Rozdział 30


Poprzedni rozdział


Warszawa, 4 listopada 2013r.
godz. 20.07


Alex Darski siedząc w swoim aucie, przeskakiwał z jednej stacji radiowej na drugą.
Stacja z muzyką pop.
Nie chciał o tym myśleć, a jednak to nie dawało mu wytchnienia. Mimowolnie wyobrażał sobie Tatianę, która właśnie spełnia najskrytsze erotyczne zachcianki nieznajomego starca. Napawało go to obrzydzeniem. Był wściekły na siebie za to, że nie zabronił jej tego i na nią, że podjęła się tego zadania. Wiedział, że było to konieczne lecz nie mógł się z tym pogodzić. Nie chciał się z tym godzić. Społeczeństwo nakazywało kobiecie zatrzymać swój skarb dla tego jedynego… Może gdyby było inaczej, gdyby ludzie nie spinali się tak na tym punkcie… może wtedy nie czułby tego co teraz czuje… bólu.
Stacja rockowa.
Nie powinien był zakochiwać się w prostytutce. Powinien znaleźć sobie kobietę, która ceni swoje ciało. Ceni swoje ciało? Do tej pory nie był świadom tego, jak nielogicznie rozumuje. Ceni swoje ciało? Co takiego złego jest w tym, że kobieta odda się mężczyźnie? Nawet jeśli to będzie za pieniądze. To tylko ciało. Zbliżenie dwóch ciał powoduje spadek wartości jednego z nich dla potencjalnego trzeciego? Niedorzeczne. Jeżeli ktoś ma ochotę uprawiać seks, to nie ma w tym nic złego.
Muzyka poważna.
Dotarło to do niego, jednak nadal wściekły był na całą sytuację. Właściwie teraz wściekły był bardziej niż wcześniej, ale mniej niż za chwilę. Negatywne emocje narastały.

Dostrzegł ruch.
Po drugiej stronie ulicy zatrzymała się taksówka.
Tatiana otworzyła drzwi domu i wyszła na zewnątrz. Za nią podążył niedołężny mężczyzna, który przekręcił klucz i kilkukrotnie nacisnął klamkę, aby upewnić się, że pod jego nieobecność ktoś go nie odwiedzi.
Uszli kilka kroków i starszy mężczyzna coś powiedział, a później zawrócił i ponownie zniknął w środku. Tatiana czekała. Minęła minuta… później kolejna… i mężczyzna znów stał na zewnątrz. Znów użył klucza i znów szarpał za klamkę.
Gdy dotarł do miejsca gdzie stała Tatiana, Alex zrozumiał sytuację. Tadeusz Rosenkranz wrócił po drewnianą laskę, którą teraz trzymał w ręku.
Stary, niedołężny cep… a moja… a ona mu się oddała…
Stacja z metalem. Ta mu się spodobała. Dalej nie szukał. Ciężkie, basowe brzmienia wypełniły przestrzeń samochodu i stały się dla niego chwilowym ukojeniem.

Pierwszy do taksówki wgramolił się on. Powolnie… tak żeby nie zrobić sobie krzywdy, która dla niego mogłaby okazać się brzemienna w skutkach.
Gdy nadeszła kolej Tatiany wydarzyło się coś niespodziewanego. Była już jedną nogą w środku i nagle jej głowa uniosła się, a oczy spojrzały w stronę, gdzie czaił się Alex. Trwało to chwilę, jednak on widział to jak w spowolnionym tempie. Mógłby się założyć, że Tatiana się do niego uśmiechnęła. Czy to nie były urojenia? Zauważyła go? Nie wiedział, co się stało i nie miał czasu, aby spekulować nad tym dłużej. Taksówka odjechała, a on ruszył za nią, utrzymując bezpieczną odległość.

Po trzydziestu minutach dotarli na miejsce.
Samochód, za którym jechał, zatrzymał się przed masywnym, dwupiętrowym, ceglanym budynkiem, zapomnianym przez władze i z dnia na dzień rozsypującym się coraz bardziej. Pustostan jakich wiele. Okna zabite dechami, dziurawy dach. W pobliżu sfora bezpańskich psów.
Zatrzymał się po drugiej stronie ulicy, kilkadziesiąt metrów dalej.
Tatiana wysiadła i pomogła swojemu towarzyszowi. Taksówka odjechała, a oni zamienili kilka słów, po czym weszli do środka.
Pora działać. Alex opuścił pojazd i udał się w ślad za nimi. Znalazł się w środku i dostrzegł wygaszone palenisko, przy którym zapewne ogrzewali się bezdomni.
Zrobił kolejne kilka kroków. Starał się poruszać bezszelestnie, ale nie było to możliwe. Wszędzie leżały odłamki ścian i suche liście. Gdzie oni się podziali?
Przeszedł dalej i minął coś, co kiedyś było zapewne progiem drzwi, oddzielającym dwa przyległe pokoje. Nikogo tu nie było. Dotarł do końca pustego budynku i wtedy dostrzegł dziurę w ścianie na prawo od niego. Musieli tędy wyjść. Coś tu nie grało. Podbiegł w to miejsce i wychodząc na zewnątrz ujrzał plecy znajomej kobiety. Tatiana była sama. Nigdzie nie dostrzegł Tadeusza Rosenkranza. Odwróciła się do niego i z poważną miną wyciągnęła w jego stronę lewą rękę, w której trzymała srebrny łańcuszek, na którym zawieszony był niewielki klucz.

Tatiana wypełniła zadanie. Może nie tak jakby się tego spodziewała Irys, a tym bardziej Tadeusz Rosenkranz, ale zrobiła to. Przekonała staruszka, aby wraz z nią udał się w wyznaczone miejsce.
Wiedziała, że Alex jedzie za nimi. I dobrze. Niech myśli. Niech doceni to, co ma. Wiedziała, że sprawia mu ból, ale musiała zrobić tak a nie inaczej.
Zdziwiła się, gdy ujrzała budynek, jednak nie zastanawiała się dlaczego Irys na wymianę wybrała właśnie to miejsce. Miała nadzieję, że to się tak nie skończy. Alex jechał za nimi i nie pozwoli aby temu staruszkowi stała się krzywda. Chociaż z drugiej strony… spędziła z nim kilka godzin i nie byłoby jej przykro, gdyby coś mu się stało. Był obleśnym, starym dziadem myślącym tylko o jednym.
Weszli do środka i przywitała ich Irys. Stała przed nimi z wycelowaną bronią. Kazała im przejść przez dziurę w ścianie. Tam znajdował się jej samochód. Otworzyła bagażnik i nakazała Tadeuszowi Rosenkranzowi położyć się w nim. Protestował, ale to zrobił. Zatrzasnęła klapę i zbliżyła się do Tatiany.
- Świetnie się spisałaś – w prawej dłoni ciągle trzymała wycelowany w Tatianę, odbezpieczony pistolet. – Nie jestem kłamcą, więc dostaniesz to, po co tu przyszłaś – lewą ręką odnalazła zawieszony na szyi łańcuszek. Zerwała go mocnym pociągnięciem i podała Tatianie – to klucz do skrytki, w której odnajdziecie akta. – Sięgnęła do kieszeni i wyjęła kartkę z zapisanym adresem – żegnam. – Zaczęła iść tyłem w stronę drzwi samochodu.
- Poczekaj – Tatiana starała się grać na czas. Poczekać aż Alex odnajdzie ich na tyłach budynku. – Co z nim będzie? – wskazała palcem na bagażnik.
- Z tym ścierwem? – Irys zachowywała się inaczej niż wcześniej. Jakby płonęła w środku. Wreszcie go miała. Zemsta nadchodziła wielkimi krokami. – Umrze.
- Zabijesz go?
- Tak. Zabiję go… będę go zabijać bardzo powoli – Tatiana stała jak wmurowana, kiedy Irys szybko wsiadła do samochodu i odjechała.
Później przybiegł Alex, któremu opowiedziała całą historię. Zapytał czy zapamiętała numery tablic rejestracyjnych, ale samochód był ich pozbawiony.
Mieli klucz i adres. Mogli zająć się sprawą K, ale co z Tadeuszem Rosenkranzem? Nie mogli zostawić go na pastwę tej wariatki.
Tatiana rzuciła się w objęcia Alexa. Nie myślał już o tym, co wyniszczało go od środka. Nie myślał o niej i o tamtym mężczyźnie. Poczuł jej ciepło.
Tatiana wiedziała, że wcześniej cierpiał i nie chciała już dużej go torturować.
- Policjancie. Nie zrobiłam tego – spojrzała mu w oczy.
- Czego nie zrobiłaś? – wiedział o co jej chodzi, ale chciał się upewnić.
- Nie uprawiałam seksu z tym facetem.
- Więc jak go przekonałaś? – Alex poczuł ulgę. Ogromną ulgę.
- Po prostu. Pogadałam z nim – wzruszyła ramionami. – Mnie się nie odmawia.
- Zrobiłaś to, o co cię poprosiłem? – zmienił temat.
- Tak. Włożyłam mu do kieszeni spodni.

Szybkim krokiem udali się do jego samochodu.
Alex wyciągnął ze schowka niewielkie urządzenie i uruchomił.
Sygnał GPS wskazywał położenie spodni Tadeusza Rosenkranza. Oddalały się od nich, ale to ich nie martwiło.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz