Rozdział 17


Poprzedni rozdział


Gdzieś w Polsce, 30 października 2013r.
godz. 13.48


Wczoraj obudziła się w miejscu, do którego nie docierały promienie słońca. Zastanawiała się jak to możliwe, aby ktoś wybudował budynek bez okien. Z drugiej strony pomyślała, że to słuszny, celowy zabieg. Dzięki temu nic nie będzie jej rozpraszało. Będzie mogła całkowicie oddać się temu, po co tutaj jest. Będzie mogła otworzyć swój umysł.
Poprzedni dzień w całości spędziła na zaaklimatyzowaniu się w nowych warunkach. Anna była jej przewodniczką. Oprowadziła ją po tym niezwykłym kompleksie. Kostkę zaskoczyła ilość pomieszczeń. Było ich naprawdę wiele. Drzwi do niektórych z nich były otwarte, do innych zamknięte na klucz. Doliczyła się siedmiu sypialni, trzech salonów, jednej jadalni, trzech łazienek i dwóch kuchni. To była tylko połowa całości, w drugiej części znajdowały się pomieszczenia przeznaczone wyłącznie na użytek K i nikt poza nim nie miał tam wstępu, jak oznajmiła jej Anna.
W pewnym momencie, gdy kończyły już wycieczkę, jedne z drzwi, które wcześniej pozostawały zamknięte, nieznacznie się uchyliły. Kostka odruchowo spojrzała w tamtą stronę, lecz z powodu panującego w środku pomieszczenia mroku nie dostrzegła osoby, która była sprawcą tego zdarzenia.
Drzwi zamknęły się.
- To jedna z podopiecznych K – wyjaśniła Anna. – poznasz ją później.
Kostkę zaciekawił osobliwy incydent. Podopieczna. Czy ja też jestem jego podopieczną? Co to właściwie oznacza? Dlaczego tamta nie wyszła i nie przywitała się z nami? Nie zastanawiała się nad tym zbyt długo. Pozna ją później. Nigdzie jej się nie spieszyło, miała przecież pozostać tutaj przez siedem miesięcy.
Jej pokój był skromnym pomieszczeniem z jednym łóżkiem, stolikiem i szafą na ubrania. Po przebudzeniu czuła się jak w celi. Podeszła do drzwi i nacisnęła klamkę, a one ustąpiły, zrozumiała, że nie jest więźniem.
Rozpakowała się i wtedy przyszła Anna.
Tak minął jej pierwszy dzień.

Nie widziała K od momentu, gdy w samochodzie poprosił ją aby się odurzyła. Aż do dzisiaj, aż do teraz.
W trójkę jedli obiad przygotowany przez Annę.
To drugi dzień jej pobytu tutaj, a K jak do tej pory nie zaczął dawać jej kolejnych lekcji. Niecierpliwiła się. Nie było tutaj zbyt wielu rozrywek, a gdyby cierpiała na klaustrofobię, miałaby nie lada problem z przebywaniem w tym miejscu.
Gdy skończyli jeść K stwierdził, iż musi udać się do jednego ze swoich pokoi, ona natomiast może odpocząć. Oponowała. Nie miała po czym odpoczywać. Drugi dzień nic nie robiła. On jednak nie posłuchał i wyszedł.
Odbyła krótką rozmowę z Anną. Chciała dowiedzieć się czegoś więcej o tajemniczym człowieku, który kazał nazywać siebie K, ta jednak nie była skłonna do dyskusji na ten temat. Natomiast na pytanie o to, czego jeszcze się od niego dowie, Anna odpowiedziała tylko, że wszystko w swoim czasie.
Kostka wróciła do siebie. Nie wiedziała co ma ze sobą począć. Udałaby się na spacer, ale wyjście na zewnątrz było zabronione. Jak wyjaśnili jej Anna i K, nie może wychodzić, chyba że uzna, iż dalsze przebywanie tutaj przestało jej się podobać. Wtedy musi zawiadomić o tym K, on znów ją uśpi i odwiezie tam, skąd ją zabrał. Chciała przekonać się, czy aby nie jest to kłamstwo. Chciała sprawdzić czy kiedy poinformuje K o chęci opuszczenia tego miejsca, on tak po prostu ją wypuści, czy też będzie miał coś przeciwko. Nie chciała jednak nadwyrężać gościnności gospodarza.
Zagłębiła się w lekturze książki, którą na szczęście spakowała i zabrała ze sobą.

Gdy skończyła czytać, spojrzała na zegarek. Osiemnasta. Udała się do toalety. W korytarzu usłyszała odgłosy jakiejś rozmowy. Dochodziły z pokoju kobiety, której nie miała okazji jeszcze poznać. Postanowiła się przywitać.
Gdy nieco się zbliżyła usłyszała wyraźnie głos Anny:
- …zacznij mówić, nie jesteś niemową – Anna wyszła z pokoju. - K daje ci tydzień. Jeżeli w tym czasie się nie odezwiesz… - przerwała, gdy dostrzegła nieopodal siebie Kostkę. – Co tutaj robisz?
- Wyszłam do toalety i usłyszałam rozmowę – była zawstydzona. Nie chciała by pomyślano, że podsłuchuje. – Chciałam się przedstawić.
- Jeszcze będzie okazja – Anna zamknęła drzwi pokoju, pozostawiając w nim kobietę. – Ona musi teraz odpocząć. Nie możemy jej niepokoić. Skorzystaj z toalety, a później przyjdź do mnie.

Anna wiedziała, że K przechodzi kryzys. Znów miało mu się nie udać. Chwilę wcześniej próbowała z nią porozmawiać, ale ona jak od kilku tygodni nie odezwała się ani słowem. K wiedział, że będzie jak wcześniej. Czas, który miał jej poświęcić, dobiegał końca. Niebawem będzie musiał ją wypuścić, a ona zrobi to, co prawie każda. Zabije się. Wiedziała, że K siedzi teraz w jednym ze swoich pokoi i słuchając Mozarta rozmyśla. Na nią spadł obowiązek zaopiekowania się przybytkiem oraz ich nowym gościem.
Wiedziała, że Kostka się nudzi i musiała dostarczyć jej rozrywki. Nie mogła pozwolić, aby się zniechęciła. Zaprosiła ją więc do swojego pokoju i oczekiwała jej leżąc nago w łóżku.

Kostka przemierzała korytarz zamyślona. Zastanawiała się o co mogło chodzić w rozmowie Anny z nieznajomą. Z tego co usłyszała, tamta przestała się odzywać. Dlaczego? Czy między nią a K wydarzyło się coś złego? I co się stanie, gdy nie odezwie się w ciągu tygodnia? To brzmiało jak niedokończona groźba.
Zapukała.
- Wejdź – usłyszała zaproszenie do środka.
Zaskoczyło ją, gdy zobaczyła Annę bez ubrania. Czekała na to od momentu ich pierwszego zbliżenia. Było im wtedy tak dobrze, że czas, który upłynął od tamtej pory byłby dla niej udręką nie do zniesienia, gdyby nie te wszystkie niespodzianki.
Nie odezwała się słowem tylko wskoczyła na łóżko.
Spędziły ponad dwie godziny prężąc się w iście akrobatycznych pozycjach.

Kostka pocałowała Annę na dobranoc i wróciła do siebie. Położyła się i zmęczona zasnęła.
Około dwudziestej trzeciej zbudził ją jakiś szmer. Otworzyła powoli oczy, ale w ciemności niczego nie dostrzegła. Pomyślała, że jej się to przyśniło, ale gdy ponownie opuściła powieki, szmer się nasilił. Ktoś wszedł do jej pokoju i starając się jej nie obudzić przemieszczał się powoli w jej stronę.
Wystarczyło, że zaklaszcze w dłonie a lampa na suficie się zapali. Zaczekała jeszcze chwilę i kiedy jej dyskretny gość znalazł się w odległości pół metra od niej, prawą dłonią uderzyła w lewą. Światło rozjaśniło pokój. Dostrzegła zarys sylwetki i coś niepokojącego, coś czego nie była w stanie określić, jednak nie przemyślała tego manewru do końca i sama siebie oślepiła.
Postać odwróciła się i pospiesznie wybiegła z pokoju. Kostka ruszyła za nią i gdy znalazła się na korytarzu zdążyła jedynie dostrzec jak zamykają się drzwi pokoju nieznajomej.
Coś nie dawało jej spokoju, gdy zapaliła światło dostrzegła na krótką chwilę coś dziwnego… z kobietą, która wtedy nad nią stała, było coś nie tak.
Szybkim krokiem zbliżyła się do drzwi, które zostały zatrzaśnięte i nie siląc się na pukanie, pociągnęła za klamkę. Nic. Klamka nie drgnęła. Ktoś musiał ją trzymać, blokując tym samym drzwi, które nie były wyposażone w zamek.
- Otwieraj! Widziałam cię! – siłowała się przez chwilę próbując dostać się do środka i wyjaśnić, że nikt nie będzie się do niej zakradał, gdy śpi.
Kiedy nie usłyszała odpowiedzi, postanowiła dać spokój i wrócić do siebie. Jutro powie o wszystkim K.
- Nie skończyłam z tobą – rzuciła oschle i odeszła.
Wiedziała, że szybko nie zaśnie.
Zamknęła drzwi i dosunęła do nich stolik. Nikogo to nie powstrzyma przed wtargnięciem do pokoju, ale przy próbie wejścia do środka wyda więcej hałasu i szybciej będzie mogła zareagować.
Opadła na łóżko i klasnęła w dłonie. Ponownie zapadł mrok.
Ułożyła się wygodnie i gdy powoli zamknęła oczy zobaczyła to, czego jak myślała, nie zarejestrował jej umysł.
Ciarki przeszły po całym jej ciele, tak że z wrażenia poderwała się i usiadła. Jej powieki nie były już opuszczone. Wiedziała, że nie zaśnie ani tej, ani nawet następnej nocy. Chciałaby wierzyć, że to był tylko sen, jednak była pewna, że obraz, który ma przed oczyma zapamięta do końca życia.
Zobaczyła kobietę, która stoi nad nią… kobietę, której twarz w całości pokryta jest głębokimi ranami, tak jakby ktoś nie tak dawno obdarł ją ze skóry… nie tak dawno, bo w niektórych miejscach jeszcze krwawiła. Był to okropny widok, tym bardziej, że kobieta pozbawiona została małżowin usznych i nosa.
I wtedy żarówka na suficie rozpaliła się na tyle, aby Kostka straciła na chwilę wzrok.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz