Rozdział 33


Poprzedni rozdział


Gdzieś w Polsce, 5 listopada 2013r.
godz. 10.14


Otworzyła oczy.
Leżała w łóżku, w jakimś nieznanym pokoju.
Powinna była nie żyć. Co się stało? Przecież do niej strzelił. Najpierw zabił Sophie, a później ją. Pamięta to. Jak to możliwe, że żyje? Jak to możliwe, że żyjąc nie czuje nawet bólu w klatce piersiowej? Wycelował i strzelił. Nie mógł chybić, stał blisko.
Kostka postanowiła sprawdzić. Odruchowo szarpnęła ręką, aby dotknąć się w miejscu gdzie miała zostać trafiona. Poczuła opór. Jej ręce były przywiązane. Uniosła głowę. Nogi również uwięzione.
- Co jest? – powoli zaczynała rozumieć. Nie strzelał żeby zabić. Nie strzelał ostrą amunicją. Trafił ją strzałką z środkiem usypiającym. To by się zgadzało. Zaczerwienienie na klatce. Ślad po nakłuciu. Skoro ona żyje… Sophie też musi żyć. Została trafiona z tej samej broni. Chyba.
Przywiązał ją, wie, że ona wie. Już nie będzie możliwości działania z zaskoczenia. Nie może się poruszyć. Cały plan wziął w łeb. Szansa przepadła. Teraz może z nią zrobić, co będzie chciał. Nadzieja na ucieczkę zniknęła.

- Sophie. Moja droga. Myślałem, że dojdziemy do porozumienia – K spoglądał na oszpeconą kobietę. – Chciałaś uciec. Ukarałbym cię, ale obawiam się, że musisz umrzeć. Poświęciłem ci wystarczająco dużo czasu… na marne.
- Wal się – Sophie odezwała się do niego pierwszy raz od kilku tygodni.
- To zmienia postać rzeczy – ucieszył się. – Przemówiłaś. To krok do przodu. W takim razie przemyślę jeszcze to, co przed chwilą powiedziałem.
- Wal się! – powtórzyła unieruchomiona Sophie. K nie przestając się uśmiechać, wyszedł.
Anna patrzyła na Sophie. Była wściekła. Próbowała jej pomóc. Zrobić dla niej tak wiele, a ona chciała ją zabić. Stała za nią z nożem gotowym opaść i zadać jej śmiertelny cios. Jak ona mogła? Nadal nie rozumie, że świat jest inny? Nie chce tego zrozumieć? Nie chce pozwolić, aby ona i K pomogli jej otworzyć umysł? Jest tak durna! Powinien ją zabić od razu, a nie próbować dalej. Sophie i ta druga powinny były umrzeć. Musi przekonać K, że to jedyny sposób. Że nie ma już nadziei. Musi zemścić się za zdradę jej i jej ideałów.
- Anno! – K, który był już na korytarzu krzyknął, przywołując ją. Wiedział, że będzie się pastwić nad Sophie. Nie chciał na to pozwolić. Nie o to w tym wszystkim chodziło. Nie chodziło o zadawanie bólu, tylko o resocjalizację. Owszem, w niektórych przypadkach ból był konieczny, ale trzeba było unikać go, kiedy tylko jest taka możliwość. Anna wydawała się nie do końca to rozumieć. Była zaślepiona pragnieniami. Pragnieniami, które wyniszczały ją od środka. Może nie udało mu się z nią tak, jak się tego spodziewał. Może mylił się, twierdząc, że Anna jest jego pierwszym sukcesem?
Anna jeszcze przez chwilę spoglądała na Sophie, ale zaraz wyszła i dołączyła do czekającego na nią K. Było kilka plusów tej sytuacji. Nie musi już ukrywać przed kobietami, że żyje w tym osobliwym miejscu na równi z K. Nie tylko on może poruszać się po całym obiekcie. Ona też dostąpiła tego zaszczytu już dawno temu. Udaje zawsze, gdy mają gościa. Udaje, bo tak jest lepiej. Może infiltrować i uspakajać. To dobry, ale męczący pomysł. Czasami wykradała się nocą po coś, czego zapomniała z pokoju, w którym rzeczywiście mieszkała. Póki co koniec z tym. Koniec do momentu przybycia nowej kobiety. Ale to nie nastąpi zbyt szybko. Może przez jakiś czas rozkoszować się swobodą.
- Anno, zaczynamy z Tamarą – czekała na to od kilku dni. Zapewniała jej rozrywkę. Oddawała się jej. Nie chciała robić tego dłużej. Była przesycona seksem lesbijskim. Wreszcie mogła odetchnąć. Koniec z tym. Zaczynamy. Wolałaby uśmiercić Kostkę, ale i to było dobre.
- A co z Sophie? – zapytała tonem zdradzającym, że jest na nią wściekła.
- Wiem, czego oczekujesz. Nie jesteśmy mordercami Anno. Nie po to poświęcamy swoje życie, aby na koniec zabijać innych. To nie my. Musisz to zrozumieć, jeśli nadal chcesz to ze mną robić – K był poważny jak nigdy.
- Rozumiem to, ale ona…
- Anno! Nie ma żadnego ale. Nieważne jest to jak nas traktują i co myślą, gdy się tu zjawiają. Ważne, aby wyszły stąd odmienione. To jest nasz cel. Pamiętaj o tym!
- Dobrze – chciała wypomnieć mu to jak potraktował tamte trzy kobiety. Zabił je bezlitośnie. I nie wmówi jej, że nie miało na to wpływu to, jak go traktowały. Zrezygnowała jednak z dalszej polemiki. Będzie zachowywała się jak dotychczas, ale nie zrezygnuje z pomysłu odebrania im życia. On może mieć swoje cele, ale ona ma swój. W kolejnych próbach… na kolejnych obiektach, będzie widziała w swoim zadaniu to co on, ale teraz jest inaczej. Chciały ją zabić. Tak tego nie zostawi. Stawia sobie to za punkt honoru.

Minęły dwie godziny odkąd się obudziła.
K wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi.
- Tamaro. To co próbowałyście zrobić, było obrzydliwe. Mam nadzieję, że wiesz o tym.
- Oszukałeś mnie! Mówiłeś, że w każdej chwili mogę zrezygnować i wyjechać! – Kostka szarpała się z pasami, które ją przytrzymywały. – Wiedziała, że nie da rady się uwolnić. Próbowała już wiele razy. Chciała jednak pokazać K, że się nie poddaje, że będzie walczyła do końca. Szarpnęła ponownie – Rezygnuję. Chcę odejść. Wypuść mnie!
- Wiesz, że to niemożliwe. Tym bardziej po tym, co tu zobaczyłaś.
- Powiedziałeś…
- A co miałem powiedzieć? Miałem ci oświadczyć, że nie będzie powrotu?
- Jesteś kłamcą! Jesteś psychopatą. Dlaczego zrobiłeś to Sophie? – rozpłakała się. Czuła bezsilność. Tego było już dla niej za wiele.
- Uznałem to za dobry sposób na odmienienie jej. Możliwe, że się pomyliłem.
- To chyba jasne, że się pomyliłeś!
- Wiesz Tamaro… - zaczął. – Każdy człowiek patrzy na świat przez pryzmat tego jak wygląda. Każdy człowiek widzi w lustrze swoje odbicie wiele razy i to na niego wpływa. Jeżeli społeczeństwo uważa cię za piękną według obecnego kanonu urody, to ty też się za taką uważasz i patrząc na siebie stajesz się kimś zupełnie innym niż gdyby uznawano cię za brzydką, mimo iż wyglądałabyś tak samo. Twój wygląd kształtuje twoją osobowość.
- I dlatego…
- Proszę, nie przerywaj mi. Próbowałem rozmawiać z Sophie, ale ona była uparta. Nic się w niej nie zmieniało. Jej podejście do życia było takie jak wcześniej. Musiałem podjąć drastyczniejsze środki. Oszpeciłem ją. Uznałem, że to wpłynie na jej psychikę. Uwolniłem ją od niepotrzebnego wpływu jej wyglądu na nią samą.
- Jesteś zwykłym… - nie mogła się powstrzymać.
- Tamaro! – chciał żeby dała mu dokończyć i postarała się go zrozumieć.
- … wariatem! – dokończyła.
- Może i jestem niespełna rozumu. Może nie da się zmienić tego, co tak usilnie zakorzenione w naszym mózgu. Muszę jednak spróbować. To mój obowiązek. Moja misja. Po to żyję – spojrzał gdzieś ponad nią. – Może nie udało mi się z Sophie. Może to nie zadziałało, ale przynajmniej wiem, że trzeba szukać gdzie indziej.
- Dobrze – podjęła próbę negocjacji. – Uwolnij mnie, a ja cię wysłucham.
- Proszę, nie traktuj mnie jak zwykłego człowieka – zaśmiał się. – Jestem kimś więcej.
- Jesteś nadczłowiekiem? – sarkastyczne pytanie Kostki zostało odebrane inaczej, niż się tego spodziewała.
- Dobrze to ujęłaś – K odwrócił się i podszedł do drzwi. Nacisnął na klamkę.
- Poczekaj! – krzyknęła zrezygnowana, ale wściekła Kostka. – Co ze mną zrobisz?
- Postaram się zmienić cię w nadczłowieka – nie patrzył na nią. Trzymał rękę na klamce, gotowy by wyjść. – Niczego więcej nie chcę. Chcę uczynić cię na mój wzór… i podobieństwo – jeszcze raz się uśmiechnął i wyszedł. – Wzór i podobieństwo.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz