie było samobójstwo.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz