Rozdział 25


Poprzedni rozdział


Gdzieś w Polsce, 3 listopada 2013r.
godz. 13.59


Leżała w łóżku.
Od momentu gdy jadł z nimi obiad, K nie pojawił się aż do tej pory. Uznała, że traci czas, niepotrzebnie przebywając w tym dziwnym miejscu.
Przywołała w myślach wspomnienie tamtej nocy. Okaleczona kobieta stała nad nią, a później zaczęła uciekać. Widziała ją tylko ten jeden raz. Nie odwiedziła jej następnego dnia. Nie chciała jej poznać. Obawiała się jej wyglądu. Tego, że nie poradzi sobie z emocjami i zacznie natrętnie się w nią wgapiać. Gdyby stanęły twarzą w twarz, co innego mogłaby zrobić? Odwrócić wzrok? Tamta poczułaby się dotknięta, a gdyby patrzyła na nią, reakcja nie różniła by się od tej w pierwszym przypadku.
Postanowiła więc unikać kobiety. Nie było z tym problemu, bo tamta przesiadywała w swoim pokoju całymi dniami.
Nie dawała jej jednak spokoju myśl, o tym co stało się kobiecie... Jaki straszny wypadek musiała przeżyć, aby jej twarz wyglądała tak przerażająco. Zapytała więc o to Annę. W odpowiedzi usłyszała tylko, żeby się tym nie martwiła, że kobieta przeszła wiele i potrzebuje spokoju, aby wrócić do zdrowia. Kostka nie poczuła się jednak usatysfakcjonowana tą odpowiedzią. Miała złe przeczucia. Gdy wreszcie postanowiła zapytać, co stanie się, gdy kobieta nie zacznie odzywać się w czasie, który dał jej K, Anna przybrała złowrogą postawę. Później opowiedziała jakąś spławiającą bajeczkę o tym, że K okazał serce tamtej, a ona od dawna się do nikogo nie odzywa. K postanowił więc wywrzeć na niej presję. Dał jej ultimatum, aby wreszcie się przełamała i przemówiła. Jeśli jednak tego nie zrobi, będzie musiała opuścić jego dom i radzić sobie na własną rękę, co nie będzie dla niej łatwe, ponieważ wypadek wyrządził jej krzywdę nie tylko fizyczną, ale też wytworzył problemy natury psychicznej.
Kostka nie uwierzyła w to. Teraz była coraz bardziej pewna, że coś tu nie gra. Zaczęła odczuwać lęk przed K i w pewnym stopniu również przed Anną, która starała się coś przed nią ukryć.
Kolejne dni upłynęły jej bez niespodzianek. Czytała, jadła obiady przyrządzone przez Annę i uprawiała z nią seks. Mnóstwo seksu. Czas mijał jej szybko, ale dziś postanowiła, że nie będzie ciągnąć tego dłużej. Jeżeli K nie pojawi się do wieczora, powie Annie, że chce opuścić to miejsce, a jutro z samego rana wyjedzie.
Czytała jeszcze jakiś czas, ale nie mogła skupić się na treści książki. Jej myśli zaprzątał widok kobiety bez nosa. Wiedziała, że zanim odjedzie, musi dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Nie mogła tak tego zostawić. Musiała wiedzieć.
Zapukała w drzwi pokoju, który skrywał ból i cierpienie. Nikt się nie odezwał. Powtórzyła i drzwi nieznacznie się uchyliły. Nie widziała kobiety w środku. W pokoju, do którego nie docierały promienie słońca światło było zgaszone.
- Parlez vous français? – wykrztusiła kobieta z trudem.
Kostka nie mówiła po francusku, ale ten zwrot znała.
- Niestety nie mówię. Jestem z… - chciała dokończyć, ale kobieta jej przerwała.
- To ty. Myślałam, że jesteśmy we Francji – każde wypowiedziane słowo sprawiało jej ból.
- Jesteśmy… – Kostka chciała dostrzec rozmówczynię, lecz jej wysiłki spełzły na niczym.
- Wchodź szybko – kobieta, która jednak przemówiła otworzyła szeroko drzwi i się odsunęła. Gdy weszła do środka, tamta zamknęła je i nic nie mówiąc usiadła na łóżku.
- Dlaczego się do mnie skradałaś? – Kostka przemówiła pierwsza.
- Chciałam się dowiedzieć kim jesteś – przerwał jej głośny, suchy kaszel. - Wcześniej cię nie widziałam.
- Mam na imię Tamara. Można powiedzieć, że jestem przyjaciółką K i Anny.
- Jesteś ich przyjaciółką? – gdyby twarz kobiety była w formie, a w pokoju nie panowałby całkowity mrok, Kostka pewnie ujrzałaby zdziwienie i przerażenie zarazem. W tej jednak sytuacji, kobieta jedynie poderwała się na nogi.
- Znam ich od niedawna – Kostka nie wiedziała dlaczego tamta tak zareagowała. Zrozumiała, że jej obawy nie są nieuzasadnione. Coś było nie tak. Kobieta najwyraźniej obawiała się tych, którzy ją tu sprowadzili. – Czy powiedziałam coś złego?
- Więc jesteś tutaj z własnej woli?
- Tak – Kostka nie rozumiała zdziwienia kobiety.
- Dlaczego? Po co? – ton głosu kobiety zmieniał się na coraz bardziej niepokojący.
- Wydaje mi się, że K to bardzo inteligentny człowiek z wieloma trafnymi spostrzeżeniami. Chciałabym się czegoś od niego nauczyć.
- Sacredieu! Ty chyba oszalałaś! – kobieta cofnęła się jeszcze o krok.
- Czy to znaczy, że ty jesteś tu wbrew sobie? – Kostka zaczynała łączyć fakty.
Kobieta przez chwilę nic nie mówiła. Zastanawiała się jak można być tak głupim i dobrowolnie… Wreszcie się odezwała.
- Ci psychopaci porwali mnie z mojego własnego domu. Mój… - nie wiedziała jak się wyrazić. - Mężczyzna mojego życia… oni poczekali aż go nie będzie i wtedy brutalnie wdarli się do środka. Wydaje mi się, że zamordowali lokaja. Biedny, poczciwy staruszek… - mówiła bardzo szybko i musiała zrobić sobie przerwę. Wróciła do łóżka i usiadła. – K jest chorym człowiekiem, jest mordercą i dręczycielem, a ta jego Anna… ta putain Anna, robi wszystko co on jej każe, nawet jeżeli miałaby kogoś torturować. Oni więżą mnie tutaj od kilku miesięcy. Chcieli zmienić sposób w jaki myślę, a że im się nie udało, postanowili mnie oszpecić – zapaliła światło.
Kostka zobaczyła jej wymolestowaną twarz po raz drugi. Tym razem w pełni świadomie. Zobaczyła głębokie zabliźniające się rany. Duży otwór, który świadczył o brakującym elemencie… o braku nosa. Tym razem nie zarejestrowała braku małżowin usznych. Włosy zakrywały tę część głowy kobiety.
Kostka mimowolnie odwróciła wzrok, a kobieta widząc to znów zgasiła światło.
- Przepraszam, ja…  - nie chciała okazywać wstrętu, jednak tak się stało.
- Nic nie szkodzi, nawet ja sama nie mogę na siebie patrzeć – głos kobiety uświadomił Kostce, że musi odczuwać przerażający smutek… swojego rodzaju ból egzystencjalny.
- Oni ci to zrobili? – Kostka była przerażona. Zaufała mężczyźnie, który okazał się być złem wcielonym. Oddawała się przyjemności z kobietą, która mu w tym pomagała. Tego było za dużo. – Musimy stąd uciec. Powiem K, że rezygnuję, a kiedy mnie odwiezie, wrócę po ciebie z policją.
- Odwiezie? – kobieta wybuchła śmiechem, ból spowodowany ranami na twarzy przeszył całe jej ciało. Znów była poważna. Bez wyrazu.
Teraz Kostka uświadomiła sobie, że to wszystko było kłamstwem. Wydawało jej się, że w każdej chwili może odejść, a było zupełnie inaczej.
- Co oni ze mną zrobią?
- Nie wiem, ale ucz się na moich błędach i udawaj, że zgadzasz się z wszystkim, co do ciebie mówią, inaczej możesz skończyć jak ja. Nie mogą dowiedzieć się, że ze mną rozmawiałaś. Może uda ci się wyjść z tego cało.
- Jak mogłam być tak głupia?
- Nie wiem. Stało się. Staraj się przeżyć.
Kostka postanowiła wrócić do siebie i przemyśleć sytuację w jakiej się znalazła.
- Mam na imię Sophie – powiedziała kobieta na odchodne.
- Nie martw się. Coś wymyślę. Obie wyjdziemy z tego cało – Tamara starała się dać kobiecie nadzieję, której i ona sama potrzebowała.
- Cało to w moim przypadku dosyć niefortunne określenie – Tamara dopiero po chwili zrozumiała o co chodzi kobiecie. Nie odezwała się już i wróciła do siebie.
Maszerowała po swoim pokoju w tę i z powrotem. Nie mogła zebrać myśli. Musiała coś zrobić. Musiała znaleźć wyjście. Musiała ocalić siebie i Sophie.
Nagle do pokoju weszła Anna. Nie pukała. Po  prostu weszła jak do siebie. Na twarzy Kostki pojawił się lęk, zaraz jednak uspokoiła się i zaczęła spektakl. Przedstawienie, które musiała odegrać w trosce o dwa życia… swoje i jej towarzyszki niedoli.
- Masz ochotę? – Anna przyszła tu w jednym tylko celu.
Ostatnim na co Kostka miała ochotę był seks. Jednak nie mogła dać po sobie poznać, że coś się zmieniło. Przytaknęła, a Anna pchnęła ją na łóżko.
Kostka czuła obrzydzenie. Wcześniej Anna ją pociągała, ale teraz, po tym wszystkim czego się dowiedziała, jej stosunek do niej całkowicie się zmienił.
Obrzydliwy seks z obrzydliwą kobietą. Tylko o tym myślała, gdy oddawała swoje ciało Annie.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz