Rozdział 15


Poprzedni rozdział


Warszawa, 13 października 2006r.
godz. 14.45


Kiedy w połowie marca nie udało mu się po raz drugi, zaczął wątpić w sukces projektu. Tracił wiarę w słuszność swoich racji.
Nie zdziwił się, gdy pierwszy obiekt nie poradziła sobie z egzystencją w nowym dla niej świecie i pozwoliła odnaleźć w wannie swoje bezwiednie unoszące się ciało. Wtedy się nie zniechęcił. Był świadom tego, że może długo błądzić nim odnajdzie odpowiedni sposób.
Jednak w drugim przypadku było inaczej. Zbyt się pośpieszył? Był zbyt pewny siebie? Pewnie oba czynniki miały jakiś wpływ na czyn, którego się dopuścił. Mimo iż działał w słusznej sprawie – zamordował. Zamordował człowieka z zimną krwią. Czuł się podle. Nigdy wcześniej nie odebrał nikomu życia. Owszem, znał ludzi, którzy to robili, ale nigdy on sam… własnoręcznie…
Nie to było jego celem. Nie uważał się za psychopatę, jednak stało się… zabił.
Gardził sobą w całości i gardził swoją nieudolnością. W tamtym czasie postanowił, że po pierwsze nigdy więcej nikogo nie zabije, a po drugie zaprzestanie dzieła, którego się podjął.

Teraz siedział na ławce w parku miejskim i obserwował szalejące z radości dzieci. Zachowywały się bezmyślnie. Biegały w tę i z powrotem krzycząc niemiłosiernie. Przewracały się, płakały i z pomocą rodziców podnosiły się, aby kontynuować. Nie widział w nich małych niewinnych istot. Widział kolejne pokolenie, które będzie naśladować swoich poprzedników. Widział istoty, które tworzą nowe związki wyznaniowe, których i tak jest już od groma. Można wybierać. Możemy wierzyć, że stwórca jest miłosierny, dobry, zły… że jest mężczyzną, kobietą, duchem…
Wystarczy, że człowiek wierzy w wyższy byt, a niezależnie od tego jakie ma poglądy na świat i jak sobie go wyobraża – zawsze znajdzie mnóstwo osób, które myślą identycznie i już dawno wpadły na pomysł zjednoczenia się we wspólnocie braci i sióstr.
Splunął na znak pogardy względem wszystkich tych słabych umysłów.

K postanowił wstać i odejść, ale dostrzegł zataczającą się młodą kobietę, która szła w jego stronę. Pomyślał, że należy do najniższej warstwy społecznej i za chwilę podejdzie do niego, aby wyżebrać jakieś drobne na kolejne, tanie wino.
Usiadła na ławce trzy metry od niego. Jednak nie chciała jego pomocy.
Wydawała mu się pijana albo odurzona jakimś narkotykiem. Miała nieprzytomne spojrzenie, lekko opuszczoną głowę i wyglądało na to, że za chwilę się przewróci.
Podbiegło do niej trzech mężczyzn w jej wieku. Wszyscy spędzili zapewne długie lata męcząc się, wyciskając sztangę na siłowni.
Krzyczeli coś niewyraźnie już gdy się zbliżali. Jednak dopiero teraz słowa jednego z nich można było zrozumieć:
- Ej suko, dostałaś grama białego i nie zapłaciłaś. Ciągniesz nam wszystkim i jesteśmy kwita – wydawali się być mało rozgarnięci. Tacy jakich nie lubił najbardziej.
Kobieta nie odpowiedziała tylko uniosła lekko głowę.
- Słyszysz kurwa, co do ciebie mówię?  - nie dawał za wygraną. Gdy jej głowa znów zaczęła opadać, złapał ją brutalnie za włosy i szarpnął do góry. Otworzyła usta z zaskoczenia lub bólu, ale nie wydała żadnego dźwięku.
Ludzie, których było tu wcześniej wielu, nagle gdzieś zniknęli. Pewnie wszyscy mieli telefony komórkowe, ale nikt nie wybrał numeru alarmowego. Przecież to nie był ich problem. To ich nie dotyczyło. Po co mieszać się w nie swoje sprawy. Ktoś ucierpi? Będzie możliwość ponarzekać na brak interwencji policji, która powinna być tam, gdzie dzieje się coś złego. Powinni przecież wiedzieć, że tu i tu dzieje się właśnie coś, czym powinni się zająć i minutę później już tam być, aby zareagować. Znieczulica ludzka przeistaczała się w zbiór niedorzeczności.
K pomyślał, że zareaguje, ale jeszcze nie teraz. Był obserwatorem, chciał zobaczyć co się wydarzy.
Kobieta przyjęła już dwa ciosy otwartą dłonią w twarz.
Nagle jeden z nich dostrzegł go. Rozejrzał się dla pewności i przekonując się o tym, że wszyscy inni zdążyli się już oddalić krzyknął do niego:
- Co jest dziadek? Nie widzisz, że mamy tu coś do załatwienia? Wypierdalaj stąd! – zbliżał się do niego na szeroko rozstawionych nogach, kołysząc przesadnie barkami. Wyglądał jakby nieudolnie tańczył jakiś zapomniany, ludowy taniec.
K nawet nie drgnął. Może nie był już w szczycie formy, ale potrafił poradzić sobie z takimi typami nawet z zamkniętymi oczami. Ich największą słabością była zbyt rozwinięta muskulatura – ograniczało to ich ruchy. Wiedział o tym.

Siłacz wziął zamach i jego pięść powędrowała w stronę głowy K.
Nie do końca rozumiał co się stało, gdy po wykonanym uderzeniu tamten siedział jak wcześniej bez żadnych obrażeń. Również jego ręka nie poczuła oporu. Przecięła powietrze bez zamierzonego efektu. Siedzi za daleko? Pomyślał zdziwiony.
Powtórzył czynność. To samo. Był coraz bardziej zdenerwowany. Teraz stał już bliżej i na pewno by go trafił. Tak się jednak nie stało. Facet na ławce był jak duch.
Znów się zamachnął i tym razem coś poczuł. To była dłoń tamtego na jego przedramieniu.

K zrobił prawie niedostrzegalny unik jak wcześniej i wykorzystując siłę, którą tamten włożył w zadanie ciosu  pociągnął go w swoją stronę i uderzył głową tamtego o oparcie ławki. Umięśnione ciało opadło na ziemię i leżało teraz w kałuży krwi.
Dwaj pozostali w tej właśnie chwili wyszli z osłupienia i wyciągnęli noże.
K nie miał ochoty czekać aż zaczną mu grozić i sam ruszył do natarcia.
Nogą wybił nóż z ręki jednego z nich. Później zanim tamten zareagował kopnął jeszcze raz. Tym razem w żebra. Gdy mięśniak zaczynał kulić się z bólu, K użył kolana i zmiażdżył jego nos.
Chciał zabrać się za trzeciego, ale tamten już uciekał. Spojrzał na kobietę na ławce. Zastanawiał się czy ją tu zostawić. Była naćpana, więc to nie jego sprawa co stanie się z nią dalej.
- Dzię… – kobieta przemówiła. Chyba chciała mu podziękować, ale trudno było jej mówić. – Dziękuję.
- Nie ma sprawy – odpowiedział i odzyskał zaciekawienie tą sytuacją. Usiadł obok niej.
- Jest sprawa – jej głowa opadła na jego ramię. Nie wiedział jak ma się zachować. Była tak naćpana, że z ledwością nawiązywała kontakt z rzeczywistością.
Siedzieli tak przez jakiś czas. Obok nich leżały dwa sporych rozmiarów ciała. Dwa baseny krwi przestały się powiększać. W zasięgu wzroku co chwilę pojawiała się sylwetka człowieka, który widząc tę scenę zawracał w pośpiechu.
Nikt nie powiadomił policji.

Pół godziny później kobieta zaczęła dochodzić do siebie. Rozejrzała się i dostrzegła tę groteskową scenę. Wiedziała, że wiele mu zawdzięcza.
- Mam na imię Anna.
- Miło mi cię poznać Anno – nie przedstawił się, mimo iż jego maniery były nienaganne.
- Dziękuję, że mi pomogłeś, kazaliby mi…
- Tak wiem. Wspominali o tym - dokończył za nią. Nie chciał, aby poczuła się niezręcznie.
- Czy mogę ci się jakoś odwdzięczyć? Nie mam pieniędzy, ale może jakoś inaczej?
- Nie ma takiej potrzeby – powiedział i zastanowił się jak niby inaczej mogłaby się odpłacić. Chce mi się oddać? Ostatnie czego pragnął to zarazić się wirusem HIV od narkomanki.
- Świat jest zły – podsumowała całe zajście kuląc się we własnych ramionach.
Świat jest zły.  Te słowa dla niej były tylko wyrzuconym z siebie bełkotem, ale dla niego zabrzmiało to co najmniej jak Sezamie, otwórz się dla Ali-Baby. Wróciła idea. Idea, którą starał się stłumić w swoim umyśle. Starał się zapomnieć o tym, co chciał zrobić dla złego świata. Zrezygnował z tego, bo dwukrotnie mu się nie udało. Jednak nie chciał być kolejnym, który pragnie zrobić coś dobrego i poddaje się, gdy napotyka trudności.
- Mogę zaprosić cię na obiad? – zapytał, a kobieta przystała na tę propozycję. Nie jadła od kilku dni i tylko o tym marzyła.

Była blada, miała podkrążone oczy, potargane włosy a jej ubranie nie było pierwszej świeżości. Nie chciał zwracać na siebie uwagi. Nie pojechali do restauracji, gdzie mogliby usiąść kulturalnie przy stoliku i zamówić coś smacznego. Jeep Cherokee zatrzymał się przy okienku jednej z sieci szybko – obsługowych, serwujących niezdrowe pożywienie.
Po odebraniu zamówionego wcześniej posiłku odjechali, by zatrzymać się na parkingu kilometr dalej.
Zjadła wszystko co dostała, a później jeszcze to, co on zostawił.
- Jesteś bardzo miły... – spojrzała na niego, a jej oczy ze wzruszenia, że ktoś mógł ją tak dobrze potraktować zalały się łzami.
- Chciałbym, abyś mi się za to odwdzięczyła – patrzył przed siebie zamyślony.
Pomyliłam się co do niego? Chce mnie wykorzystać jak inni.
- Jak? – zapytała, całkowicie zbita z tropu.
- Nie obawiaj się. Zapłatą będzie opowieść. Opowiesz mi o swoim życiu. O tym, co dobrego i co złego ci się przydarzyło. Ale będziesz opowiadała, aż poczuję się usatysfakcjonowany, dlatego nie musisz zatrzymywać tych najlepszych i najgorszych części na później. Dopiero co mnie poznałaś i niebawem się rozstaniemy i jak mniemam nie spotkamy już nigdy. Bądź otwarta. Pragnę usłyszeć poruszającą opowieść.
- No nie wiem, moje życie nie jest zbyt ciekawe. Wręcz nudne…
- Pozwól, że sam to ocenię.
- Dobrze – nie czuła się najlepiej, ale było jej wszystko jedno czy ktoś dowie się o niej czegoś, czy nie. Jeżeli tego chciał, to uznała to za uczciwą zapłatę i zaczęła. - Urodziłam się w Warszawie. Ojca nigdy nie poznałam. Matka była nauczycielką chemii. Od urodzenia mieszkałam z nią, ale pół roku temu zmarła. Skończyłam liceum. Kiedyś zajmowałam się czyszczeniem kibli miejskich, ale miasto chce oszczędzać i już się tego nie robi. Od jakiegoś czasu nie pracuję a mieszkanie z miesiąca na miesiąc jest coraz bardziej zadłużone. – Krótka przerwa – może myślisz że jestem ćpunką, ale to nieprawda. Owszem, zdarza mi się coś wciągnąć albo zapalić… kiedyś nawet coś sobie wstrzyknęłam, ale robię to sporadycznie. Nie czuję głodu… nie ciągnie mnie do tego jak innych – przerwa. – Możesz mi nie wierzyć jeśli nie chcesz, ale właśnie tak jest. Nie wiem, co jeszcze miałabym o sobie powiedzieć.
- Dlaczego ci mężczyźni chcieli coś od ciebie? Dlaczego nie zapłaciłaś za narkotyki? Musiałaś przecież być świadoma, że skoro nie masz pieniędzy…
- To zupełnie nie tak – przerwała mu. – Jednego z nich znam ze szkoły. Dawno się nie widzieliśmy. Kiedyś mi się podobał i gdy znów się spotkaliśmy jakiś tydzień temu, miałam nadzieję, że coś z tego będzie. Dzisiaj zaprosił mnie na drinka. Twierdził, że nie ma pieniędzy by zabrać mnie do lokalu, więc pójdziemy do niego. Nie podejrzewałam nic złego, więc się zgodziłam. Ubrałam najlepszą bluzkę. Kosztowała parę złotych, ale na więcej nigdy nie było mnie stać i dla mnie jest najlepsza – na jej twarzy wymalował się smutek. - Kiedy do niego dotarłam, okazało się, że nie będziemy sami i nie będzie to romantyczne spotkanie przy lampce wina. Przy stoliku siedziało dwóch jego kumpli, których zdążyłeś poznać. Wciągali kreski… kreski to…
- Tak wiem. Nie sil się na tłumaczenia, po prostu opowiadaj.
- Zaproponowali żebym się poczęstowała. Nie chciałam żeby pomyślał o mnie źle, więc to zrobiłam. Później trochę wypiliśmy i jeden z nich zasugerował mi, że powinnam dorzucić się do składki na towar, którą zrobili wcześniej. Nie miałam pieniędzy więc powiedziałam, że oddam im później, ale oni się nie zgadzali. Zaczęli na mnie krzyczeć. Najgłośniejszy był ten który mnie zaprosił. Gdy zrozumiał, że nie mam pieniędzy wpadł na pomysł, że mogę to odpracować. Nie wiedziałam o co mu chodzi, aż zaczął rozpinać spodnie i zachęcił swoich kolegów, aby zrobili to samo. Byłam pijana i naćpana… i… - Anna rozpłakała się. – I… chciałam to zrobić… Zbliżyłam się i… nie był to pierwszy raz kiedy ktoś potraktował mnie jak szmatę. Zrobiłam mu dobrze, a on kończąc zabrudził moją najlepszą bluzkę, którą zakładam na specjalne okazje… którą założyłam dla niego. Kiedy nadeszła kolej jego kumpli poczułam do siebie wstręt i uciekłam. A oni gonili mnie, aż brakło mi siły na dalszą ucieczkę i musiałam usiąść. Dalej już wiesz.
Może ktoś na jego miejscu coś by poczuł, może serce kogoś drgnęłoby po takiej opowieści, ale on był inny. On wiedział jak wygląda świat. Wiedział co się dzieje wokół niego.
- Powiedziałaś, że nie pierwszy raz ktoś cię źle potraktował.
- Tak…
- Opowiesz?
- Kiedy chodziłam do szkoły… Był taki facet… - opowiadanie o sobie sprawiało jej ból. Dawne rany się otwierały, ale chciała być wobec niego w porządku. Obronił ją i nakarmił. Chciała dać mu coś w zamian. A on chciał usłyszeć opowieść. – Był taki facet… Sprzedawca w osiedlowym sklepie. Chciałyśmy z koleżanką zrobić coś dla rozrywki. A że nie mając pieniędzy nie ma się wiele możliwości, ona wpadła na pomysł, że dla zabawy pójdziemy do sklepu i coś zwędzimy. Nie byłam przekonana do tego pomysłu, ale nie chciałam żeby mnie wyśmiała. Nigdy nie byłam zbytnio lubiana. Miałam stare potargane ubrania, byłam przecież biedna. Tylko ona się ze mną przyjaźniła i nie chciałam tego stracić. Pierwsza do sklepu weszła ona. Kiedy wyszła na jej twarzy pojawił się uśmiech, a w ręce batonik. Nadeszła moja kolej. Bałam się, ale powiedziała, że wejdzie ze mną. Zbliżyłam się do półki. Sklep był samoobsługowy. Wzięłam coś i gdy chciałam wyjść poczułam, jak ktoś łapie mnie za rękę i ciągnie do tyłu. To był sprzedawca, który zauważył co zrobiłam. Przyjaciółka uciekła, a ja zostałam z nim sama. Zaciągnął mnie na zaplecze i powiedział, że się zabawimy. Miałam trzynaście lat. Powiedział, że jeśli ja powiem komuś o tym co się tu zaraz wydarzy, on zawiadomi policję i moja matka pójdzie do więzienia, bo ja jestem za młoda i trafię do poprawczaka. Kochałam matkę i nie poradziłabym sobie bez niej, a on zagroził, że nas rozdzieli – wybuch płaczu. – Byłam… miałam trzynaście lat… skąd mogłam wiedzieć, że za kradzież batonika nie idzie się do więzienia… Rozebrał mnie i rozdziewiczył. Powiedział że powinnam zapamiętać ten dzień, bo to ważny dzień w moim życiu. Dzień, w którym staję się kobietą. – Nie miała już siły płakać dalej. Łzy przestały płynąć. – Później jeszcze raz zabronił mi o tym mówić i kazał zabrać batonik jako nagrodę za dobre sprawowanie. Zabrałam go i trzymałam przez wiele lat zanim wyrzuciłam. Nawet przez chwilę nie pomyślałam, żeby go zjeść.
- Nikomu do tej pory nie powiedziałaś?
- Nikomu.
- Dlaczego nie powiedziałaś matce? – chciał zrozumieć, co skłania ludzi do podjęcia takiej a nie innej decyzji w chwili, gdy doświadczają czegoś tak okropnego.
- Gdy wróciłam do domu spała pijana. Później kazała mi sprzątać pokój i się uczyć. Nigdy nie pytała co u mnie. Więc sprzątałam i się uczyłam, a kiedy kończyłam ona znów spała pijana.
Uznał opowieść za zapłatę liczoną nawet z wysokim napiwkiem.
Ujrzał teraz kobietę w zupełnie innym świetle. Dostrzegł w niej złamaną przez życie, psychicznie zmęczoną i mimo płaczu nieco apatyczną dziewczynkę ukrytą pod grubą zbroją, którą dla niego zdjęła.
Uznał, że w tych okolicznościach poznanie pozytywnych aspektów jej życia byłoby zbędne.
- Jakie masz plany na przyszłość? – zapytał nagle.
- Nie mam żadnych. Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem.
- Mam dla ciebie propozycję. Zamieszkaj ze mną, a ja pomogę ci zrozumieć świat i pozbierać się po tych wszystkich doświadczeniach, po których jak widzę nigdy nie miałaś możliwości dojść do siebie.
- Co ty mi proponujesz…? – nie wiedziała do końca o co mu chodzi. Ma z nim zamieszkać?
- Próbuję od jakiegoś czasu pomagać ludziom takim jak ty… Jeśli chcesz, postaram się pomóc i tobie – teraz był już przekonany, że wraca do gry. Jego plany, uśpione na jakiś czas, powróciły.
Nie zastanawiała się długo. Niebawem komornik zabierze jej mieszkanie i wszystko inne. Perspektyw na ciepłą posadkę też nie miała. Każdy chciał ją tylko wydymać… każdy traktował ją jak śmiecia… ale nie on. On okazał jej serce. Wyciągnął do niej rękę, choć o to nie prosiła. Chciał słuchać o jej problemach. Był dobrym człowiekiem. Potrzebowała pomocy a on jej ją proponował, mimo że już tyle zrobił. Nie miała wyjścia, a nawet gdyby miała, chętnie oddałaby się w jego ręce.

Nie sprzeciwiała się, gdy czymś ją odurzył i wwiózł do domu uśpioną.
Spędziła z nim kilka miesięcy i nauczyła się od niego tak wiele jak od nikogo. Kiedyś uważała się za podczłowieka, którym każdy może pomiatać, teraz jej poczucie własnej wartości znacznie wzrosło i widziała w sobie wybrankę…
Jej poglądy zmieniły się radykalnie. Nie wiedziała, że świat może być zupełnie inny, niż wydawało jej się do niedawna. A jednak okazało się, że tak właśnie jest. Teraz widziała wszystko inaczej. A kiedy to zrozumiała, zapragnęła pomóc mu zmienić innych. Zmienić cały świat. Stała się jego uczennicą.
Dowiedziała się, że dwie poprzednie próby mu się nie udały, ale przecież z nią było inaczej. Z nią się udało. A skoro jest to możliwe, trzeba próbować. Chciała być częścią tego wszystkiego. Postanowiła z nim zostać.

K odzyskał wiarę w swoje możliwości po tym jak uznał, że odnalazł sposób. Sposób tak oczywisty – dialog. Nie będzie więc tracił czasu. Postanowił powtórzyć to na trzech obiektach naraz.

Anna cieszyła się razem z nim i wyczekiwała momentu, w którym w ich dobrze ukrytym domu pojawią się trzy nieznajome kobiety. Chciała z jego pomocą przekazać dalej to, czego się nauczyła. Chciała przekazać im to, co przekazał jej on, jej mistrz i nauczyciel.
Stał się dla niej bogiem. Stworzył ją na nowo.
W tych radosnych dniach nie mogła wiedzieć o tym, czego doświadczy w niedalekiej przyszłości, nie mogła wiedzieć, że niebawem będzie świadkiem tragedii o jakiej nigdy by nawet nie pomyślała.
Tragedii o jakiej nawet w najśmielszych koszmarach…





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz