Rozdział 31


Poprzedni rozdział


Warszawa, 4 listopada 2013r.
godz. 21.48


Xavier właśnie wrócił z Francji. W swoim apartamencie napełniał kieliszek jednym z lepszych roczników wina, które wytwarzał. Wypił do dna i uzupełnił. Usiadł wygodnie i przy dźwiękach kiepskiej muzyki zapatrzył się w widok za oknem.
Telefon.
Spojrzał na wyświetlacz smartfona. Alex Darski.
Po wszystkich emocjach ostatniego czasu, całkowicie o nim zapomniał. Myślał tylko o białej masce, która oznajmia mu, że Sophie może się coś stać. Nie miał żadnego tropu, ale może Alex na coś wpadł. I co ze sprawą Irys?
Odebrał.
- Witaj Alexie.
- Będę się streszczał – zaczął Alex, bez zbędnych grzeczności. – Tatiana wykonała swoje zadanie śpiewająco i prawie mamy akta, ale nie udało mi się powstrzymać Irys, która porwała Tadeusza Rosenkranza. Podrzuciliśmy mu pluskwę i wiemy gdzie się znajduje. Jedziemy za nim, a później zajmiemy się K.
- Nie! – Xavier wiedział, że właśnie tak powinni zrobić, ale dla niego liczyła się tylko Sophie. Martwił się o Tadeusza Rosenkranza, ale był gotów go poświęcić. Musiał tylko przekonać Alexa. – To zły pomysł. Musimy zrobić to w odwrotnej kolejności. Irys będzie potrzebowała trochę czasu, żeby zająć się tym mężczyzną. Zdążymy się do niej dobrać, tym bardziej, że wiemy gdzie jest. Jednak najpierw musimy zająć się aktami. Dostarczcie mi je z Tatianą. K jest niebezpieczny i każda sekunda działa na naszą niekorzyść. Właśnie teraz może umierać w męczarniach kolejna kobieta – te słowa wyszły wprost z jego wnętrza. Obawiał się tylko, aby nie okazały się prorocze i nie dotyczyły Sophie.
- Nie wiem czy to dobry…
- Jedyny dobry – Xavier nie pozwolił dokończyć sierżantowi.

Tatiana wraz z Alexem udali się prosto pod wskazany przez Irys adres. Dworzec Centralny. Odnaleźli skrytki i małym kluczykiem otworzyli jedną z nich.
Skoroszyty leżały nierówno, jeden na drugim. Spora sterta. Alex wyjął całą zawartość skrytki i pobieżnie przejrzał. Numeracja wskazywała na braki. Akta z numerami jeden i dwa już mieli. Teraz zdobyli również te od trzy do siedem i od dziewięć do dwanaście. Pewnie od czasu gdy Irys wykradła je K, minęło sporo czasu. Czasu, w którym mogło przybyć kilka teczek. To nie było nic dziwnego, ale brak tej z numerem osiem zdziwił Alexa.
- Nie ma ósemki.
- Spodziewałam się, że będzie brakowało jednej teczki – Tatiana nie była zaskoczona.
- Spodziewałaś się? – Alex nie rozumiał w jaki sposób mogłaby się tego domyślać.
- Policjancie, myślałeś, że Irys dostarczy nam również akta dotyczące jej samej? – pobłażliwie się uśmiechnęła.
Tak. To było logiczne. Nie chciała, aby wiedzieli o niej więcej niż to konieczne. Tym bardziej, że działanie zgodnie z prawem było jej chyba obce.

Xavier doczekał się gości.
Alex rzucił sporą kolekcję makulatury na stolik i wraz z Tatianą opowiedzieli ze szczegółami jak potoczyły się wypadki ostatnich dni. Zapytali, gdzie się podziewał, ale on tylko oschle rzucił, że musiał na kilka dni wrócić do Bordeaux i przypilnować interesu.
- W porządku. Rozumiem – podjął Xavier. – W takim razie ja zapoznam się z aktami, a wy zajmijcie się Irys i tym mężczyzną, którego porwała – stanowczo rozporządzający ton głosu nieco zirytował Alexa. To on był policjantem i to on powinien nadzorować całe to ich przedsięwzięcie. Nie sprzeczał się jednak, nie uśmiechało mu się wertować setki stron w poszukiwaniu śladu, który naprowadzi ich na trop K. Akcja w terenie była dla niego dużo przyjemniejszym zadaniem.
Zgodził się na taki podział obowiązków i wraz z Tatianą ruszyli w pościg, a Xavier dolał sobie wina i otworzył pierwszy ze skoroszytów. Obiekt numer 3. Anna.

Podążali śladem migającego na monitorze, czerwonego punkciku.
Nie poruszał się. Według urządzenia Irys znajdowała się poza miastem.
Alex miał wątpliwości. Może powinien wysadzić Tatianę. Zaczynało się robić niebezpiecznie. Irys miała broń. Tak. Najwyższa pora wyłączyć z dochodzenia Tatianę.
- Odwiozę cię do…
- Nie ma takiej możliwości – wiedziała co Alex chce powiedzieć. Mówiła nie odrywając wzroku od przedniej szyby samochodu. – Jestem w tym od początku i chcę być do końca. Muszę wiedzieć, jak to się skończy. Muszę widzieć jak łapiesz tego sukinsyna. Ten widok da mi spokój. Gdy zasypiam ciągle widzę Pałac Kultury i ją… Jej bezwiednie zwisające ciało. To jest okropne. Muszę się z tym uporać i myślę, że to jedyny sposób.
- To jest niebezpieczne, muszę…
- Nic nie musisz, policjancie. Przestań gadać tylko jedź.
Poddał się.
Wiedział, że może jej się coś stać. Będzie musiał na nią uważać, a wtedy może stać się coś jemu. To było niepotrzebne. Narażała ich oboje, nie wiedząc o tym. A może wiedziała? Może on jej nie obchodził? Przecież jest prostytutką. Musiała nauczyć się być zimna… wyzbyta z uczuć. Nie. To nie tak. Przecież udowodniła mu, że jest delikatną, dobrą osobą. Dlaczego myślał o niej tak negatywnie? Był wściekły na to kim była… kim jest… mimo, że nie miał na to wpływu. Ona sama tego chciała. Chciała być dziwką, więc nią została. Ma przecież wolną wolę. Wolną wolę? Czym jest wolna wola? To abstrakcja. To głupoty wymyślone na użytek nieudolnie rozwiniętych umysłów. Teraz przywoływał w myślach treść książki Xaviera. Pisał on tam, że nie ma czegoś takiego jak wolna wola. Są tylko geny i socjalizacja. Wszystkie nasze wybory zdeterminowane są tymi dwoma czynnikami. Nie my decydujemy o tym, że w sklepie kupimy napój pomarańczowy, a nie jabłkowy. Nie my decydujemy o tym, że wybierzemy napój pomarańczowy droższy, zamiast tańszego. O niczym nie decydujemy. Jesteśmy częścią społecznej sieci. Sieci, która istnieje od tysięcy lat i która podejmuje decyzje za nas.
Tatiana nie zdecydowała więc, że zostanie prostytutką. Ona nie miała innego wyboru. Została nią bo tak zapisano. Zapisano? Gdzie zapisano? Kto zapisał? Bóg? Znów wspomnienie książki. Według Xaviera nie istnieje żaden stwórca. To znaczy istnieje, ale tylko w naszych umysłach. A skoro nie istnieje to kto miałby zapisać nasz los? Nikt. Nie ma kogoś takiego. Nasz los nie jest nigdzie zapisany. To tylko metaforyczne określenie sieci społecznej. Abstrakcyjnej sieci łączącej każdego człowieka i każde wydarzenie z przeszłości i teraźniejszości. Sieci, która już teraz ukrywa tajemnicę przyszłości.
Nie chciał dłużej o tym myśleć. Nie do końca zrozumiał tę książkę. Postanowił, że przeczyta ją kiedyś ponownie.
Przemieszczali się szybko. Opuścili już Warszawę i kierowali się na południe.
Czerwony punkt na monitorze pozostawał niewzruszony.
Byli coraz bliżej.
Teraz GPS nakazywał im skręcić w prawo, ale tam była tylko niewielka, polna dróżka prowadząca do lasu.
- Zabrała go do lasu, żeby wpakować mu kulkę i zakopać zwłoki – prognozował Alex.
- Policjancie… proszę cię… oglądasz za dużo filmów – Tatiana mówiąc to, nie była pewna czy ma rację. – Poza tym Irys na pożegnanie powiedziała, że zabije go powoli. Więc nie wymyślaj, tylko jedź.
Po pięciu minutach jazdy po nierównym terenie byli na miejscu.
Wszędzie wkoło las. Piaszczysta droga pokryta cieniutką warstwą świeżego śniegu kończyła się w tym miejscu.
- Zaczekaj tu – rzucił Alex i wysiadł.
Rozejrzał się i nic nie dostrzegł. Nikogo w pobliżu. Może ktoś chowa się za drzewami. Było nieco przed północą. Ciemność mogła działać na korzyść Irys. Wyjął latarkę i oświetlił teren. Nic. Zrobił kilka kroków przed siebie i dostrzegł coś zwisającego z gałęzi. Przypominało zdeformowaną sylwetkę człowieka. Powiesiła go na gałęzi?
Pobiegł.
Gdy Tatiana zrozumiała, że coś się dzieje, również wysiadła z samochodu i powoli poruszała się w jego stronę.
Był kilkanaście metrów przed nią. Widziała światło, którym oświetlał sobie drogę. Teraz snop padł na gałąź i poczuła ukłucie w żołądku. Przez nią zginął niewinny człowiek. Ona była współsprawcą śmierci Tadeusza Rosenkranza. Zrobiła coś okropnego. Nie mogła żyć z myślą o tamtej kobiecie, która popełniła samobójstwo. Co więc będzie teraz? Teraz już nigdy nie zasnę. Pomyślała w momencie, gdy Alex podszedł do wisielca i zaczął niepokojąco gmerać w okolicy jego brzucha.
- Co ty robisz? – Tatiana była przerażona.
- Miałaś czekać w aucie – nie odwrócił się. Nie zdziwiła go jej obecność. Spodziewał się, że długo nie wytrzyma i ciekawość weźmie górę. Musiała przyjść – skoro już tu jesteś to podejdź bliżej.
- Nie chcę tego widzieć – Tatiana zamknęła oczy.
- Uwierz mi, że chcesz.
- Zwariowałeś? – Tatiana nie chciała oglądać z bliska zwłok mężczyzny, którego skazała na śmierć.
- Po prostu podejdź tu – Alex stał się stanowczy.
Tatiana zbliżyła się do niego z opuszczoną głową. Nie spojrzała na trupa. Unikała tego widoku.
- Spójrz na niego. Tatiana.
- Po co chcesz mnie torturować? Jesteś psycholem jak tamci? – zdenerwowana na Alexa, podniosła głowę i jej oczy ujrzały coś zupełnie innego, niż się spodziewała.
Na drzewie nie wisiał mężczyzna. Na drzewie wisiało jego ubranie i drewniana, elegancka laska.
- Myślałam…
- Ja na początku też tak myślałem.
- Zrobiła z nas idiotów. Skąd wiedziała, że podłożyłam mu pluskwę? – Tatiana powoli dochodziła do siebie.
- Nie mam pojęcia. Nie doceniliśmy jej.
- Co robiłeś przy tych szmatach? Widziałam jak…
- To było przyczepione do ubrań - podał jej postrzępioną kartkę.
Spojrzała i odczytała na głos.

Tadeusz Rosenkranz jest złym człowiekiem.
Nie mogę pozwolić, by zrobił komuś to, co zrobił mnie.
Musicie mi uwierzyć.
Będzie lepiej dla wszystkich, jeżeli go zabiję.
Wiem, że możecie wytropić mnie na różne sposoby,
Ale błagam, nie róbcie tego.

Irys.

- Co on jej zrobił? Taki stary człowiek? – Tatiana błądziła myślami. – Owszem, nie pokazał mi się z najlepszej strony. Chciał tylko jednego, ale żeby zaraz go zabijać? – przerwa. – Policjancie. Co ty na to?
- Nie mam pojęcia o co jej chodzi, ale musimy ją dorwać zanim zrobi to, co napisała.

Xavier skończył czytać.
Obejrzał załączone zdjęcia. Zdjęcia kobiet przed i po tym co czynił K. Te po, były tak okropne, że gdy pomyślał o tym, co mogło przydarzyć się Sophie, zesztywniał, a włosy stanęły mu dęba.
Nie chciał w to wierzyć. Nie mógł w to wierzyć.
Poznał szczegóły tego, co czynił K. Musiał działać już teraz. Natychmiast. Musiał ją ratować, bo za chwilę może być za późno. Może jej już nigdy nie zobaczyć, żywej.
Tym bardziej, że Irys nie zrobiła wszystkiego, co obiecała. Nie dała im portretu pamięciowego.
Nadeszła pora. Nie chciał tego robić. Wiedział, że gdy otworzy pudełko, będzie za późno. Zło wyjdzie na łowy. Nie będzie można go w żaden sposób powstrzymać. Wiele osób straci życie. Nawet on sam będzie zagrożony. Nie zapanuje nad tym, a po wszystkim ktoś będzie musiał się tym zająć. Ale to nie będzie już jego sprawa. Ocali Sophie i uciekną, a powstrzymanie demona będzie już zadaniem kogoś innego.
Do tej pory było wiele momentów, w których chciał to zrobić. Ktoś mu zagrażał… groził jemu i osobom mu bliskim, ale on nigdy nie zdecydował się na ostateczność. Teraz nie miał już innego wyjścia. K nie pozostawił mu wyboru.
Uśpione od lat szaleństwo, furia i zło musi powrócić.
- Dla ciebie Sophie… wszystko – powiedział sam do siebie.
Nadeszła pora, aby otworzyć drugie z pudełek, które trzymał w sejfie. Pudełko z przerażającą zawartością.
Udał się do szafy. Spojrzał na sejf, który znajdował się w środku.
Chwila wahania.
Wpisał kod i otworzył sejf. Wyciągnął misternie rzeźbioną szkatułkę.
Wrócił do salonu, niosąc ją przed sobą jak bombę zegarową, która zaraz może wybuchnąć.
Usiadł na sofie i długo wpatrywał się w drewniany przedmiot, zanim odważył się ujrzeć jego zawartość.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz