Rozdział 28


Poprzedni rozdział


Warszawa, 4 listopada 2013r.
godz. 17.59


Gdy obudziła się dzisiejszego poranka, los wydał jej się aż nazbyt łaskawy. Miała dla kogo zaparzyć kawę. Cała była w skowronkach. I wtedy pojawiła się burza na nieustannie błękitnym niebie.
Telefon. Jeden telefon zniszczył to wszystko. Demony przeszłości i przyszłości toczyły w jej głowie zaciętą walkę, aż postanowiły współpracować. To co było i to co miało być, tworzyło jej teraźniejszość.
Gdyby nie czuła moralnego obowiązku ratowania czyjegoś życia, nigdy by się na to nie zgodziła.
Chciała, aby Alex po prostu bez słowa ubrał się i wyszedł, aby zapomniał o tym, co między nimi zaistniało. Wiedziała, że za kilka godzin wszystko zostanie unicestwione… najlepiej więc zakończyć to jak najszybciej.
Jednak Alex nie wyszedł, a Tatiana nie miała odwagi, czy ochoty sugerować mu tego.

Teraz czekała na Irys w umówionym miejscu.
Tamta pojawiła się punktualnie, kiedy zegary wybiły osiemnastą. Zajechała niewyróżniającym się, szarym sedanem. Tatiana wsiadła i udały się pod dom Tadeusza Rosenkranza.
- Tutaj właśnie mieszka twój cel – zaczęła Irys bez zbędnych wstępów. – Zapukasz do jego drzwi i powiesz, że się pomyliłaś. Przeprosisz i zaczniesz odchodzić. Wtedy on zapyta kogo szukasz, a ty zaczniesz go kokietować. Kiedy wejdziesz do środka zrobisz swoje, ale nie za wiele. Musi chcieć więcej, a że jest stary… zrobi wszystko, żebyś dała mu jeszcze. Wtedy powiesz, że zawsze chciałaś zrobić to w pewnym miejscu i że możecie się tam udać… Weźmiecie taksówkę. Tutaj masz adres – podała Tatianie kartkę. – Wiesz gdzie to?
- Nie, ale taksówkarz będzie wiedział – Tatiana nie miała ochoty wyrzucać z siebie więcej słów niż to konieczne.
- Świetnie. Gdy się tam zjawicie dam ci to, czego chcesz, a ty wyjdziesz i zapomnisz o wszystkim.
Tatiana nic nie powiedziała, tylko kiwnęła potakująco głową i wysiadła z samochodu.

Tadeusz Rosenkranz był w wieku, który uniemożliwia oddanie się rozkoszy z piękną kobietą. Owszem, poznawał co jakiś czas brzydkie, zniszczone życiem rozwódki lub wdowy, jednak nie na tyle często, aby czuć się usatysfakcjonowanym. W swoim życiu doświadczył tak wielu różnorakich zbliżeń, że na tej płaszczyźnie mógłby konkurować z niejedną gwiazdą porno lub prostytutką. Marzył o momencie, gdy nie będzie odczuwał rządzy. Miał już ponad sześćdziesiąt lat. Najwyższa pora.
 Leżał w łóżku wycieńczony ciężkim dniem. Jego dłoń żwawo ocierała pomarszczonego ze starości penisa, gdy dzwonek do drzwi wydał złowieszczy dźwięk.
- Kto do cholery? – wymamrotał do siebie i ociężale się uniósł. Przemierzył korytarz, który dzielił jego sypialnie i drzwi wejściowe, przeklinając pod nosem. Jego nogi, które wiele już przeszły, starały się utrudnić ten marsz jak tylko mogły. – Gdzie ta laska do cholery? – niedawno zakupił drewnianą, stylową laskę, która miała mu ułatwiać przemieszczanie się, jednak zawsze zapominał gdzie ją odłożył i nie spełniała swojego zadania tak jakby tego chciał.
Nie upewnił się kto żąda jego uwagi o tej porze. Śpieszyło mu się. Chciał się zaspokoić. Po prostu otworzył drzwi i stanął jak wryty. Nie spodziewałby się tego nawet w najśmielszym śnie. Seksowna kobieta. Mógłby ją posiąść tylko siłą, przecież nie odda się takiemu starcowi.
- Jestem nowa w tej okolicy – Tatiana pamiętała co ma powiedzieć, ale nie miała zamiaru stosować się do wszystkiego czego żąda Irys. – Chciałam się przywitać.
- Oh! – jęknął stary Żyd, a cieniutka strużka śliny pociekła z prawego kącika jego ust. - Taka piękna dziewczyna zamieszkała na naszym osiedlu… Zapraszam na herbatę – odsunął się, aby ją wpuścić i dodał nieco ciszej z uśmiechem, który uwydatnił zmarszczki na twarzy. – Herbatę, a może coś mocniejszego…

Alex cały dzień myślał o dwóch rzeczach. Po pierwsze i ważniejsze, nie mógł poradzić sobie z myślą o tym, że kobieta, z którą chciałby spędzić więcej czasu, poznać ją, dotykać, przytulać, całować… że ta właśnie kobieta, dzisiejszego wieczoru przypomni światu czym się zajmuje.
Drugą myślą była obietnica, którą złożył sam sobie. Wiedział, że dając Irys adres tego mężczyzny robi źle. Nie działa zgodnie z prawem. Działa wbrew sobie. Musiał więc dowiedzieć się czego kobieta chce od Tadeusza Rosenkranza. Postanowił być przy ich spotkaniu.
Siedział w swoim aucie i obserwował to, co dzieje się kilkanaście metrów przed nim. Obserwował młodą kobietę i starego mężczyznę. Rozmawiali, a później ona weszła do środka. Starzec uśmiechnął się szeroko, gdy ona już tego nie widziała i zatrzasnął drzwi.
Jeszcze dziś, wcześnie rano, myślał, że Tatiana poczuła coś do niego, tak jak on do niej… że przestanie zarabiać w ten sposób i jakoś ułożą sobie życie. Okazało się, że nie miał racji. To były tylko jego naiwne życzenia.
Lecący z wysoka płatek śniegu, wylądował na przedniej szybie jego samochodu.
Pierwszy w tym roku… za nim następny… i jeszcze jeden.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz