Rozdział 10


Poprzedni rozdział


Warszawa, 28 października 2013r.
godz. 8.00


Budynek Komendy Stołecznej Policji przy ulicy Nowolipie to masywna bryła. Od frontu zdobią ją cztery kolumny, kilka płaskorzeźb oraz dumny orzeł zerkający na przechodniów z dachu.
Jest to miejsce, które może przyciągnąć fanów motoryzacji. Przed wejściem ustawiono bowiem kilka samochodów, które kiedyś dzielnie służyły stróżom prawa. Niebieski Polonez obok niebieskiego Fiata 126p wygląda uroczo, ale bynajmniej nie świadczy o nowoczesności tejże placówki.

Alex Darski kierował się prosto do biura Komisarza. Miał mu do przekazania nowe fakty, które ujrzały światło dzienne. To on miał rację, a jego przełożony się mylił. Czuł ulgę, że tamten będzie musiał mu to przyznać.
Zapukał do drzwi.
- Wejść – usłyszał niski głos komisarza.
Pomieszczenie urządzone było spartańsko. Jedno biurko noszące ślady wieloletniego użytkowania, dwa drewniane stołki, regał z segregatorami, gumolit na podłodze.
- Komisarzu, to nie było samobójstwo… - był nadmiernie podekscytowany.
- Szrama, czy ty nie możesz zająć się wykonywaniem swojej roboty? – z każdym wypowiedzianym słowem jego złość narastała.
- Właśnie to robię, proszę tylko, żeby nie był pan takim dupkiem i mnie wysłuchał.
- Dobrze, masz pięć minut. Mów – Alex być może w tym momencie uznałby, że wreszcie dotarł do tego zapatrzonego w siebie gbura, gdyby nie dostrzegł wypieków na twarzy swojego rozmówcy.
- Spotkałem się z człowiekiem, którego zbyliśmy w Pałacu – wiedział, że stąpa po kruchym lodzie, więc starał się dokładnie ważyć każde słowo. – Okazuje się, że wie on więcej niż przypuszczaliśmy.
Opowiedział szczegółowo wszystko, czego się dowiedział. O tym, że kobieta została przymuszona do popełnienia samobójstwa, o tym, że to nie był odosobniony przypadek, o listach od tajemniczego K.
- Rozumiem, a teraz Szrama… czy chciałbyś jeszcze coś dodać? – Komisarz wydawał się znudzony.
- To wszystko. Myślę że powinniśmy…
Komisarz przerwał mu.
- Skoro skończyłeś pieprzyć, to posłuchaj teraz mnie – Mówił do Alexa z pogardą, która wylewała się z każdego zdania. – Nie posłuchałeś swojego przełożonego… właściwie podważasz mój autorytet tymi swoimi domysłami. Powinienem cię zawiesić, zdegradować, albo wywalić. Masz szczęście, że brakuje nam ludzi, dlatego będziesz pracował dalej, ale nie tak jak dotychczas. Kiedy stąd wyjdziesz, wsiądziesz do samochodu i pojedziesz zgarniać kurwy z ulicy, bo tylko do tego się nadajesz. Zrozumiano?
- Ale…
- Czy coś z tego, co powiedziałem nie jest dla ciebie jasne, Szrama?
- Wszystko jest jasne – wydukał zrezygnowany.
- To spieprzaj.
Mógłby wnieść skargę na Komisarza za nieodpowiednie traktowanie podwładnych, ale wtedy spotkałby się z dezaprobatą kolegów. Żył przecież w kraju, gdzie mężczyzn uczono być twardymi, a kiedy ktoś uskarżał się na naciski, stawał się obiektem wiecznych docinków. Musiałby więc walczyć z całą policją, a na to nie miał ochoty.

Zatrzymał swój służbowy samochód na poboczu ruchliwej drogi. Przed nim zaparkowany był zdezelowany Ford. Jego właściciel wyłaniał się z lasu. Za nim podążała piękna młoda dziewczyna ubrana w zimową, puchową kurtkę i mini spódniczkę.
- Dzień dobry, panie władzo – odezwał się mężczyzna. – Pewnie źle zaparkowałem, ale już mnie tu nie ma – ruszył szybkim krokiem do swojego pojazdu.
- Proszę zaczekać. Czy dopuszczaliście się nierządu w miejscu publicznym? – Alex wskazał wymownie na kobietę. Czy to nie było niedorzeczne? Dlaczego zabraniać prostytutkom zarabiać pieniądze? Co w tym złego? Każdy uprawia seks, a jeśli one chcę za to pieniędzy i znajdują frajerów, którzy chętnie im za to płacą, to co w tym złego?
- Nierządu? Panie władzo, zatrzymałem się żeby się odpryskać, a ta kobieta już tutaj była. Miałem kazać jej odejść czy popuścić w spodnie?
- Proszę jechać – Alex nie miał ochoty wysłuchiwać niekończących się tłumaczeń mężczyzny, który pędem wsiadł do auta i odjechał.
Nie widział tu nic więcej do roboty. Nie będzie przecież wdawał się w dyskusje z dziwką, która pewnie stwierdzi, że nią nie jest, że czeka tutaj na narzeczonego, który gdzieś pojechał i zaraz będzie z powrotem. Ciągle myślał o sprawie, która miała nigdy nie zostać wyjaśniona. Sprawie, w niedorzeczność której wierzył tylko jeden policjant. On sam. Chciał wrócić do auta, jednak kobieta, na którą przestał zwracać uwagę podbiegła, złapała go za mundur i odwróciła w swoją stronę.
- Gdzie się wybierasz policjancie? – nie był jej potencjalnym klientem, więc nie siliła się na udawanie słabej znajomości języka. – Spłoszyłeś mi klienta. Musisz mi teraz zwrócić sto złotych.
- Żartujesz? Wiesz, że nie wolno ci sprzedawać ciała? Mam cię za to zamknąć? – chciał ją tylko przestraszyć, nie miał zamiaru jej zakuwać. Żył w przekonaniu, iż policja powinna łapać przestępców, a nie osoby, które pragną tylko zarobić na chleb. To, że niektóre starsze panie chodzące co niedzielę do kościoła, czuły się przez to zgorszone, w ogóle go nie interesowało.
- Wiem, policjancie. To jednak nie zmienia faktu, że dzisiaj zarobię stówę mniej, a to wszystko przez ciebie. Nie mam zamiaru wciskać ci ściemy, że mam chorego synka, który potrzebuje przeszczepu, bo nie przeżyje. Nie mam zamiaru mówić ci, że to ta właśnie sytuacja zmusiła mnie do podjęcia tak podłej pracy. Nie mam chorego syna, a kurwą zostałam, bo tak mi się podobało. Więc dawaj moją stówę. – Kobieta wyglądała na nieustępliwą.
- Jesteś naprawdę odważna. Mam nadzieję, że wiesz o tym, że mógłbym cię zgarnąć do samochodu i zawieźć do aresztu – choć nie zarabiał dużo, wyjął z portfela banknot stuzłotowy i wręczył go kobiecie. Sam nie był pewien dlaczego to zrobił. Miała w oczach coś, co wręcz go do tego zmusiło. Coś jakby smutek połączony z nieskończonymi pokładami determinacji. Poza tym, nie miał nic przeciwko prostytutkom. Nigdy nie korzystał z ich usług, ale cenił to, że te kobiety mają w sobie tyle dumy, że wolą oddać się obcemu mężczyźnie, niż żebrać pod kościołem.
- Dziękuję policjancie. To miłe z twojej strony.
Alex otworzył drzwi samochodu.
- Mam na imię Tatiana.
Czego ona jeszcze chce? Pomyślał.
- Sierżant Alex Darski. Miło mi.
Pierwsza jego noga wylądowała w samochodzie.
- Skoro tak ci miło, to może mnie podrzucisz? Skończyłam na dzisiaj – ledwie to powiedziała, a już otwierała drzwi od strony pasażera.
- Co ty… a zresztą… gdzie cię podwieźć? – to nie był najlepszy dzień w życiu Alexa. Wiedział coś, w co Komisarz nie chciał mu uwierzyć. Coś od czego mogło zależeć życie wielu niewinnych kobiet. Chciał coś z tym zrobić, a musiał zajmować się sprawami z jego punktu widzenia ani trochę nieistotnymi. Było mu więc wszystko jedno i dlatego się zgodził.
Ruszyli.
Pierwsza odezwała się ona.
- Skąd masz tę bliznę na twarzy? – zapytała bez ogródek.
- Nie chcę o tym mówić.
- No dobra. A czemu polujesz na czarownice? Nie macie nic lepszego do roboty? Przestępczość zmalała?
- To nie ode mnie zależy.
- Mało mówisz.
- Jakoś nie mam ochoty na pogawędki, tym bardziej z kobietą, która wymusiła na mnie podwózkę.
- To będziemy milczeć? – kobieta nie dawała za wygraną.
- No dobrze, to może ty mi opowiesz coś o sobie. Dlaczego tak wcześnie kończysz pracę? Jest rano, a ty już się zebrałaś.
- Zarobiłam swoje. Ustaliłam, że jeden klient dziennie w zupełności mi wystarczy i tego się trzymam.
Nastała dłuższa chwila ciszy, po czym kobieta znów przemówiła.
- Widzę, że coś cię martwi. Siedzisz taki zamyślony…
Alex spojrzał na nią, ale nic nie powiedział.
- Dziwce możesz powiedzieć. Jesteśmy jak ksiądz w konfesjonale. Z nami tajemnice są bezpieczne. Jesteśmy powiernicami mężczyzn – naciskała nie tyle z ciekawości, co z chęci kontynuowania dialogu. Nieczęsto miała okazję porozmawiać z sympatycznym facetem, który widzi w niej kobietę, a nie tylko dziury, które może zatkać.
- Właściwie, co mi zależy… Jest taka sprawa… Może słyszałaś, kobieta odebrała sobie życie w Pałacu Kultury.
- Zajmowałeś się tym? Byłam tam. Widziałam jak jej ciało zwisało z trzydziestego piętra. To było okropne. Od tamtej pory nieustannie o tym myślę.
Alex, chociaż znał kobietę od kilku minut czuł, że w głębi siebie jest ona dobrą, uczciwą dziewczyną. Nie powinien jej tego mówić, ale nikt poza nią, nie chciał go wysłuchać.
- Ta kobieta została zmuszona do tego, co sobie zrobiła… - zaczął opowiadać, ale uświadomił sobie, że od jakiegoś czasu jadą przed siebie bez żadnego konkretnego celu. – Nie powiedziałaś mi dokąd cię zawieźć.
- Nie chce mi się wracać do domu, a twoja historia zapowiada się bardzo interesująco. Może napijemy się kawy?
Alex chciał, aby ktoś mu uwierzył. Nieważne kto miałby to być. Z drugiej strony bardzo chciał się dowiedzieć, dlaczego tak piękna i młoda dziewczyna zarabia na życie w ten sposób.
Przystał na propozycję Tatiany.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz