Rozdział 29


Poprzedni rozdział


Gdzieś w Polsce, 4 listopada 2013r.
godz. 17.21


Kostka odczuwała coraz większy strach. Była uwięziona przez psychopatę. Przekonała się, że nie ucieknie stąd, chyba że najpierw zabije K i Annę. Nigdy nie pomyślałaby, że przyjdzie jej do głowy tak okropna myśl. Zabić kogoś. Myślała, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach i powieściach kryminalnych.
Ta myśl wpadła jej niespodziewanie i utkwiła w jej głowie. Nie mogła zrobić nic innego. Nie miała wyboru. Jeżeli tego nie zrobi stanie jej się coś złego. Straci twarz jak Sophie albo co gorsza, życie. Co gorsza? Chyba jednak wolałaby umrzeć.
Nie wiedziała, jak się do tego zabrać. Potrzebowała pomocy, więc postanowiła namówić do tego czynu Sophie. We dwie powinny sobie poradzić. Tym bardziej, że miały przewagę. Efekt zaskoczenia.

Nie musiała się produkować… nie musiała tłumaczyć… Sophie natychmiast zaakceptowała pomysł.
Kostka o dwudziestej miała udać się do Anny. Zacznie się rozbierać w oczywistym celu i kiedy skończą w łóżku, Sophie niespodziewanie wejdzie do środka i zada Annie śmiertelny cios nożem. Następnie poczekają na K, a kiedy wreszcie się zjawi, po tylu dniach nieobecności, zrobią z nim to samo. Później pozostanie im już tylko wydostać się stąd.
- Co jeśli K się nie zjawi? – podjęła Kostka. – Zostaniemy tu uwięzione z trupem i umrzemy z głodu.
- Nie martw się – uspakajała Sophie. - Jestem tutaj wystarczająco długo by wiedzieć, że K prędzej czy później wróci. Często wydawało mi się, że koszmar się skończył, a zawsze było tak samo. Zawsze pojawiał się niespodziewanie – zamyśliła się na chwilę. – Powiedział, że mam tydzień aby się odezwać… Nie zrobiłam tego… więc w najgorszym wypadku zjawi się za dwa dni, żeby mnie zabić.
- Dwa dni wytrzymamy – Kostka nie była pewna czy plan był dobry, ale musiały zaryzykować.

Siedziała w swojej celi niecierpliwie czekając. Była gotowa do działania już teraz. Gdy jednak chodzi o sprawę życia i śmierci, nie należy się śpieszyć. Miała czas na przeanalizowanie wszystkiego krok po kroku.
Plan nie był doskonały, ale jedyny. Kostka miała wiele do stracenia, ale wolność do odzyskania.
Teraz jej myśli pobiegły nieco dalej. Pomyślała o Sophie. Było jej żal tej kobiety. Cóż z tego, że stąd ucieknie, skoro tam w złym świecie, nie czeka na nią nic dobrego. Spotka się z ukochanym, który zapewne delikatnie zasugeruje jej, że nie czuje do niej tego, co wcześniej. Powie, że nie chodzi o to jak teraz wygląda, będzie zapewniał, że mógłby żyć z nią taką, jaką teraz jest, ale jego uczucie wypaliło się, kiedy jej nie było… może doda, że poznał kogoś innego. Wiadomo, że to wszystko będą brednie. Tak naprawdę facet nie będzie mógł spojrzeć na Sophie. Nie będzie widział w niej osoby, którą wcześniej kochał, tylko potwora. Przerażającego, obrzydliwego potwora.
Może to i dobrze, że ją okłamie. Mogłaby sobie coś zrobić, gdyby zrozumiała, że nikt już nigdy jej nie zechce. Może kłamstwo mężczyzny będzie litościwym czynem.
Co ona pocznie? Teraz ma cel. Chce uciec. Nie chce dać się zabić, ale gdy już się wydostanie z tego piekła? Co wtedy? Ludzie będą na nią patrzeć jak na dziwadło. Większość nie będzie chciało mieć z nią nic wspólnego. Odtrącą ją. Oczywiście znajdą się też tacy, którzy z litości, uważając siebie za lepszych, będą starali się nią zaopiekować. Może jakaś klinika dla takich jak ona? Musi istnieć jakaś klinika, która zajmuje się podobnymi przypadkami. Może w pewnym stopniu zrekonstruują jej twarz. Czy nauka posunęła się już tak daleko?
Kostka czuła się w obowiązku pomóc jej gdy już znajdą się po drugiej stronie. Przecież Sophie uratowała jej życie. Co by się wydarzyło, gdyby nieświadoma niczego pozostała tutaj dłużej? Nie chciała o tym myśleć.

O godzinie dziewiętnastej ich nieidealny plan zaczął się walić.
Anna weszła do pokoju Kostki, gotowa na rozrywkę. Nie dosyć, że nie pukała, ostatnio nawet nic nie mówiła, tylko się rozbierała i zaczynała działać.
Kostka nie wiedziała jak się zachować. Tego nie przewidziała. To ona miała udać się do Anny, nie odwrotnie. Sophie miała pojawić się tam a nie tu. Nie ma jak jej poinformować o zmianie planu.
Jedyne co jej pozostało to doprowadzić Annę do ekstazy i modlić się, aby po wszystkim szybko wyszła.
Musi zdążyć. Ma niecałą godzinę.

Pozostało pięć minut do dwudziestej. Kobieta ze zdeformowaną twarzą wstała z łóżka trzymając w ręku spory nóż.
Nadszedł czas. Czas zemsty! Pomyślała zadowolona. Nie zastanawiała się czy to, co ma zamiar zrobić jest dobre czy złe. To nie miało żadnego znaczenia. Wyrządzili jej tak ogromną krzywdę. Z niecierpliwością czekała, aż wbije ostrze w ciała tamtych. Rozkoszowała się tą myślą. Może nie zabije K od razu… może go unieszkodliwi, a później zrobi mu to, co on jej. Tak, to był dobry pomysł. Pierwszy raz od kilku miesięcy poczuła się tak dobrze. Z narastającą ekscytacją wyszła z pokoju.
Była zdeterminowana lecz jej oczy pozostawały bez wyrazu. Nie była już tą samą osobą co wcześniej.
I nagle zrozumiała, że nie jest tak jak miało być. Anna wyszła od Kostki. Przecież miały być u niej. Coś musiało pójść źle. Umknęła i schowała się.
Gdy tamta zniknęła, Sophie udała się nie tam gdzie początkowo miała zamiar.
Otworzyła drzwi pokoju Kostki i weszła do środka.
- Co jest? – zaczęła zdenerwowana.
- Przyszła do mnie niespodziewanie. Nie wiedziałam co zrobić. Plan bez zmian – odpowiedziała Kostka i wyszła, machnąwszy na Sophie ręką, pokazując tym samym, aby udała się za nią.
Nic nie mówiąc szły przed siebie. Kostka zerknęła na nóż i pomyślała o tym, co się za chwilę wydarzy. Wzdrygnęła się, jednak szła dalej.
Teraz gdy były już na miejscu podniosła ponownie rękę, tym razem nakazując wspólniczce, aby się zatrzymała i poczekała na odpowiedni moment, a sama głośno zapukała.
- Wejdź – Anna nie spodziewała się gościa, miała zamiar wziąć prysznic i pójść spać.
- To ja – Kostka nie wiedziała co ma powiedzieć. To jednak nie miało już żadnego znaczenia.
- Tak szybko się stęskniłaś?
- Na to wychodzi – Kostka zbliżyła się do Anny i pchnęła ją na łóżko.
- No co ty? Przed chwilą to robiłyśmy. Nie mam ochoty.
Ale inicjatorka tej sytuacji jakby nie słuchała. Wskoczyła na nią i zaczęła ją całować. Później przewróciła się na plecy, wciągając zgrabne ciało Anny na siebie.
- Mówię przecież, że nie mam ochoty – Anna wydawała się być poirytowana zachowaniem Kostki. – Czegoś nie zrozumiałaś?
- Wszystko doskonale rozumiem ty głupia pizdo… porywaczko.
- Co? – Anna przestraszyła się. Skoro tak bezczelnie się do niej zwraca, to znaczy, że…
Chciała szybko wstać, ale ręce Kostki oplatały ją w pasie i mocno trzymały.
- Putain!
Teraz mówił trzeci głos. Głos, który dochodził zza niej. Rozpoznała go. Odwróciła głowę i przeraziła się jak nigdy.
Oszpecona kobieta stała tuż za nią, oburącz trzymając w górze nóż kuchenny. Gotowa zadać ostateczny cios. Gdy tylko to zrobi, życie Anny dobiegnie końca. Zginie z rąk dwóch kobiet, którym usilnie próbowała pomóc. Chciała dla nich jak najlepiej. Wierzyła w tę misję. W misję ratowania świata.
Nóż poruszył się. Anna zamknęła oczy wyczekując nieuniknionego.
Dlaczego nie czuję bólu? Czy ja nadal żyję? Cios nie nadchodził.
Powoli otworzyła oczy i ujrzała jak ciało Sophie zwala się bezceremonialnie na posadzkę. Nóż, z dźwiękiem właściwym dla uderzających o ziemię metalowych narzędzi potoczył się i spoczął przy ścianie.
Kostka zwolniła uścisk, którym spętała Annę, aby zobaczyć co się stało.
Uwolniona kobieta zeskoczyła z łóżka.
Kostka podniosła głowę, a jej oczom ukazał się K. Stał z wycelowanym w jej klatkę piersiową pistoletem.
Musiała nie zarejestrować huku wystrzału, który powalił Sophie.
Teraz nadeszła kolej na nią. Nie miała już nadziei. Ich plan nie powiódł się i doprowadził tam, gdzie się obawiała. Do końca istnienia. Ich istnienia.
K zacisnął palec na spuście oddając celny strzał.
Kostka poczuła jak coś wbija się pomiędzy jej piersiami.
Nie poczuła bólu.
Jej powieki opadły.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz