Rozdział 19


Poprzedni rozdział


Warszawa, 30 października 2013r.
godz. 9.13


Minęły dwa dni od ostatniej wizyty Alexa w firmie. Nie wrócił do pracy. Jego urlop ciągle trwał. Przybył tutaj w jednym tylko celu: zdobyć adres Tadeusza Rosenkranza. Tego żądała panna Irys.
Długo zastanawiał się nad słusznością swojej decyzji. Nie wiedział po co kobiecie dane tego człowieka. Może to po prostu jej zaginiony krewny. Chciał okłamać sam siebie.
Kobieta, jeśli nie kłamała, musiała przejść przez piekło. Z tego, co dowiedział się do tej pory, K porywa ludzi i pierze im mózgi. Nie wszystkich ludzi. Kobiety. Jeżeli wyprał także jej mózg, kto wie co ona zapragnie zrobić z mężczyzną, którego adres on jej dostarczy. Może to jakiś jej wróg, którego zechce zabić. Będzie musiał trzymać rękę na pulsie. Postanowił, że kiedy panna Irys spotka się z mężczyzną, on będzie w pobliżu.
Na korytarzu dostrzegł swojego kolegę, również sierżanta. To do niego postanowił udać się w tej sprawie. Kiwnął ręką do policjanta, a tamten do niego podszedł.
- Wydaje mi się, że miało cię nie być dłużej – znali się od czasów szkoły policyjnej. Ich przyjaźń przechodziła przez różne etapy, aż do momentu gdy się ustabilizowała.
- Wpadłem tylko na chwilę, potrzebuję adres jednego gościa – Alex nie miał zamiaru silić się na wyjaśnienia. – Nazywa się Tadeusz Rosenkranz.
- Po co ci to? Miałeś odpoczywać.
- Obaj wiemy, że nie po to wziąłem wolne – wszyscy w firmie domyślali się, że nadgorliwy Alex nie zostawił sprawy z Pałacu Kultury i Nauki.
- Wiesz, że mogą cię za to zdegradować?
- Nie martw się o mnie. Sprawdź mi tylko tego gościa – nie był pewien czy robi dobrze, ale nie mógł pozwolić by jakiś wariat żył na wolności i nakłaniał kobiety do samobójstwa. Jako stróż prawa czuł się za to odpowiedzialny.
- Poczekaj tutaj – jego przyjaciel rozejrzał się nerwowo i oddalił.
Alex czekał kilka minut, aż dostał to, po co tutaj przyszedł.
Miał szczęście i nie spotkał komisarza, który zarzuciłby go zapewne niewygodnymi pytaniami o to, co tutaj robi.
Wykonał zadanie i mógł udać się na spotkanie z panną Irys.

Xavier siedział spokojnie w apartamencie Hotelu Marriott, czytając książkę.
Tatiana stała przy oknie i podziwiając widoki, rozmyślała, obserwowana przez pannę Irys, która nie skorzystała z fotela, tylko zajęła miejsce na podłodze przy ścianie.

Alex nie zapukał do drzwi. Wszedł jak do siebie. Odnalazł wzrokiem pannę Irys, która właśnie podnosiła się z podłogi. Podszedł do niej i wręczył karteczkę z adresem. Nie odezwał się słowem, tylko usiadł i czekał na ruch Xaviera.
Ten opuścił na chwilę pokój, aby wracając przynieść dwie szare, obficie wypchane koperty.
- Oto sto tysięcy – rzucił koperty na stolik i usiadł na swoim miejscu.
Przez kilka sekund nikt się nie odezwał. Cisza była wymowna. Wszyscy czekali na ruch Tatiany, której przypisana była ostatnia część zapłaty za usługi kobiety.
- Tatiano, czy mam rozumieć, że przystajesz na moją propozycję? – panna Irys wydawała się być lekko zniecierpliwiona.
- Nie musisz na nic się zgadzać – Alex nie był przekonany do moralnych aspektów zadania jakie przypadło Tatianie. – My z Xavierem zrobiliśmy swoje, ale to cię do niczego nie zobowiązuje. Możesz powiedzieć nie. W każdej chwili…
- Zgadzam się z Alexem – dodał mężczyzna, który chwilę wcześniej wrócił do swojej lektury.
Tatiana nie miała żadnych oporów jeżeli chodziło o seks za pieniądze. To jednak był seks za usługi. Coś, co było jej obce. Pieniądze są konieczne do przeżycia, to co oferuje im kobieta, nie. Puszczała się, bo nie miała, lub nie chciała mieć innego wyjścia. Ta sytuacja była jednak inna. Zawsze myślała, że to ona decyduje o swoim losie, ale w tym wypadku nie do końca tak jest. Teraz ktoś w pewnym stopniu decyduje za nią. Zawsze to ona podejmuje decyzje, że tego chce i idzie na ulicę, teraz ktoś wychodzi z taką propozycją do niej. Wiedziała, że jeżeli odważy się na ten krok, będzie w swoich oczach potępiona… ostatecznie.
Trzeba mieć granice. Każdy ma jakieś granice. Niektóre z jej koleżanek prostytutek nie godziły się na seks analny, inne nie robiły loda, a jeszcze inne nie pozwalały całować się w usta. Krąży mit, który mówi o tym, że dziwka zrobi wszystko, ale nie pocałuje klienta w usta. Może kiedyś tak było, skądś musiało się to wziąć, ale teraz było to tylko bujdą. Większość z jej koleżanek, jak również i ona, nie miały problemu z wykonaniem takiej usługi. Oczywiście, płatnej ekstra.
Nieważne jednak na co prostytutka się godzi, ważne, że każda ma jakąś granicę. Granicę, którą sama sobie stawia i pod żadnym pozorem jej nie przekracza. W ten sposób może spojrzeć w lustro i  myśleć o sobie z szacunkiem.
Tatiana nie myślała o tym, czego nie zrobi z klientem, tylko o tym, co może z nim zrobić. Pocałunek, penetracja, penetracja analna i penetracja oralna. Bez udziwnień. To było to, co oferowała innym. Jeżeli ktoś chciał czegoś więcej, stanowczo odmawiała.
Teraz miała przekroczyć swoje granice. Będzie musiała uwieść mężczyznę, czego nigdy nie robiła. Zrobić to, czego będzie chciał i na domiar złego, za to wszystko nie dostanie pieniędzy.
Wiedziała, że kiedy to zrobi, straci do siebie resztki szacunku, którym się darzy. Będzie dla siebie nikim. Poczuje do siebie wstręt i pogardę.
Z drugiej strony wiedziała, że musi to zrobić. Gdzieś tam może być ktoś, kto jest blisko utraty życia. Może dzięki temu co ona zrobi, uratuje jakieś istnienie. Nie mogła… nie chciała pozwolić na to, aby przez jej zasady…
- Tak – powiedziała głośno i odwróciła się w stronę panny Irys. – Zrobię to.
Alex opuścił głowę i spochmurniał. Było mu żal Tatiany.
- Świetnie – panna Irys podniosła ze stolika koperty i spakowała je do torebki. – Odezwę się do ciebie Tatiano, kiedy przyjdzie pora na działanie. – Podeszła do drzwi i nacisnęła na klamkę.
- Żartujesz? – Alex zdziwił się obrotem sytuacji. Kobieta zgarnęła pieniądze i zamierzała wyjść. Miała ich za idiotów, którymi tak łatwo można manipulować? – Nie wyjdziesz stąd z pieniędzmi i adresem tego faceta. Musimy się jakoś zabezpieczyć. Chcemy wiedzieć że nas nie oszukasz i dostarczysz nam resztę akt K. Skąd możemy wiedzieć, że to nie jest zwykły przekręt? – oburzył się.
- Nie możecie tego wiedzieć – panna Irys uśmiechnęła się prawie niedostrzegalnie. – Musicie mi zaufać – wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Alex nie dowierzał w to, że nikt prócz niego nie miał nic do powiedzenia.
Xavier spokojnie czytał dalej, jakby nic się nie wydarzyło.
Tatiana znów odwróciła się do okna i udając, że go nie dostrzega wróciła do swoich przemyśleń.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz