Rozdział 23


Poprzedni rozdział


W przestworzach, 1 listopada 2013r.
godz. 13.12


Prywatny odrzutowiec zbliżał się do lotniska we Francji.
Na pokładzie znajdował się mężczyzna, który spoglądając przez okno na oddaloną od niego ziemię, jednym haustem opróżnił szklaneczkę osiemnastoletniej Single Malt.
- Życzy pan sobie więcej, panie Lorrain? – urodziwa stewardessa trzymając w ręku otwartą butelkę szkockiej whisky szeroko się do niego uśmiechnęła.
- Tak, proszę – powiedział, jednak jego wzrok nie oderwał się od szyby.
Dziewczyna wykonała zadanie i odeszła. Wiedział, że starała się o jego względy. Miała idealną sylwetkę i interesujące rysy twarzy, ale on pozostawał wobec niej niewzruszony. Jego uczucia skierowane były w stronę tylko jednej kobiety i nie potrzebował odskoczni.

Kiedy samolot wylądował Xavier udał się prosto do swojego Rolls-Royce’a i ruszył w stronę winnicy.
Przywitał go naprawdę stary lokaj, a on jakby nie zwracając na niego uwagi udał się wprost do pokoju, który od kilku miesięcy stał zamknięty na klucz. Pokoju, do którego w tym czasie nikt nie miał prawa wejść. Pokoju należącego do niej.
Było tu przytulnie a zarazem przestronnie. Na ścianach jej zdjęcia, kiedy stoi w objęciach Xaviera. Mahoniowe biurko i wygodne skórzane fotele współgrały z uginającymi się pod ciężarem książek półkami.
Nie wchodził tu od momentu gdy zniknęła, bał się emocji, które mógłby odczuwać. Spędzała tutaj wiele czasu studiując książki, które jego nie interesowały. Nadal można było wyczuć w powietrzu jej cudowny zapach.
Usiadł wygodnie na jednym z foteli i rozejrzał się wokół. Przywołał wspomnienie ostatniego dnia, kiedy ją widział. Była tutaj i podziwiała przez okno widok. Krzaczki winorośli uspokajały ją. Gdy wszedł cichaczem, ona go nie zauważyła. Przeciągnęła się, stojąc do niego tyłem. Dzięki tej chwili uświadomił sobie po raz kolejny, że podjął słuszny wybór. Wiedział, że kobieta, którą wybrał jest stworzona dla niego. Jego światopogląd nie był taki jak jej, ale nie martwił się tym. Uważał to za duży plus. Dzięki temu mieli o czym rozmawiać. Mogli spierać się w różnych kwestiach. Cieszyło go to i jak mniemał dla niej również było budujące. Tworzyli związek, w którym każde z nich mogło korzystać z nie jednego, a dwóch umysłów. Jeden wypełniał się innymi zagadnieniami niż drugi. Oboje odnosili korzyści. Dzięki temu ich uczucie było coraz silniejsze.
Gdy widział ją ostatni raz, powiedział tylko, że wyjeżdża i wróci na kolację. Ona podeszła do niego i ucałowała go w czoło, uśmiechnęła się i szepnęła, żeby na siebie uważał. Nie wiedziała, że tamtego dnia ostrożność będzie potrzebna jej a nie jemu.
Żałował, że nie powiedział jej wtedy po raz kolejny co do niej czuje.
Gdy wrócił wieczorem, jej już nie było, a naprawdę stary lokaj, leżał przy wejściu ogłuszony. Zajęło mu wiele czasu nim go dobudził, a wtedy dowiedział się tylko, że ktoś dobijał się do drzwi, a kiedy otworzył, otrzymał potężny cios w głowę od jakiejś nieznajomej kobiety i upadł.
Xavier uruchomił swoje rozliczne kontakty, aby ją odnaleźć, ale mimo iż znał wielu wpływowych, utalentowanych ludzi, poszukiwania nie przyniosły spodziewanego efektu. Porywacze zapadli się pod ziemię, nie pozostawiając po sobie śladu.
Kilka dni później przyszedł list od K. Nie zwrócił na to uwagi. W całości zajmowały go poszukiwania. K przysyłał mu już wcześniej kartki, na których skreślone słowa wydawały się być urojeniami chorego człowieka. Traktował nadawcę jak kogoś, kto dużo mówi, nic nie robi. Gdy zobaczył znajomą kopertę, nie przejął się i odłożył ją na bok.
Dopiero gdy załamany wrócił do domu po kolejnym dniu poświęconym na poszukiwanie kobiety jego życia, coś nie dawało mu spokoju. Podświadomość starała się do czegoś go nakłonić. I wtedy otworzył list.
Wszystko stało się jasne, a zarazem upiorne.

  


10 stycznia 2013r.
Xavierze,

Zapewne zapoznanie się z tym listem nie będzie dla Ciebie miłym doświadczeniem. Mam jednak nadzieję, że nie potępisz mnie, a nawet mnie zrozumiesz.
To ja stoję za uprowadzeniem kobiety, którą obdarzyłeś wielkim uczuciem.
Chciałbym Cię zapewnić, że nic jej nie grozi. Będę traktował ją z należytym szacunkiem.
Zrobiłem to, gdyż uznałem za słuszne. Jej pogląd na świat nie jest taki jak nasz. Musi zrozumieć, że żyje w świecie, który sama sobie stworzyła. W świecie, który nie jest prawdziwy. Musi to pojąć dla dobra nas wszystkich.
Gdy odnajdę sposób na odmienienie świata, będę potrzebował Twojej pomocy, aby wprowadzić maszynę w ruch. Nie będzie więc miejsca dla kobiety, która stoi u Twego boku i nie wspiera Cię w tym wiekopomnym dziele, bo jej poglądy są inne. Nie może się tak zdarzyć, dlatego musiałem coś zrobić.
To wyjście z sytuacji było jedynym dobrym rozwiązaniem.
Mam ogromną nadzieję, że człowiek Twego pokroju zrozumie to i będzie cierpliwy.
Gdy zobaczysz ją następnym razem, będzie już inną osobą. Osobą otwartą na świat, nie patrzącą na wszystko przez pryzmat błędnie ukształtowanego umysłu.
Wiem, że rozstanie z nią w takich okolicznościach mogło być dla Ciebie trudne, mam jednak głęboką nadzieję, że będziesz silny.
Podkreślam, zrobiłem to, co było konieczne i nieuniknione.

Twój wielki fan,
K.             

Tak jak wtedy, tak i teraz nie rozumiał. Nie chciał zrozumieć. Dzieło, które stworzył uderzyło w niego samego. Chciał pozostawić ludzkości coś po sobie. Wydał książkę ze swoimi przemyśleniami. Nie mógł wiedzieć, że znajdzie się psychopata, który zacznie wykorzystywać jego luźne spostrzeżenia do swoich przerażających celów. Tak się jednak stało i uważał siebie jako odpowiedzialnego za całe zło, które wypuścił, otwierając naruszaną już wiele razy wcześniej, puszkę Pandory.

Jego węch przywykł do zapachu unoszącego się w pokoju i teraz nie wyczuwał już tak mocno tego, co bardzo chciał czuć.
Podniósł się z fotela i w jej rzeczach odnalazł apaszkę, którą często zakładała. Schwycił ją mocno i docisnął do twarzy. Gdy jego nozdrza wypełnił znajomy zapach, opadł na kolana i wybuchnął, tłumionym przez materiał, przeraźliwym płaczem.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz