Rozdział 36


Poprzedni rozdział


Łódź, 6 listopada 2013r.
godz. 16.21


Staruszka miała dosyć bezczynności. W jej nie pierwszej świeżości umyśle pojawiła się myśl. Myśl z rodzaju tych, które w jej wieku pojawiają się bardzo rzadko.
Postanowiła odejść od okna i coś ugotować. Postanowiła coś zrobić. Gotowanie. Dawno tego nie robiła. Miała ochotę znów poczuć się potrzebna i zdolna do najprostszych czynności. Ziemniaki. Potrzebowała ziemniaków. Przechowywane w piwnicy w wielkich ilościach czekały na jej pokrytą pergaminową skórą dłoń.
Powolnym… bardzo powolnym krokiem, ruszyła w stronę schodów.
Złapała za poręcz i stawiając obie nogi na każdym ze stopni, zachowawczo zeszła w dół. Światło było zapalone. Pewnie siedzi w garażu. Pomyślała. Ostatnimi czasy jej wnuczka spędzała w tych pomieszczeniach całe dnie. Co ona tu robi? Wcześniej, myśl ta jej nie zajmowała. Wcześniej tylko siedziała przyklejona nosem do kuchennej szyby. Teraz, gdy pojawiła się przejrzystość umysłu, zaczęła się nad tym zastanawiać.
Zapakowała do kieszeni niebieskiego fartucha kilka dorodnych ziemniaków i zadowolona z siebie postanowiła odwiedzić Irys.
Przeszła żółwim tempem kilka metrów i znalazła się przed drzwiami oddzielającymi piwnicę i garaż. Pociągnęła za klamkę. Nic. Musi jej tu nie być. Pomyślała staruszka i bez zastanowienia ruszyła w drogę powrotną, która okazała się być dla niej nie lada wyzwaniem.

Irys przywitała Tadeusza Rosenkranza promienistym uśmiechem, którego wycieńczony eunuch nie odwzajemnił.
Schwyciła nóż i niebezpiecznie mocno przyciskając ostrze do swojej lewej dłoni, spojrzała na niego.
- Jak się dziś czujemy? – uśmiech nie schodził z jej twarzy.
- Jeb się pierdolona suko! – spocony, nagi mężczyzna z opuszczoną głową wykrzyknął w jej stronę.
- Jak byś zareagował, gdybym zwróciła się do ciebie w ten sposób w momencie, gdy mnie gwałciłeś? – zapytała z ironią, jednak gdy wypowiedziała to pytanie, zaciekawiło ją to.
- Spierdalaj! – Tadeusz Rosenkranz najwidoczniej nie miał ochoty na rozmowę.
- W takim razie stracisz palec – Irys była spokojna. Nie unosiła się. Wypowiedziała to zdanie jakby pytała o drogę.
Podniósł głowę z lekkim przerażeniem. Odcięła mu penisa. Pozbawienie go palca nie będzie dla niej problemem. Jednak co miał jej powiedzieć. Czego ona chce? Jakiej odpowiedzi oczekuje? Czego nie powie, zawsze będzie źle. Stało się. Kiedyś się nie powstrzymał i posiadł ją siłą. Teraz musi odpokutować. Suka.
Podeszła do półki przy ścianie. Odsunęła żaluzję i odłożyła nóż. Rozejrzała się i znalazła to, czego szukała, mały, metalowy przedmiot.
Zbliżyła się do niego i w drugą rękę schwyciła jego palec wskazujący. Palec wskazujący prawej dłoni.
- Zostaw mnie ty kurwo! – wykrzyczał, gdy zobaczył że Irys stara się wetknąć mu na palec obcinarkę do cygar.
Nie przewidziała tego, że obwód przyrządu może być za mały. Użyła więcej siły i palec wsunął się o kilka milimetrów. Jeszcze mocniej… skóra została zdarta. Polała się krew. Tadeusz Rosenkranz zawył. Obcinarka do cygar znalazła się w odpowiednim miejscu.
- Dobra! Odpowiem na każde pytanie! – Nie chciał stracić kolejnej części swojego ciała. Był gotów powiedzieć wszystko… zrobić wszystko.
Ale było już za późno.
Irys mocno ścisnęła, a przyrząd prawie zrobił swoje. Prawie, bo zatrzymał się na kości i nie chciał ciąć dalej.
Tadeusz Rosenkranz poczuł ból. Być może mocniejszy nawet niż ten dzień wcześniej. Jego umysł opuściły wszystkie myśli poza tą jedną. Ból. Przerażający, nieopisany ból…
- Dalej nie pójdzie – wycedziła prawie szeptem zawiedziona Irys. – No cóż. Tak to zostawimy.
Zsunęła obcinarkę, aby założyć ją na kolejny palec. Tym razem wybrała ten najmniejszy.
- Proszę! Przestań! – Tadeusz Rosenkranz płakał zrezygnowany.
- Dobrze. Jeżeli ze mną porozmawiasz, to oszczędzę ci kolejny palec.
- P… poroz… porozmawiam – chciał walczyć o swoje członki. Walczyć z wszystkich sił.
- Pamiętasz mnie skurwielu?
- Nie! – przecież nie mógł powiedzieć prawdy. Musi zachować kolejny palec.
Delikatnie przycisnęła. Ostrze powoli wbijało się w skórę.
- Tak! Kurwa! Pamiętam! Przestań! Pamiętam!
Poluzowała.
- Wreszcie. Już się bałam, że pomyliłam osoby – zażartowała. – Chciałabym wiedzieć dlaczego to zrobiłeś.
- Nie chciałem cię skrzyw…
Przycisnęła mocniej niż poprzednio.
- Przestaaaań! – musiał powiedzieć jej prawdę, inaczej… - musiałem… musiałem to zrobić.
- Musiałeś? – zaciekawiła ją jego odpowiedź.
- Tak. Musiałem… - powiedział nieco ciszej.
- Dlaczego? – naciskała.
- Nie wiesz jak to jest być mną… Ciągłe… ciągłe rządze… - zamilkł.
- Każdy ma instynkt, ale nie każdy gwałci małe dziewczynki! – znów czuła jak narasta w niej obrzydzenie jego osobą.
- Nie wiesz nic…
- To mi to wyjaśnij – ścisnęła mocniej obcinarkę. – Nalegam.
- To… to jest jak… Nie wiem jak to opisać. Po prostu od zawsze czuję, że muszę… Muszę uprawiać seks… to jest niepohamowane. Muszę to robić. Czuję przymus. Jeżeli nie zrobię tego choćby raz dziennie… nie mogę się na niczym skupić. Myślę tylko o tym. Nie wiesz jak to jest…
- Masz rację, nie wiem. Może wiedziałabym, gdybym nie bała się dotyku mężczyzn, który we mnie zaszczepiłeś!
- Przepraszam. Musiałem… Pochyliłaś się… pochyliłaś się i kiedy ujrzałem twoje młode pośladki… musiałem…
- Nie mogłeś skorzystać z usług prostytutki? – zapytała jakby to było najbardziej oczywiste rozwiązanie na świecie.
- Przepraszam… - nie wiedział, co mądrzejszego może powiedzieć.
Nagle klamka w drzwiach się poruszyła. Oczy jej i jego błyskawicznie powędrowały w tamtą stronę.
Chciał krzyknąć. Zobaczył iskierkę nadziei, ale ona była szybsza. Błyskawicznie wskazała palcem na jego twarz i spojrzała mu głęboko w oczy, równocześnie przyciskając drugą ręką przyrząd tortur.
Zrozumiał. Niewypowiedziana groźba.
Miał wybór. Mógł krzyknąć i stracić palec, ale może uratuje życie. Z drugiej strony jeśli będzie siedział cicho może ocali i jedno i drugie. Od zawsze był tchórzem. Wybrał spokój.
Pozostawali w bezruchu przez kilka minut, aż uznała, że babcia zdążyła już wrócić na górę.
- Zachowałeś się bardzo ładnie – ucieszył się, pomyślał że ocalił palec. – Niestety to nic nie zmienia – uśmiechnęła się ukazując nienagannie białe zęby, a ostrze po raz drugi otarło się o jego kość.
Zabandażowała mu rany i pożegnała się z nim.
Na dzisiaj wystarczy. Ma jeszcze tyle czasu. Tyle rozrywki przed nią.

Zostawiła go i udała się na górę.
Po co babcia zeszła na dół? Czego tam szukała? Zdziwiona niezapowiedzianą wizytą staruszki, weszła pospiesznie do kuchni i wszystko się wyjaśniło. Na stole leżały ziemniaki. Zeszła po nie na dół. Pewnie chciała coś ugotować.
- Babciu! – krzyknęła do prawie głuchej staruszki, która jak zwykle siedziała przy oknie. – Będziesz gotowała?!
- Gotowała?! – odkrzyknęła staruszka.
- Przyniosłaś ziemniaki!
- Ziemniaki? – Staruszka znów straciła kontakt z rzeczywistością i tylko tępo wpatrywała się w zachmurzone niebo.
- Oj babciu, babciu… - wyszeptała Irys, zerkając współczująco.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz