Rozdział 13


Poprzedni rozdział


Warszawa, 28 października 2013r.
godz. 12.15


Nie było tłoczno.
Ludzie powoli zapominają o konieczności zatrzymania się na chwilę, dlatego Cafe Bar był prawie pusty.
Zamówili dwie kawy i usiedli naprzeciw siebie przy niewielkim, okrągłym stoliku.
- No mów, mów – ponagliła Alexa Tatiana i z niecierpliwością w oczach upiła łyk kawy.
Rozmawiali o tajemniczym mężczyźnie i o jego fanatycznej wizji, aż opróżnili filiżanki.
- Nie wiem, co mam robić. Komisarz żyje w przekonaniu, że pozjadał wszystkie rozumy i nie chce przyjrzeć się sprawie z bliska. Ja wiem wszystko to, o czym ci opowiedziałem, ale mam związane ręce – Alex spochmurniał.
- Policjancie, powinieneś zrobić to, co podpowiada ci serce.
- Nie mogę działać wbrew służbowym poleceniom.
- To weź urlop i zajmij się tym na własną rękę – Tatiana wydawała się mieć gotową receptę na wszystko.
- To nie jest film, a ja nie jestem samozwańczym mścicielem… - kiedy to powiedział, zrozumiał prostotę tego pomysłu. Przecież nie musi nikogo aresztować. Sprawdzi tylko poszlaki, może odnajdzie dowody i wtedy dopiero zwróci się do przełożonego, który nie będzie miał wyjścia i będzie musiał się tym zająć. – Jesteś cudowna, naprawdę cudowna, to świetny pomysł – wybuchnął entuzjazmem i zaraz się zaczerwienił. Znał tą kobietę od kilku godzin. On był policjantem, a ona dziwką. Nie powinien się z nią zbytnio spoufalać. Już sam fakt, że pił z nią kawę nieco go niepokoił.
- Dziękuję. Zawsze twierdziłam, że jestem cudowna – to nie była prawda. Tatiana miała bardzo niską samoocenę. Kiedy więc pierwszy raz w życiu jakiś mężczyzna docenił ją… nie jej dupę, tylko ją, poczuła się nieswojo, ale bardzo przyjemnie.
- Wracam do firmy wziąć urlop. Gdzie cię podwieźć? - Alex czuł się jak nowo narodzony. Chciał już w tej chwili zacząć swoje prywatne śledztwo.
- Nazywacie komendę firmą? Uroczo – odpowiedziała sama sobie i uśmiechnęła się pokazując piękne, białe zęby. – Ja właśnie w tamtą stronę.
- Wiem, co planujesz. Chcesz zabrać się ze mną i uczestniczyć w moim przedsięwzięciu. Niestety, nie mogę na to… - przerwała mu.
- Nie bądź niepoważny. Mam swoje zajęcia. Po prostu stamtąd będę miała niedaleko – znów uśmiech.
Alex zawstydził się swoją nadgorliwością. Myślał, że kobieta chce przeżyć przygodę… że potrzebuje okazji do oderwania się od codzienności. Mógł w ogóle się nie odzywać.
- Zapłacę i jedziemy – rzucił w jej stronę, nie patrząc jej w oczy.
- Płacę za siebie.
- Pozwól, że… - znów mu przerwała.
- Dziennie zarabiam sto złotych, co miesięcznie daje jakieś trzy tysiące. A ile zarabia sierżant policji? – zapytała z przekąsem.
Zarabiał więcej, ale jego pensja była opodatkowana. Nie sprzeczał się więc dłużej.
Zapłacili i ruszyli w stronę firmy.

Na miejscu Alex pożegnał nowo poznaną kobietę i wszedł do budynku.
Znalazł kartkę papieru, skreślił na niej kilka słów i ruszył w stronę biura Komisarza.
Zapukał. Cisza. Jeszcze raz. I znowu cisza.
Nie spodziewał się, że nie zastanie Komisarza siedzącego jak zwykle w fotelu.
Zawrócił i nagle dostrzegł sylwetkę przełożonego idącego w jego kierunku.
- Komisarzu, biorę urlop. Tydzień albo dwa – oznajmił pewnym głosem.
- Szrama, bierz nawet dożywotni. Zanieś tą karteczkę tam gdzie trzeba i niech cię więcej nie widzę.
Alex bez słowa udał się tam, gdzie trzeba i był na jakiś czas wolny. Przebrał się w cywilny strój i wyszedł na zewnątrz.
Nie był szczególnie zaskoczony, gdy przed budynkiem dostrzegł Tatianę.
- Mówi się, że za mundurem panny sznurem, czy jakoś tak, ale tobie o wiele bardziej do twarzy w tych jeansach i kurteczce – uśmiechała się coraz częściej.
- Czekasz na coś?
- Na mojego nowego, bardzo sympatycznego kolegę Alexa.
- Mówiłem ci, że nie mogę cię zabrać.
- Mówił mi to sierżant Alex, a teraz jesteś sierżantem na urlopie, więc tak jakby nie sierżantem. Prawda?
- Dlaczego chcesz to ze mną zrobić? – kiedy to powiedział, dotarła do niego dwuznaczność tych słów. – Chciałem powiedzieć…
- Chcę to z tobą zrobić, bo od kiedy zobaczyłam ciało tej kobiety, nie mogę o tym zapomnieć. Może kiedy odnajdziemy tego kto jest za to odpowiedzialny, będę mogła żyć dalej tak jak wcześniej.
Być może ten argument nie do końca przekonał do Alexa, ale przecież w początkowej fazie śledztwa nic jej nie groziło. Dlaczego więc miałby jej nie zabrać ze sobą. Po za tym nie dowiedział się jeszcze dlaczego Tatiana została dziwką. Mógł zapytać ją o to już wcześniej, ale nie wiedział, jak się do tego zabrać. Nie chciał być niedelikatny.
- Zaczniemy od przesłuchania rodziny ofiary – gestem ręki zaprosił ją to swojego prywatnego samochodu.

Rozsypujący się Mercedes klasy C z dziewięćdziesiątego siódmego toczył się po dwupasmowej jezdni.
- Chciałbym zadać ci osobiste pytanie – wreszcie zdobył się na odwagę.
- Przejęłam dobrze prosperujący, rodzinny biznes, jak moja matka jestem kurwą – wiedziała o co zapyta i wyrecytowała formułkę, którą zawsze powtarzała wścibskim ludziom.
- Rozumiem – Alex znów czuł, że na jego twarzy powstają wielkie, czerwone wypieki.
- Oj policjancie… lubię cię, więc będę z tobą szczera. Owszem moja matka też była prostytutką, ale nie zmuszała mnie do niczego. Była Ukrainką i przeniosła się do Polski w poszukiwaniu chleba, kiedy byłam bardzo malutka – Tatiana nagle spoważniała. Starała się sobie przypomnieć bieg wydarzeń. - Stała przy drodze przez wiele lat zanim zmarła. A dlaczego ja poszłam w jej ślady? Może dlatego, że nie dbała zbytnio o moje wykształcenie, a może dlatego, że jestem leniwa i poszłam na łatwiznę. Sama do końca nie wiem, dlaczego jestem kim jestem.
- Dziękuję, że się przede mną otwierasz. Przypuszczam, że to dla ciebie nie łatwe – Alex pożałował, że zapytał. Mógł trzymać język za zębami. Za jego sprawą atmosfera stała się nieprzyjemna.
- Kiedyś w jakiejś książce przeczytałam, że to jakie w życiu podejmujemy wybory, w najmniejszym stopniu nie zależy od nas. Nie mamy wpływu na to, co wydarzy się w naszym życiu.
To co mówiła Tatiana wydało się Alexowi znajome. Jakby to już gdzieś kiedyś…
- Rodzimy się z pewną pulą genów, które same w sobie nas definiują – nie przerywała wywodu. - Później uczymy się zachowań od innych. Przecież nie od nas zależy kto stanie na naszej drodze i jaki będzie miał na nas wpływ. Może to, że jestem dziwką, a nie sprzedawczynią w sklepie nie zależało ode mnie.
Teraz już wiedział. Znał te słowa nawet zbyt dokładnie.
- Czytałem tę książkę – Tatiana spojrzała na niego zdziwiona. – To właśnie z niej czerpie swoje mądrości człowiek, którego szukamy.
W momencie, gdy skończył mówić, usłyszeli głośny ryk silnika. Wyprzedził ich jadący z zawrotną prędkością czarny Ford Mustang.
- Spokojnie, nie jesteś na służbie, łamanie przepisów nie jest aktualnie twoim zadaniem – zażartowała Tatiana.
- Nie w tym rzecz. Wydaje mi się, że za kierownicą tego auta siedział autor książki, o której rozmawialiśmy – ciągle patrzył w kierunku oddalającego się samochodu, na którym nagle zaświeciły się światła stopu i zaczął zjeżdżać na pobocze. Alex zmienił bieg i zrobił to samo.

Teraz dwa samochody stały na poboczu ruchliwej drogi, jeden za drugim. Pierwszy nowy i lśniący, drugi stary i rdzewiejący.
Kierowcy i pasażerka wysiedli.
- Nie zajęło mi dużo czasu odnalezienie pana – pierwszy przemówił mężczyzna ubrany w szary garnitur.
- Skąd pan wiedział gdzie jestem? – zdziwił się Alex.
- Mam swoje sposoby – odpowiedź była wymijająca i Alex pewnie dalej by dopytywał, gdyby pogawędka nie została przerwana przez niecierpliwiącą się Tatianę.
- Policjancie, gdzie twoje maniery? Może mnie przedstawisz?
- Tak, przepraszam. Tatiana, to jest pan Xavier Lorrain, autor książki, o której dyskutowaliśmy. Panie Xavierze, to jest Tatiana, Tatiana jest… yyy…
- Jestem kurwą – pomogła mu się wysłowić. - Nie musisz być taki troskliwy policjancie.
- Chciałem powiedzieć, że pomagasz mi przy śledztwie – Alex udał oburzenie.
- Bardzo mi miło panno Tatiano – Xavier schwycił ją za rękę i delikatnie zbliżył swoje usta do zewnętrznej strony jej dłoni.
Nie wykazał ani krzty dezaprobaty czy zdziwienia, gdy usłyszał czym zajmuje się kobieta. Zdobył u niej dużego plusa.
- A teraz jeśli pozwolicie, mam wiele nowych informacji, którymi chciałbym się z wami podzielić – Xavier wydawał się być czymś zaaferowany. - Wsiądźcie do auta i jedźcie za mną.
- Ale… - Alex chciał dowiedzieć się czegoś tu i teraz.
- Proszę mi uwierzyć, czas nas nagli. Nie mamy chwili do stracenia! – krzyknął w ich stronę i zatrzasnął za sobą drzwi samochodu.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz