Rozdział 37


Poprzedni rozdział


Warszawa, 6 listopada 2013r.
godz. 16.21


Xavier walczył z myślami. Z jednej strony odczuwał lęk przed tym, co się niebawem wydarzy, z drugiej radość z szybkiej reakcji Stowarzyszenia.
Musieli go obserwować. Ledwie się z nimi skontaktował, a nieznajoma kobieta pojawiła się obok niego. Dlaczego to robili? Dlaczego się nim interesowali? To teraz nieistotne. Ważne, że są, że istnieją i mu pomogą.
Gdy wczoraj zdziwiony usiadł na powrót przy barowym stole, kobieta przedstawiła się jako Łowczyni. Wyjaśniła mu w skrócie jak działają. Dopytywała o szczegóły. Chciała wiedzieć jak najwięcej o K. Powiedział wszystko co wiedział, pomijając jedynie część o Sophie.
Poinformowała go, że gdy wytropi mężczyznę przekaże informacje Stowarzyszeniu a oni wyślą Mściciela. Łowcy, Mściciele… o co tu chodziło? Czy na pewno dobrze postąpił prosząc o pomoc ludzi, którzy wydawali się być niespełna rozumu? Po co używają tak głupich określeń?
Skupił się na tym, co istotne.
Chciał uczestniczyć w poszukiwaniach, ale kategorycznie odmówiła, wyjaśniając, że pracuje sama. Łowcy, Mściciele… a teraz mówi mu, że pracuje sama… jak w tandetnym… Xavier znów wygrał małą bitwę z własnymi myślami.
Nie wzięła pod uwagę jego prośby, więc jedyne co mu pozostało to ją śledzić. Musiał być o krok za nią, aby zareagować w odpowiedniej chwili. Inaczej wszystko się posypie. Inaczej nigdy już nie zobaczy Sophie.
Teraz ze złotym sygnetem na palcu czekał w samochodzie na ruch kobiety. Zrezygnował z Mustanga, który rzuca się w oczy. Wypożyczył szarego Saaba z mocnym silnikiem.
Łowczyni weszła do jakiegoś budynku i nie pojawiała się przez trzydzieści minut, aż znów zobaczył z daleka jej wyzywające ubranie. Czarna skórzana kurtka i czarne skórzane spodnie. Gdzie się tylko dało przymocowane zostały łańcuchy. Twarz Łowczyni również nie pozostawała naturalna. Brwi, nos i warga przekłute zostały rzucającymi się w oczy metalowymi wstawkami. Spięła długie, czarne włosy i zmierzała do czarnej furgonetki.
Łowczyni i siedzący jej na tyłku Xavier przejechali spokojnie mostem Poniatowskiego na drugą stronę Wisły i Alejami Jerozolimskimi kierowali się do miejsca nieznanego drugiemu kierowcy.

Łowczyni weszła do budynku, w którym mieścił się polski oddział Stowarzyszenia. Wylegitymowała się stojącemu w drzwiach ochroniarzowi i udała się na pierwsze piętro. W chwilę później odnalazła gabinet człowieka, którego imienia nie znała, a który zajmował się wyszukiwaniem tego, co nie do odnalezienia.
Niski mężczyzna z pochmurnym wyrazem twarzy odebrał od niej relację i uruchomił komputer, którego nie powstydziłyby się największe organizacje świata. Stworzył symulację terenu, która zawęziła obszar poszukiwań.
Pół godziny później Łowczyni wyszła na zewnątrz i po raz kolejny dzisiejszego dnia kątem oka dostrzegła szarego Saaba. Nie pozwoliła mu uczestniczyć w poszukiwaniach, ale skoro tak bardzo mu na tym zależy to jego sprawa. To on ryzykuje swoim życiem. Lepiej dla niego, żeby odpuścił, jednak jeśli ma zamiar ją śledzić, nie będzie mu tego utrudniała.
Wsiadła do czarnej furgonetki i ruszyła. Przed nią daleka droga. Według Stowarzyszenia, K jest gdzieś na południu Polski. To spory teren. Musi mieć coś więcej. Więcej informacji. Xavier wspomniał coś o aktach. Musi mieć je u siebie.
Zmieniła kierunek podróży.

Xavier zdziwił się, gdy zobaczył, że czarna furgonetka chowa się pod budynkiem hotelu Marriott. Wie, że ją śledzę. Nie zdziwiło go to. Zajmowała się tropieniem ludzi, nie było dla niej zapewne trudnym zorientowanie się, gdy ktoś depcze jej po piętach.
Zatrzymał się na parkingu zaraz obok czarnej furgonetki, ale jej już nie było. Jedynym logicznym wytłumaczeniem był fakt, że udała się prosto do jego apartamentu.
Wjechał na górę windą i szybkim krokiem podszedł do na wpół otwartych drzwi. Słyszał uniesione głosy.
- Kim jesteś? – krzyczał Alex w stronę Łowczyni, która rozsiadła się na sofie.
- Alexie, w swoim czasie wszystko ci wyjaśnię – Xavier starał się załagodzić sytuację. - Czy mógłbyś zostawić nas na chwilę sam na sam? – sierżant z niezadowoloną miną opuścił pomieszczenie.
- Potrzebuję akt o których wspomniałeś – Łowczyni nie owijała w bawełnę. Wiedziała, że Xavier zrobi wszystko…
- Skąd tyle o mnie wiesz? Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Należysz do Stowarzyszenia. Wiemy o tobie wszystko – Łowczyni nie wykazywała zainteresowania tym tematem, chciała dostać to, po co tutaj przyszła i zająć się swoim zadaniem. – Co z tymi aktami?
Xavier dał jej skoroszyty, a ona bez słowa wyszła.
- Alexie! – krzyknął, a sierżant zjawił się w oka mgnieniu.
- Co tu się dzieje? Jakaś kobieta wchodzi tu jak do siebie…
- Wszystko ci wyjaśnię, ale nie teraz. Muszę lecieć – mówił szybko. Nie chciał, aby kobieta zniknęła. Musiał podążać w ślad za nią. – Jest z tobą Tatiana?
- Tak. Bierze prysznic.
- Świetnie. Gdy skończy, proponuję abyście zajęli się poszukiwaniami Irys – ton jego głosu nie był sympatyczny. Można było odnieść wrażenie, że znów chce przejąć dowodzenie nad ich małym śledztwem. Alex nie mógł do tego dopuścić, ale to Xavier miał asy w rękawie. Xavier coś wiedział, a on, sierżant policji, stał w miejscu i w sprawie Irys i w sprawie K. Jeżeli chciał do czegoś dojść musiał współpracować i posłuchać Xaviera.
Chciał odpowiedzieć, ale Xaviera już nie było.

Łowczyni jadła kanapkę, którą kupiła na stacji benzynowej i przeglądała akta. Jej analityczny umysł pracował na najwyższych obrotach. Obiekty. Brak adresu. Obiekt nr 2. Porwanie z ulicy. Odważne posunięcie. Inne obiekty. Dobrowolnie. Niedobrowolnie. Niedobrowolnie – mniej odważnie niż obiekt nr 2.
Już wiedziała. K przy porwaniu drugiej z listy swoich obiektów, zachował się znacznie odważniej niż przy innych. Musi mieszkać gdzieś w pobliżu miejsca, gdzie porwał kobietę, na której przeprowadził lobotomię.
Ugryzła kolejny kawałek kanapki. Mózg przyspieszył. Opis. Porwanie z ulicy. Opis miejsca. Brak staranności ze strony K. Opisał miejsca. W swoich aktach. Niekoniecznie brak staranności ze strony K. Skup się.
Kolejny kęs kanapki. Ulica. Ciemno. Boczna uliczka. Południe Polski. Nikogo w pobliżu. Wcześniej tłok. Duże miasto. Południe Polski. Robi takie rzeczy. Nie może mieszkać w mieście. Duże miasto, a w pobliżu odludzie.
Wyjęła telefon komórkowy i wybrała numer. Jeden sygnał… drugi…
- Słucham – powiedział mężczyzna, zirytowany faktem, że Łowczyni znów czegoś od niego chce. Dopiero co była u niego i zawracała mu głowę. Wyznaczył obszar poszukiwań. Wykonał swoje zadanie. Czego chciała więcej?
- Mam nowe dane… - opowiedziała mu o swoich spostrzeżeniach, a on zabrał się za przetwarzanie wykonanej wcześniej symulacji.
- Najbardziej prawdopodobnym miejscem wydaje się być Rzeszów – powiedział bez zastanowienia. – Mam nadzieję, że niczego więcej pani ode mnie nie oczekuje. Żegnam – przerwał połączenie.
Łowczyni miała punkt zaczepienia. Teraz będzie już z górki. Przełknęła ostatni kęs kanapki i odjechała. Xavier ruszył za nią. Nie zachowywał już bezpiecznej odległości. Ona wiedziała o jego poczynaniach.
Opuścili Warszawę.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz