Rozdział 20


Poprzedni rozdział


Warszawa, 11 lipca 1999r.
godz. 16.16


Tadeusz Rosenkranz, blisko pięćdziesięcioletni krępy Żyd, na pierwszy rzut oka niewyróżniający się z tłumu, zmierzał do swojego domu. Zaplanował, że dzisiaj się zrelaksuje i wieczorem odmówi maariw, czego nie robił już od bardzo dawna. Nie utrzymywał kontaktu z współwyznawcami. Wiara nie zajmowała jego myśli. Nie miał nawet w zwyczaju jadać koszernych potraw. Jego życie zdominowała żądza. Pragnienie miłości fizycznej. Jego libido od zawsze było nieznośne. Mimo iż ortodoksyjny judaizm jasno zakazywał masturbacji, ta była jego codzienną rozrywką. Nie mógł się powstrzymać przed oddaniem się tej przyjemności.
Miał w życiu wiele kobiet, jednak był już w takim wieku, że zdobycie każdej następnej przychodziło z trudem. Nie pamiętał kiedy ostatni raz jego penisa dotykała inna niż jego własna dłoń.
Napięcie rosło. Myślał tylko o jednym. Seks.

Wrócił do domu, ale było jeszcze wcześnie. Miał ochotę się przejść, a że wieczorny spacer robi dobrze ludziom w jego wieku, wyszedł na zewnątrz. Żądza znów dała o sobie znać. Powinienem był zostać w domu i zrobić sobie dobrze. Pomyślał i poszedł dalej.
Po przejściu kilku metrów, dostrzegł młodą dziewczynę. Miała może szesnaście lat, ale widać było, że wcześnie dojrzała. Pewnie niejeden mężczyzna odwracał się za nią na ulicy.
Dziewczyna znajdowała się kilka metrów przed nim, gdy wgapiając się w jej młody tyłek, zobaczył tę banalną scenę.
Dziewczyna upuściła coś, co wcześniej trzymała w ręku i podnosząc to, nie zgięła nóg w kolanach. Wypięła się wprost do niego, a że miała na sobie bardzo krótkie spodenki, zobaczył coś, czego widzieć nie powinien. Stanął mu, a on wiedział, że dłużej się nie powstrzyma. Musi dać upust przepełniającej go żądzy. Dziewczyna nie zwróciła na niego uwagi. Gdzieś szła. Postanowił podążać za nią.
Wiedział, że nie jest pełnoletnia, wiedział też, że jest dla niej starym dziadem, jednak instynkt, który go prowadził, nie odpuszczał. Nie chciał jej krzywdzić, ale wiedział, że to zrobi. Było już za późno na powrót do domu i szybką robótkę ręczną.
Szedł za nią już jakiś czas i zaczął się męczyć. Nie był już w takiej formie jak kiedyś.

Dziewczyna rozmawiała ze swoją koleżanką, która przed chwilą dała jej złożoną na cztery kartkę papieru. Rozłożyła ją i zaczęła czytać.
Podpisano: wielbiciel.
Skończyła i z zawstydzeniem podziękowała przyjaciółce za przesyłkę. Od zawsze adorowało ją wielu chłopców w jej wieku lub starszych. Nie zwracała uwagi na tych pierwszych. Chciała silnego i dojrzałego, który mógłby wprowadzić ją w tajniki sztuki miłosnej.
Wczoraj skończyła szesnaście lat i w jej mniemaniu pora była idealna. Chciała stracić to, co jej koleżanki oddały już jakiś czas temu, ale nie mogła zdecydować się i wybrać spośród chłopców z jej otoczenia. Jak to zazwyczaj bywa, jeśli masz czegoś w nadmiarze, nie korzystasz odpowiednio z niczego. Była świadoma swojej wyjątkowej urody, dlatego ona stawiała warunki, wiązało się to z niekoniecznie nieumyślnym szydzeniem z większości starających się o jej względy…
Chodziła z uniesioną głową. Miała się za lepszą od koleżanek i okazywała to na każdym kroku, ale one nie odwracały się od niej a wręcz przeciwnie – chciały pozostawać w jej towarzystwie jak najdłużej to możliwe, myśląc pewnie, że dzięki temu w oczach płci przeciwnej będą wydawały się bardziej atrakcyjne. Nie wiedziały, że efekt jest zupełnie inny. Gdyby w pojedynkę poznały jakiegoś chłopca, zwróciłyby na siebie jego uwagę lub nie, ale kiedy były z nią, chłopiec dostrzegał kontrast między nimi i zawsze wybierał tą, która była ładniejsza.

Przyjaciółki pożegnały się i rozdzieliły.
Wtedy dziewczyna upuściła liścik. Mimo iż nie chciała w tym momencie nikogo kokietować, zachowała się w sposób do jakiego przywykła. Robiła to tak często… tak często kusiła swoim ciałem dla zabawy, że weszło jej to w krew.
Nie ugięła kolan. Spod spodenek ukazała się spora część jej pośladków. W tym momencie dostrzegła starszego mężczyznę, który zatrzymuje się i patrzy na nią. Miała to gdzieś. Jeżeli ten staruch chce walić konia na mój widok to świetnie. Takie sytuacje sprawiały, że jej samoocena rosła jeszcze bardziej, mimo że już teraz była bardzo wysoka.
Kokietka ruszyła w swoją stronę. Po jakimś czasie zauważyła jednak, że mężczyzna podąża za nią. Kiedy przyspieszyła, on również to uczynił.
Właśnie wtedy się zaniepokoiła.

Tadeusz Rosenkranz pragnął posiąść nastolatkę tu i teraz. Gdyby nie obawa przed ludźmi, którzy się tu kręcili, już by ją miał. Musiał wymyśleć jakąś strategię. Musiał zrobić coś, aby zabrać ją w ustronniejsze miejsce.
Nie mógł się skupić. Jego myśli zaprzątał widok dziewczyny, której on ściąga spodenki… później majteczki…
Kiedy dziewczyna przyspieszyła, zrozumiał, że zorientowała się w sytuacji. Powinien działać szybko.
Uśmiechnął się szeroko i machając krzyknął do niej.
- Przepraszam panienko, czy mogłabyś zaczekać?
Dziewczyna usłyszała jego głos i zobaczyła uśmiech. Nie była tchórzem, zmrok miał nadejść dopiero za kilka godzin. W okolicy było wielu ludzi, którzy pewnie by jej pomogli, gdyby okazał się mordercą albo gwałcicielem. Niepewnie, ale się zatrzymała.
Zbliżył się do niej.
- Dzień dobry panienko, nazywam się Tadeusz Rosenkranz – przez żądzę, która od jakiegoś czasu była już tak nieznośna, że myślenie było dla niego problemem, przedstawił się swoim prawdziwym nazwiskiem. – Mam nadzieję, że nie wystraszyłaś się mnie kiedy tak sobie za tobą szedłem – jego uśmiech był coraz szerszy. – Jestem reżyserem i kiedy cię zobaczyłem, byłem pewien, że musisz wystąpić w moim kolejnym filmie. Mam nadzieję, że nie odmówisz. Jesteś wprost stworzona do zawodu aktorki.
Dziewczyna przez chwilę myślała, że to sen, zaraz jednak uwierzyła, że dzieje się to naprawdę. Każdy chciałby ją do swojego filmu, była przecież tak piękna. Jej narcystyczna natura nie opuszczała jej na krok, od momentu gdy zorientowała się, że różni się od koleżanek, a różnica ta wpływa na jej korzyść.
- Domyślam się, że się zgadzasz. Wydaje mi się jednak, że jesteś niepełnoletnia, będę więc musiał porozmawiać z twoim opiekunem – chciał zdobyć jej zaufanie.
- Miałam już wiele takich propozycji – skłamała, aby nie wyjść na niedoświadczoną małolatę – zawsze jednak odmawiałam. Dlaczego miałabym przyjąć pana propozycję?
- Przejdźmy się, a ja postaram się przekonać ciebie – nie chciał wdawać się w niepotrzebne dyskusje, ale wydawało się to konieczne.
- Chętnie – odpowiedziała z niezdradzającą ekscytacji miną.

Szli już dosyć długo. Mówił jej te wszystkie głupoty, a ona wierzyła w każde jego słowo. Żądza nieubłaganie dawała o sobie znać.
Moment może nie idealny, ale ostateczny, nadszedł dziesięć minut później.
Po ich prawej stronie znajdowała się kamienica. Wiedział, że jeżeli nie skorzysta z tej możliwości, nie wytrzyma i rzuci się na nią tu, na ulicy.
Drzwi były otwarte i akurat nikt nie przechodził w pobliżu.
Schwycił ją brutalnie lewą ręką w pasie, a drugą zatkał jej usta. Podniósł ją i szybkim krokiem wszedł do środka starej budowli.
Wierzgała, próbowała się bronić, ale szczuplutka dziewczyna nie miała szans z silnym mężczyzną.
Zszedł kilka stopni po schodach prowadzących do piwnicy i położył ją na nierównej podłodze. Zbliżył głowę do jej ucha.
- Przestań się rzucać, bo będę musiał cię zabić – nie zrobiłby tego, ale chciał jakoś zapanować nad sytuacją. A kiedy dotarło do niego, że to nic nie daje, zamachnął się i zdzielił ją w twarz.
Zrozumiała przesłanie i przypomniała sobie to, czego uczono dziewczęta w szkole. Największą głupotę jaką według niej można wpajać młodym kobietom. Jeżeli kiedyś ktoś zechce was zgwałcić i nie będzie już szansy na ucieczkę, nie róbcie nic. Czerpcie przyjemność z seksu, mimo że wymuszonego. Pomyślcie, że człowiek, który wam to robi jest przystojny, a wy oddajecie mu się z przyjemnością. Dzięki temu szok będzie mniejszy, a wy będziecie mogły dalej normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
Nie wiedziała, jak się zachować. Do tej pory jej życie usłane było różami, postanowiła posłuchać rady nauczycielki. Kobiety starszej i bardziej doświadczonej. Pewnie miała rację. Muszę spróbować, nie mam innego wyjścia.
Wtedy spodenki wraz z majtkami zostały z niej zerwane.
Pierwszy raz obcy mężczyzna widział ją nago.
Kiedy on brał to, czego chciał, ona patrzyła w sufit nad sobą i wyobrażała sobie, że w końcu się zdecydowała i wybrała jednego z wielu chłopców i jest z nim właśnie teraz na łące pełnej kwiatów, a on delikatnie dotyka ją po brzuchu… później coraz niżej…
Jej zalane łzami oczy stawały się coraz bardziej puste. Była gdzie indziej. W innym, lepszym świecie.
Zacisnęła mocniej dłoń, w której cały czas trzymała list od tajemniczego wielbiciela.

Od tamtej pory Irys wiedziała, że kiedyś przyjdzie dzień zemsty. Pragnęła tego całą sobą… z każdym dniem coraz bardziej.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz