Rozdział 22


Poprzedni rozdział


Warszawa, 1 listopada 2013r.
godz. 10.11


Pierwszy dzień jedenastego miesiąca był wyjątkowo słoneczny i wietrzny, jak na tę porę roku. Bezchmurne niebo prowokowało do wyjścia na zewnątrz, wiatr wręcz przeciwnie.

Pierwszego dnia listopada, w kraju zawładniętym przez katolików, hucznie obchodzi się święto zmarłych. Mimo iż dla rozkładających się ciał nie ma to najmniejszego znaczenia, ludzie już tydzień wcześniej wybierają się na rodzinną wycieczkę, na której dopieszczają płyty nagrobne, sadzą kwiaty i spotykają się ze znajomymi.
Gdy nadchodzi ten wyjątkowy dla nich dzień, przywdziewają zakupione specjalnie na tę okazję stroje i pędzą swoimi wypucowanymi samochodami, aby zapalić znicz. Właściwie niejeden znicz. Nie wystarcza im jedna świeczka ku pamięci bliskiej im osoby zmarłej. Potrzebują do tego celu wielu ogromnych, kolorowych, dziwacznych, plastikowych ozdób. Im bardziej kiczowatych tym lepiej.
Jeżeli znajdzie się osobnik mniej zamożny niż inni i nie może pozwolić sobie na drogie odzienie, aby się nie ośmieszać, postanawia odwiedzić miejsce z tysiącami krzyży pod osnową nocy.

Tatiana wszystkich krewnych pochowała na Ukrainie, mimo to postanowiła pójść na cmentarz i zapalić jedną świeczkę, która upamiętni wszystkich tam zebranych.
Od dwóch dni ślęczała z Alexem nad skoroszytami, które przekazała im panna Irys oraz wspólnie z nim odwiedzała rodziny kobiet, których dotyczyły akta. Zaprzyjaźnili się w tym czasie, więc postanowiła świętować wraz z nim.
Brama była wielka i mosiężna. Wstąpili do świata skomercjalizowanych, religijnych obrządków.
On, ubrany w schludny mundur, ona zwyczajnie w jeansy i znoszoną, przylegającą do ciała kurteczkę. Gałki oczne trupów, tych które jeszcze je miały, nie drgnęły, jednak oczy żywych z pogardą wpatrywały się w nią. Nie pasowała do ich wizji. Powinna była ubrać się elegancko jak na pokaz mody, a jeśli nie chciała, to zawsze mogła przecież pojawić się tutaj po zmroku.
Alex nie zwracał uwagi na widowisko. W jego głowie była tylko jedna myśl. Matka.

Stali przy pomniku zadumani.
Wspomnienie tamtej tragedii powróciło. Alex znów widział to, co widzi co roku w tym miejscu. Zhańbione, martwe ciało matki. Blizna na jego twarzy dała o sobie znać. Poczuł ją bardzo wyraźnie.
Po krótkiej chwili przeznaczonej na wspomnienia Alex przerwał ciszę, która dla Tatiany stawała się niezręczna.
- Gdzie chciałabyś zapalić swój znicz? – cały dzisiejszy dzień towarzyszył mu smutek, który teraz wydawał się przybierać na sile.
- Myślę, że przy bramie, przez którą weszliśmy będzie w porządku.
Gdy wychodzili, ona zatrzymała się i zapaliła małą lampkę a następnie ustawiła ją na niskim murku ogradzającym cmentarz. Cofnęła się o krok i nieznacznie uśmiechnęła sama do siebie. Była zadowolona z tego uczynku.
- Teraz możemy już iść – zwróciła się do czekającego na nią o kilka kroków dalej Alexa.
Cmentarz opuściły dwie pochmurne, zamyślone i spokojnie poruszające się postaci.
Ona zrobiła coś, czego nie miała w zwyczaju robić, coś co sprawiło, że poczuła się jakby robiła coś wielkiego.
On rozpalił płomień, jak każdego roku. Płomień symbolizujący pamięć o zmarłej matce. Jak co roku jednak, nie odwiedził drugiej ważnej dla niego mogiły, tej ze szczątkami jego ojca.

Zmierzali w stronę domu należącego do rodziny Amelii, dziewczyny, która postanowiła zakończyć swój żywot w Pałacu.
Od samego początku tej sprawy, Alex próbował skontaktować się z nimi bez efektu. Dziś usłyszał jakiś zapłakany głos, należący do osoby, która podniosła słuchawkę. Głos był kobiecy. To była matka Amelii. Umówili się z nią na dwunastą.

Kobieta była w rozsypce. Wypłakane oczy, niezmieniane ubrania, potargane włosy. Ze zrezygnowaniem w głosie zaprosiła ich do środka.
- Rozmawiałam już z policją, co… co… co jeszcze mam wam powiedzieć? – była na skraju załamania psychicznego.
- Przepraszam, że nachodzimy, ale pojawiły się pewne nowe…
- Co nowe? – przerwała mu. – Moja córka odebrała sobie życie. Nie mogło pojawić się nic nowego. Proszę, dajcie mi święty spokój i pozwólcie ją opłakiwać.
- Przypuszczamy, że pani córka została nakłoniona do podjęcia…
- Nakłoniona? O czym pan mówi? To jakaś głupota.
- Proszę mnie posłuchać – Alex przybrał najspokojniejszy ton głosu jaki potrafił. – Prowadzę nieoficjalne śledztwo w sprawie mężczyzny, który porywa kobiety i… jakby to  ująć…
- Robi im pranie mózgu – Tatiana dokończyła za niego. Wiedziała, że nie ma sensu owijać w bawełnę, ta kobieta zasługiwała na prawdę.
- Przypuszczamy, że po tym, jak ujęła to moja koleżanka… praniu mózgu, pani córka nie potrafiła dalej żyć.
- To co mówicie, jest po prostu niedorzeczne. Proszę wyjść! – kobieta nie wierzyła własnym uszom. – Jak śmiecie opowiadać mi takie bzdury. Nie macie litości? Wynoście się!
- Proszę się uspokoić – Alex nie dawał za wygraną. – Czy nie było tak, że przed tym jak pani córka odebrała sobie życie, zniknęła na jakiś czas?
- Proszę wyjść! – kobieta nie miała ochoty wysłuchiwać wariatów.
- Ale… - Alex ledwie zaczął, a starsza, zaniedbana pani stała już obok niego i ciągnęła go za rękę w stronę wyjścia.
- Amelia była dobrą dziewczyną – musiała bronić zmarłej córki. Uważała, że oni zagrażają jej dobremu imieniu. – Miała wielu przyjaciół. Dobrze się uczyła. Była wspaniałym dzieckiem. Zawsze pomocna. – Wypchnęła Alexa za drzwi. I odwróciła się w stronę Tatiany – ty też! Wynoś się z mojego domu! Już!
- Już mnie nie ma – podjęła Tatiana. – Wiem, że pragnie pani spokoju, ale gdybym była na pani miejscu, chciałabym poznać prawdę. To jest numer tego policjanta – wskazała na Alexa i podała kobiecie jego wizytówkę, którą zabrała mu dzień wcześniej, gdy on tego nie widział. Kobieta odebrała od niej mały kartonik i zatrzasnęła bez słowa drzwi.
- Jesteś bardziej opanowana niż ja – Alex zwrócił się do Tatiany, gdy ruszyli w stronę samochodu. – Może to ty powinnaś zostać policjantem, a nie ja.
- A ty dziwką? Może… - nie chciała być niemiła. Odzywki tego typu były w jej ustach czymś zupełnie normalnym. Stworzyła sobie zbroję, w której ukrywała się przed światem. Ta właśnie zbroja często przemawiała za nią.

Gdy dzień wcześniej odwiedzili rodziny dwóch pozostałych ofiar również nie było łatwo i Tatiana również zostawiła namiary na Alexa. Teraz stanęli w miejscu. Nie wiedzieli co robić dalej. Jedyne co im pozostało w tej chwili, to czekać na telefon od panny Irys.
- To co policjancie? Koniec na dziś? Odwieziesz mnie do domu? – Tatiana nie miała planów na dzisiejszy dzień, ale nie widziała sensu w zajmowaniu cennego czasu Alexa.
- Tak sobie pomyślałem… - Alex wydawał się być zakłopotany. Nigdy nie potrafił porozumiewać się z kobietami, tym bardziej tak pięknymi kobietami… a już na pewno z tak pięknymi prostytutkami. – Dzisiaj… No oczywiście, jeżeli nie masz żadnych planów… dzisiaj… w tym… w… - zbierał się w sobie.
- Jeżeli chcesz mnie gdzieś zaprosić, to oczywiście się zgadzam – Tatiana uśmiechnęła się szeroko.
- W kinie… w kinie grają dziś taki… taki film… - był coraz bardziej zawstydzony swoimi nieudolnymi wypowiedziami.
- Policjancie – Tatiana spojrzała mu prosto w oczy. – Ja już się zgodziłam.
- Rzeczywiście. Ale nie wiesz jaki film…
- To nieistotne. Bardzo cię polubiłam, a ostatnio mieliśmy męczący okres, dlatego chętnie wybiorę się z tobą na cokolwiek i gdziekolwiek – Tatiana, mimo iż na zewnątrz pewna siebie i odważna, w środku była kruchą, delikatną istotą. Odkąd pamiętała nie otworzyła się przed żadnym mężczyzną, a on był kimś przed kim mogłaby to zrobić. Był pierwszym, który zapraszał ją do kina. Nie chciał zapłacić jej za seks. On chciał obejrzeć z nią film. To było coś nowego. Nowe doświadczenie. Bardzo miłe doświadczenie. Czuła się cudownie. Pierwszy raz od bardzo dawna.

Siedzieli w ostatnim rzędzie. Mimo iż film miał prosty przekaz i nie był w najmniejszym stopniu wymagający dla widza, żadne z nich nie miało pojęcia, co autor miał na myśli.
Tylko usiedli, a Tatiana bez ceregieli oparła pachnącą różami głowę na jego ramieniu.
Nie sprzeciwiał się. Odebrał to jako sympatyczny gest. Coś go do niej ciągnęło i coś odpychało. Była piękna, inteligentna i miała poczucie humoru, które mu odpowiadało, ale była… dziwką.
Czuł, że się w niej zakochuje, a z drugiej strony myślał tylko o mężczyznach, którzy posiedli ją wcześniej… robiła to za pieniądze z tak wieloma… ale tak bardzo ją lubił. Wystarczyło te kilka dni…

Gdy ukazał im się napis: THE END, powoli podnieśli się z foteli i przeciągnęli, aby rozprostować kończyny.
Kiedy wychodzili z budynku, drogę zaszła im staruszka, która widząc jak się zbliżają, odłożyła na bok bułkę, którą łapczywie jadła. Za nią na ziemi rozłożony był niewielki koc, a na nim bukieciki kwiatów.
- Kwiaty dla pięknej pani… - staruszka zaczęła walkę o klienta. Wiedziała, że od nich zależy życie jej i jej rodziny. – Kwiaty takie piękne… w domu postawić i zaraz przyjemniej… dusza się raduje, kiedy patrzymy na kwiaty… - delikatnie gładziła bukiet, który schwyciła w rękę.
- Proszę jeden – Alex nawet gdyby był tutaj sam, kupiłby od niej kilka róż. Widział w życiu wielu żebraków… wielu oszustów, którzy klęczą z trzymanymi w ręku kartkami, głoszącymi: Mam pięć córek i trzech synów. Wszystkie są kalekami. Potrzebuję na leki. Uratuj im życie. Bóg zapłać. Nigdy nie dzielił się pieniędzmi z takimi ludźmi. Staruszka przed nim była inna. Mimo, że w brudnej kamizelce, jak tamci… ona miała godność. Uczciwie zarabiała na życie. Widział w jej oczach dobro, smutek i zmęczenie. Musiała mieć ciężkie życie. Kupiłby od niej kwiaty nawet, gdyby nie miał ich komu wręczyć… ale miał.
- Proszę bardzo – uśmiechnęła się staruszka. – Piętnaście złotych.
Alex wyciągnął banknot dwudziestozłotowy i wręczył go kobiecie.
- Już wydaję – szybkim ruchem sięgnęła do woreczka, w którym trzymała drobne. Chciała być uczciwa.
- Dziękuję. Nie trzeba…
Staruszka zrozumiała, że nie musi szukać reszty. Wiedziała, że każda złotówka to jeden posiłek. Posiłek, o który walczyła stojąc na mrozie. A on dał jej pięć posiłków za nic. To się jej nie zdarzało. Zazwyczaj, gdy proponowała kwiaty, ludzie nie odzywali się tylko udawali, że jej nie widzą. Była dla nich jak powietrze. Czuła ogromną wdzięczność do mężczyzny, który kupił od niej bukiet i nie chciał reszty. Dla niego to nie było wiele, lecz dla niej znaczyło bardzo dużo.
Alex nie czekał na podziękowania. Chciał być miły dla staruszki, a poza tym miał komu wręczyć kwiaty. Zaczęli się oddalać.
- Proszę podciąć końcówki, wtedy postoją dłużej – staruszka chciała mu się odwdzięczyć. Okazał jej serce. Nie miała wiele, dała mu więc dobrą radę. Na jej twarzy wykwitł uśmiech, który uwydatnił zmarszczki.
Alex wręczył Tatianie kwiaty, a ona ucałowała go w policzek.
Nie dosyć, że zaprosił mnie do kina, to jeszcze kupił mi kwiaty. Nigdy nie dostawałam kwiatów. Alex zaskakiwał ją pozytywnie od samego początku. Teraz czuła się kobietą. Nie zwykłą kurwą, jak sama o sobie mówiła, a pełnowartościową kobietą. Nieznane wcześniej, miłe uczucie nie trwało długo. Szybko przypomniała sobie, że te piękne chwile niebawem się skończą, a ona wróci do swojej pracy. Nie może zakochać się w tym mężczyźnie, bo będzie cierpiała. Musi pracować, a on nie zechce być z dziwką.
Musi zachować dystans.
Czy jednak nie jest już za późno? Uczucie atakuje, zanim jesteśmy tego świadomi. Może już nią zawładnęło.
Alex nie wiedział, co się dzieje. Nie miał pojęcia dlaczego kobieta, która wydawała się być szczęśliwa spędzając z nim ostatnie godziny, nagle wybuchła głośnym krzykiem. Krzykiem, który dotarł do uszu wielu przechodniów, którzy ich mijali. Spojrzał z wielkim zdziwieniem na kobietę, która niosła mały bukiecik.
Za głosem podążyły też ciekawskie spojrzenia innych.
Wszyscy patrzyli na Tatianę, która właśnie, ile sił w płucach, wykrzyczała:
- JESTEM ZWYKŁĄ KURWĄ!!!





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz