Rozdział 27


Poprzedni rozdział


Poznań, 11 września 2008r.
godz. 3.33


Nawet na chwilę w jego umyśle nie zagościło wspomnienie o bliźniaczych wieżach World Trade Center. Na dzisiejszy dzień przypadała siódma rocznica tej ogromnej tragedii i cały cywilizowany świat wspominał setki ludzi, którzy zginęli z rąk zamachowców oddanych Bogu. W tym dniu serwisy informacyjne bombardowały zdjęciami ukazującymi wyskakujących z bardzo wysoka ludzi, którzy wolą umrzeć na własnych warunkach, niż spłonąć żywcem.
Dimo, Czech z pochodzenia, spał przed włączonym telewizorem. Na stoliku przed nim ustawiona została imponująca kolekcja pustych butelek. Upijał się co wieczór od blisko roku, kiedy to żona zażądała separacji i wyprowadziła się z ich wspólnego mieszkania. Od tamtej pory nie miał z nią żadnego kontaktu. Nie wiedział, co się z nią dzieje, jednak kochał ją nadal. Ich rozstanie spowodowane było przetaczającą się przez ich związek rutyną. Ona chciała od życia czegoś więcej. Zostawiła go, a on nie potrafił sobie z tym poradzić i pił.
Obudził się, gdy niespodziewanie ktoś wyłączył wyświetlany na ekranie film przyrodniczy, przedstawiający kopulacje homo sapiens. Jego nie do końca jeszcze sprawne oczy dostarczyły mu widoku, którego spodziewałby się jako ostatniego. Stała przed nim kobieta, którą znał bardzo dobrze. Pomyślał, że to halucynacja. Nie mogło jej tu być, zniknęła tak dawno…
- Co ty ze sobą zrobiłeś? – spojrzała na kilkutygodniowy zarost, a do jej nozdrzy dotarł smród potu wymieszany z zapachem alkoholu.
- Księżniczko. Ciebie tutaj nie ma – wycedził zdziwiony i uradowany.
- Wróciłam. Jestem teraz inną osobą – kobieta rzeczywiście wydała mu się odmieniona, jednak tłumaczył to sobie upojeniem alkoholowym. – Chodź. Doprowadzimy cię do ładu – kobieta ubrana w chabrowy płaszcz wyciągnęła do niego rękę.

Minęło kilka dni. Dimo na powrót stał się przystojnym, czterdziestoletnim mężczyzną. Przestał spożywać wysokoprocentowe napoje i zaczął doceniać drugą szansę, którą jak twierdził zesłał mu Bóg. Bóg wysłał mu anioła, który o niego zadba, ale on nie pozostanie niewdzięcznikiem jak kiedyś. Będzie starał się o nią każdego dnia.
- Księżniczko, mam coś dla ciebie… - rzucił z progu, wchodząc do domu.
Podbiegła i zobaczyła w jego ręku bukiet różnokolorowych, tulipanów.
- Dziękuję – powiedziała i pocałowała go namiętnie. – Jednak kwiaty nic nie zmienią – Dimo zdziwił się taką reakcją Księżniczki. – Jeżeli będziemy zachowywać się jak wcześniej to kwiaty niewiele pomogą. Znów popadniemy w rutynę i znów będziemy musieli się rozstać. – Dimo coraz bardziej nie wierzył w to, co słyszy. Przecież wróciła do niego. Nadal nie była pewna?

Usiedli przy obiedzie. Księżniczka nuciła coś pod nosem, ale Dimo czuł się zbity z tropu. Chciał wiedzieć, co miała na myśli. Skoro była w skowronkach to pewnie znała sposób na zniwelowanie rutyny, która kiedyś ich zniszczyła. Nie ich. Dla niego nie było to nic złego. Właściwie nawet tego nie odczuwał. To ona. Jego księżniczka musiała czuć się źle będąc z nim.
- Co mam zrobić? – zapytał.
- Nie rozumiem – zatrzymała łyżkę z zupą tuż przed ustami.
- Powiedz mi, co mam zrobić, a ja to zrobię. Nie chcę znów cię stracić.
- A, to – odłożyła łyżkę. – Nie martw się, kiedy mnie nie było wiele się nauczyłam. Nie próżnowałam. Teraz już wiem czego nam potrzeba – księżniczka jednak nie wiedziała, tylko wydawało jej się, że wie. Niebawem miała sobie uświadomić, że to co bierze za pewnik, tak naprawdę jest tylko ucieczką. Jedyną drogą ucieczki jaką widzi.
- Co właściwie robiłaś przez ten rok? – zapytał o to po raz pierwszy. Nie chciał aby poczuła, że ma to dla niego jakieś znaczenie. Przecież najważniejsze było to, że wróciła. Teraz jednak pomyślał, wyniknęło to z rozmowy, więc dlaczego nie zapytać?
- To długa historia. Poznałam bardzo ciekawych ludzi, którzy nauczyli mnie żyć. Dostrzegać to, co ukryte – brzmiało to dla niego dosyć niepokojąco. – Ważne jednak, że odnalazłam sposób na to jak sprawić by nasz związek ułożył się dobrze i był trwały.
- Powiesz co to za sposób? – ciekawość Dimo narastała. Z jednej strony cieszył się ze słów księżniczki, z drugiej obawiał tego, co teraz może usłyszeć.
- To bardzo proste – trzydziestopięcioletnia kobieta zanuciła jakąś nieznaną mu melodię i kontynuowała. – Będziemy swingować.
- Co będziemy robić? – nie miał pojęcia co znaczy to określenie.
- Swingowanie oznacza wymianę partnerów. Będziemy uprawiać seks z innymi.

Gdy zapadła noc i ona położyła się do łóżka, on prawie do rana surfował w Internecie. Przeglądał wiele stron. Zaczął od for dyskusyjnych, na których wszyscy wypowiadali się o tej, nowej dla niego rozrywce w samych superlatywach, a skończył na stronach pornograficznych. Swingowanie? Po co ta dziwna nazwa? Mruknął do siebie pod nosem. Przecież można powiedzieć po prostu – orgia.
Dała mu kilka dni na oswojenie się z tą myślą.
Owszem, często wyobrażał sobie jak posuwa jakąś nieznajomą kobietę. To było przyjemne. Jednak teraz jakiś obcy facet miałby robić to samo z jego żoną. Nie podobało mu się to. Nie chciał tego. Nie chciał oddawać swojej kobiety innemu. Przecież ślubowali sobie, że tylko oni…
- Nie zgadzam się – wybuchnął.
- Tu nie ma nic do zgadzania. Musimy to robić, inaczej nie mam zamiaru inwestować w ten związek – powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Nie miał wyboru. Zgodził się. Nie chciał stracić jej na kolejny rok.

Swingers Club był eleganckim lokalem z kilkoma sypialniami na górze. Główna sala wyposażona została w duży bar, miejsca siedzące i rury, na których co odważniejsze kobiety mogły pokazać na co je stać.
Byli jednymi z pierwszych gości. Zamówili po drinku i usiedli na niewygodnej kanapie. Każdy upity łyk to jedna para lub jedna osoba wypełniająca pomieszczenie. Dimo nie spodziewał się, że kiedy opróżni trzecią szklaneczkę, sala prawie się zapełni. Pojawiały się tutaj pary w różnym wieku, jeśli natomiast chodzi o singli… wiek mężczyzn także był zróżnicowany, jednak samotnych młodych kobiet prawie nie było.
Siedzieli bez słowa. Nie wiedzieli jak się do tego zabrać. Żadne z nich nigdy wcześniej nie było w podobnym miejscu.
- Witam. Czy możemy się dosiąść? – zagadnął dojrzały mężczyzna, a stojąca obok niego kobieta z ogromną nadwagą, spojrzała jakby patrzyła na swój następny posiłek.
Księżniczka już miała się zgodzić. Dla niej było obojętne z kim to zrobią, ważne aby to się stało. Dimo zareagował w ostatniej chwili i grzecznie przeprosił twierdząc, że na kogoś czekają.
Para nieznajomych wybełkotała coś i odeszła. Całe zajście dostrzegła jednak kobieta siedząca ze swoim kompanem przy barze. Szepnęła mu coś do ucha i teraz oni zmierzali w stronę Dimo i Księżniczki.
- Może na nas czekacie? – piękna i tym razem nie zapuszczona kobieta wyczekiwała odpowiedzi.
Dimo spojrzał na Księżniczkę. Zrozumiała go bez słów i zadowolona powiedziała:
- Wydaje mi się, że na was.
Usiedli obok nich. Rozmawiali. Okazało się, że mają wiele wspólnych tematów. Nikt się do nikogo nachalnie nie dobierał.
Czas mijał.
Nagle ich uwagę przykuła otyła kobieta, którą mieli wątpliwą przyjemność poznać. Teraz była całkiem naga i kręciła się nieudolnie na rurze. Jej facet stał obok i klaskał. Podeszło do nich dwóch mężczyzn. Przywitali się z mężczyzną i zaczęli robić swoje. Jeden posuwał ją od tyłu, drugi cieszył się, gdy wsuwała jego kutasa prosto do szeroko otwartych ust.
To był impuls, którego brakowało tu wcześniej. Teraz wszyscy zaczęli się obejmować, całować, powoli ściągać z siebie ubrania. Najwidoczniej sypialnie na górze przeznaczone były do… spania.
Gdy powrócił wzrokiem do Księżniczki, ona zajęta była już czymś innym. Patrzyła głęboko w oczy mężczyźnie obok i dłonią masowała jego…
Poczuł straszną złość. W tym momencie nienawidził jej całym sobą. Jak ona mogła. Czy on jej nie wystarczał? Był tak kiepski w łóżku, że chciała zrobić to z kimś innym? Jednak był tu. Przyszedł z nią świadomy tego, co się wydarzy. Nie mógł się teraz wycofać. A może mógł?
Poczuł na karku pocałunek. To żona mężczyzny, który za chwilę miał posiąść Księżniczkę starała się zwrócić na siebie jego uwagę. Wypił kolejną szklankę alkoholu i zaczął realizować swoje marzenia o nieznajomej. Różniło się to od tego, co było tylko w jego głowie. Myślał, że to będzie dla niego coś nowego… nieopisana przyjemność. Było inaczej.
Gdy żona tamtego pokazała opaleniznę na całym swoim ciele i on również czuł się niczym nieograniczany, usiadła na nim okrakiem i ręką nakierowała jego członek. Był w niej, ale myślał tylko o Księżniczce.
Kobieta poruszała się coraz szybciej, a on zamiast rozkoszować się tą chwilą patrzył tylko na swoją żonę, która daje rozkosz innemu. Zamknął oczy, ale widział tylko jak tamten ściąga majteczki z wyjątkowo jędrnych pośladków Księżniczki.
Nie zmienił pozycji. Chciał wszystko dobrze widzieć. I tak było. Widział jak jego żona rozkłada nogi, a tamten na przemian wchodzi w nią i liże, wchodzi i liże. Bawił się jej biustem. Ona ssała jego palec wskazujący. Gdy oboje skończyli mężczyzna wziął ją za rękę i odeszli kawałek dalej. Z kimś rozmawiali, a Dimo siedział nieruchomo w paraliżującej przyjemności bez przyjemności.
Wszyscy dookoła uprawiali dziki seks.
Teraz było już tylko gorzej. Często oglądał filmy porno, jednak po tym, co teraz zobaczył miał nigdy więcej tego nie zrobić.
Księżniczka oddawała się kolejnemu. Później jeszcze innemu, a na koniec kobiecie.
Tego było dla niego za dużo. Brutalnie odepchnął kobietę, która spazmatycznie po nim skakała, szybko się ubrał i wybiegł.

Księżniczka, gdy to ujrzała, ruszyła za nim. Była całkiem naga gdy dogoniła go na ulicy.
- To był zły pomysł! – wykrzyczała. – Nie powinniśmy byli tu przychodzić.
- Ubierz się. Ktoś cię zob… - zrozumiał, że to bez różnicy. Przed chwilą dymała się z wieloma mężczyznami, a on chce aby się ubrała. Niedorzeczność. Znów szedł przed siebie.
- Poczekaj! Źle się stało. – zaszła mu drogę. –Wysłuchaj mnie ostatni raz.
Zatrzymał się.
- Opuściłam cię, bo wydawało mi się, że zasługuję na więcej i że ty również nie jesteś ze mną szczęśliwy. Poznałam pewnego człowieka, który jak myślałam pomógł mi odnaleźć drogę, zrozumieć siebie. Myliłam się. On zrobił ze mnie kogoś kim nigdy nie chciałam być. Stworzył zimną, wyrachowaną sukę. To był wielki błąd, że z nim zamieszkałam – Dimo stał osłupiały. Nie wiedział, że gdy się rozstali, ona mieszkała z jakimś facetem. – Jednak stało się – ciągnęła dalej. – Posłuchałam go i pozwoliłam mu, aby mnie zmienił. I ten pieprzony tatuaż… - Dimo zauważył go za pierwszym razem gdy po jej powrocie uprawiali seks. Uznał jednak, że jeszcze nie pora na pytania. Może chciała spróbować różnych nowych rzeczy, których wcześniej nie robiła i wytatuowała sobie kruka. Chwilę zastanawiała go liczba siedem, ale uznał, że jego przesądna kobieta chciała, aby szczęśliwa siódemka towarzyszyła jej przez cały czas.
- Nie wiem czy jestem w stanie być z tobą dalej po tym, co zobaczyłem w tym klubie. Tak się cieszyłem gdy wróciłaś, ale…
- Nie jesteś – przerwała mu. – Nigdy już nie spojrzysz na mnie tym swoim głupkowato zakochanym wzrokiem – uśmiechnęła się ze smutkiem i pocałowała go w usta.
- Więc…
- Nie mów już nic więcej – znów nie pozwoliła mu dokończyć. – Proszę cię, abyś zapomniał ten ostatni rok włącznie z dzisiejszym dniem… proszę byś pamiętał mnie taką jaką byłam wcześniej. Wspominaj mnie dobrze.
Chciał coś powiedzieć, ale znów go pocałowała.
- Przepraszam – to jedno słowo miało przekazać wszystko, co chce mu powiedzieć.
Odwróciła się i zrobiła kilka kroków zanim upadła z impetem. Głowa uderzyła o chodnik.
Podbiegł do niej i odwrócił ją na plecy. Była martwa.

Mężczyzna łkając, klęczał nad nagimi zwłokami swojej żony.
Kobiety, która chwilę wcześniej włożyła do ust, a następnie w akcie desperacji mocno przegryzła kapsułkę z cyjankiem potasu.
Noc była gwieździsta, a w powietrzu unosił się zapach gorzkich migdałów.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz