Rozdział 21


Poprzedni rozdział


Gdzieś w Polsce, 30 października 2013r.
godz. 17.20


Nie wiedział jak zabrać się do nowego zadania. Znów mu się nie udało. Po raz wtóry źle dobrał metodę. Gdyby nie Anna już dawno straciłby wiarę w swoje możliwości.
K siedział w niewielkim pomieszczeniu. Na biurku przed nim stały trzy komputery. Używał tego miejsca w wielu celach. Przede wszystkim szukał w sieci informacji o swoich potencjalnych obiektach, dziś jednak znalazł się tutaj z zupełnie innej przyczyny.
Wysunął szufladę, w której znajdowały się dwie białe, wykonane z porcelany maski. Jedna z nich przedstawiała smutny, druga wesoły wyraz twarzy. Wybrał tę smutną i założył.
Usadowił się wygodniej i włączył jeden z komputerów, a następnie przycisnął klawisz ON na małym czarnym urządzeniu, znajdującym się zaraz obok monitora.
Przysunął w swoją stronę mikrofon przymocowany do urządzenia. Modulator głosu był gotowy do spełnienia swojej funkcji.
Przesunął myszką i wybrał program do internetowej komunikacji.
Na liście znajdował się tylko jeden zapisany kontakt.
Kliknął i czekał kilka sekund zanim po drugiej stronie ktoś odbierze połączenie.
- Witam cię drogi Xavierze. Dawno nie rozmawialiśmy – K uśmiechnął się, ale jego rozmówca nie dostrzegł tego. Spod teatralnej maski wyłaniały się tylko czarne, błyszczące oczy.

W apartamencie jeszcze niedawno było tłoczno, teraz Xavier został sam. Wziął prysznic i gdy wracał z łazienki jego ultrabook informował go o nadchodzącym video połączeniu.
Wiedział, kto próbuje się z nim skontaktować. To nie był pierwszy raz. Porozumiewali się w ten sposób od dawna.
W granatowym, hotelowym szlafroku podbiegł i wybrał opcję Odbierz połączenie przychodzące. Na monitorze ukazała się biała twarz, którą otaczał półmrok. Usta maski wykrzywione były w stronę, której zawsze się obawiał. Zdążył się już zorientować, że kiedy tamten zakłada tę konkretną maskę, coś jest nie tak. Zaraz dowie się czegoś złego. Miał złe przeczucia.
K przywitał go niskim, nienaturalnym głosem.
Nie odwzajemnił pozdrowienia tylko zaraz przeszedł do tematu, który interesował go najbardziej.
- Co z nią? – zadając to pytanie Xavier poczuł, jak całe jego ciało zaczyna drżeć.
- Mam nadzieję, że wszystko dobrze. Nie widziałem jej od kilku dni. Jednak ostatnim razem zastosowałem nową metodę. Miałem nadzieję, że okaże się rewolucyjna, jest jednak nieco inaczej.
- Co jej zrobiłeś? – chciał wykrzyczeć co myśli o K, ale wiedział, że musi powstrzymać się od okazywania emocji dla jej dobra.
- Jak już powiedziałem, użyłem nowej metody. Więcej szczegółów nie mogę zdradzić. Dodam tylko, że mimo iż zawsze zapewniałem cię o tym, że nic jej nie grozi, teraz zaczynam w to wątpić – K sam do końca nie wiedział dlaczego o tym mówi, chciał jednak być szczery z człowiekiem, którego szanował i który był dla niego wzorem.
- Zaczynasz wątpić? Co jej zrobiłeś do cholery? – Xavier z trudem powstrzymywał się od płaczu. Walczył z bezradnością. Najgorszym co mogło mu się przytrafić. Całkowitą bezradnością.
- Drogi Xavierze, wiesz doskonale, że nie możesz nic zrobić. Pojmij wreszcie, że staram się dokonać tego, na co ty się nie odważyłeś. Boli mnie fakt, że mi nie kibicujesz.
- Odebrałeś mi to, co najcenniejsze, a ja mam się z tego cieszyć? – starał się za wszelką cenę zapanować nad sobą.
- Kiedyś wszystko pojmiesz, a wtedy docenisz moją pracę. Póki co jednak, przejdźmy do tego w jakim celu się z tobą skontaktowałem. Chciałbym przeprowadzić kolejną dyskusję.
Xavier wiedział, że nie ma wyjścia, musi zrobić to, czego tamten żąda. Musi być posłuszny, bo w przeciwnym wypadku sprawy mogą potoczyć się bardzo źle.
- O czym tym razem chcesz rozmawiać?
- Cieszę się, że znajdujesz dla mnie czas. Wiem, że robisz to dla niej, ale i tak dziękuję. Dziś chciałbym omówić kwestię homoseksualizmu, którą poruszyłeś w piątym rozdziale swojej książki. Napisałeś tam, że jest to, cytuję: …nienaturalne zachowanie człowieka, społeczna dewiacja, choroba psychiczna, której nie należy leczyć. Czy nie wydaje ci się drogi Xavierze, że każdą chorobę psychiczną należy leczyć? Czy nie uważasz, że jeżeli pozwolimy chorobie się rozprzestrzenić, to prędzej czy później wszyscy będziemy zarażeni?
- Obawiasz się, że pociągają cię mężczyźni? – Xavier pozwolił sobie na małą złośliwość. Od razu poczuł się nieco lepiej.
- Nie w tym rzecz. Może źle to ująłem. Chodziło mi o to, że świat narażony jest na wiele różnych psychicznych odstępstw, które w naszych oczach są nieprawidłowym ukształtowaniem osobowości. Mamy na przykład: schizofrenię, homoseksualizm, różnego rodzaju fobie… I jeżeli potraktujemy to jako całość, wtedy możemy uznać, że większość ludzi na coś cierpi. Czy nie powinniśmy leczyć wszystkich, a nie tylko niektórych? Dlaczego mamy wybierać schizofreników, a pozostawiać samym sobie gejów i lesbijki? – w pytaniach tych, mimo zmienionego głosu rozmówcy, można było usłyszeć prawdziwe zaciekawienie tematem.
- Według mnie nie powinniśmy zmuszać do leczenia żadnej z tych grup – skazany na rozmowę Xavier zaczął swój wywód. - Rzeczywistość w jakiej żyjemy jest kreowana przez nas samych. To my decydujemy o tym, co słuszne a co nie. Nie możemy więc być pewni, że schizofrenia to choroba. Może schizofrenicy są zdrowi, a nasze umysły zostały zatrute. Opieramy się na osądach większości. Jeżeli większość z nas zachowuje się w pewien określony sposób, uznajemy to za normę… za prawidłowe zachowanie. To jednak może być mylne.
- Tak, jednak nie wydaje mi się, abyśmy się mylili co do homoseksualistów. Ewolucja stworzyła nas takimi a nie innymi. Mamy zaprogramowane łączenie się w pary w celu rozmnażania się. A żeby tego dokonać, musimy znaleźć osobnika płci przeciwnej – każde wypowiadane przez K słowo, wprawiało białą maskę na jego twarzy w mikro ruch, który dodawał mu komizmu. Jednak jego rozmówcy nie było do śmiechu.
- Podałem tylko przykład. Może o słuszności homoseksualizmu decydują inne czynniki. Takie, których jeszcze nie pojmujemy – Xavier starał się, aby jego głos nie zdradzał zdenerwowania jakie w nim narastało.
- Ciekawe spostrzeżenie. Jednak czy homoseksualiści powinni być równoprawnymi obywatelami? – maska znów drgała.
- Każdy człowiek ma prawo żyć, także i oni. Nie wolno nam ich szykanować. Powinniśmy powalczyć o uświadomienie społeczeństwa, które z racji strachu przed innością stara się ją  zwalczać. Nie możemy traktować homoseksualistów jak gorszy gatunek. Powinniśmy okazywać im szacunek, który należy się każdemu. Powinniśmy pozwolić im żyć według własnych przekonań. Jednak uważam, że dopuszczenie ich do steru władzy… wpuszczenie ich do parlamentu czy innych rad nie jest konieczne, a wręcz powinno być zakazane. Przynajmniej do czasu, gdy odnajdziemy argumenty przemawiające za tym, iż homoseksualizm to nie choroba psychiczna. Według mnie póki co, takich nie mamy. Dlatego tak jak nie chcielibyśmy w sejmie schizofrenika, który nie byłby w stanie rozsądnie osądzać, tak możemy nie chcieć homoseksualisty, który prawdopodobnie także tego nie potrafi. Również nie powinniśmy z tych samych pobudek pozwolić na adopcję przez pary osób tej samej płci. Znowu jednak jeżeli takie pary będą szczęśliwe zawierając pełnoprawny związek małżeński, dlaczego mamy mieć coś przeciwko. To byłoby już okrucieństwem – miał nadzieję, że wyjaśnił już wszystko co frapowało K. Chciał wrócić do rozmowy o tym, co w tej chwili było dla niego sprawą najwyższej wagi… sprawą priorytetową… chciał porozmawiać o niej.
- Zajmuję się aktualnie lesbijką i to co powiedziałeś da mi wiele do myślenia, jednak mimo wszystko postaram się zmienić w niej również i to.
- Skoro masz kogoś innego, to błagam cię oddaj mi moją… - biała maska zniknęła. K zakończył rozmowę, jak zwykle bez pożegnania.
Xavier siedział jeszcze długo wpatrując się w monitor komputera, później wstał od biurka i udał się do szafy w której trzymał swoje garnitury.
Przebrał się i miał odejść, ale coś go zatrzymało. W stylizowanej na starą szafie, znajdował się mały sejf. W jego klawiaturę wpisał czterocyfrowy kod.
W środku znajdował się mały pistolet i dwie pięknie rzeźbione szkatułki. Wyciągnął jedną z nich i przeszedł do salonu.
Usadowił się na fotelu i przez kilka minut wpatrywał się w trzymane w ręku drewniane pudełeczko.
Otworzył je.
W środku było kilka kartek papieru. Listy od K, które kilka dni temu pokazał Alexowi, gdy ten odwiedził go we Francji.
Przypomniał sobie tę chwilę i to, że ukrył przed sierżantem jeden z nich.
Teraz wyjął właśnie ten… ten, który przeczytał tylko on i nikt inny nie miał o nim pojęcia. List, z treścią którego zapoznał się już wiele razy i prawie znał go na pamięć. List, który dotyczył go bardziej niż inne. List, po przeczytaniu którego cały jego świat legł w gruzach, a on zmuszony został do podjęcia działań. Działań mających na celu przywrócenie ładu w jego życiu.
Postanowił przeczytać go ponownie.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz