Rozdział 39


Poprzedni rozdział


Łódź, 7 listopada 2013r.
godz. 12.48


Irys wyglądając ukradkiem przez okno, odprowadziła wzrokiem sąsiadkę. Nie wiedziała, że ma w niej sprzymierzeńca. Okazało się, że mieszkająca dom obok kobieta w jej wieku, zachowała się wobec niej bardzo w porządku. Ostrzegła ją przed policjantem i jego towarzyszką, którzy o nią wypytują. Jak to możliwe, że tak szybko trafili na mój ślad? Jak to możliwe, że w takim tempie do mnie dotarli?
Nie zrobili żadnego ruchu, tylko czekali i obserwowali z samochodu okolicę. Zostało jej niewiele czasu. Musiała przyspieszyć swoje poczynania. Była wściekła na sierżanta i prostytutkę, którzy nie dali jej możliwości napawania się zemstą. Powolnego zanurzania się w przyjemność odbierania Tadeuszowi Rosenkranzowi tego, co dla niego najcenniejsze… odbierania mu jego własnego ciała krok po kroku… członek po członku… tak jak on odebrał jej ciało. Od momentu gdy ją zgwałcił, nie czuła się dobrze w swojej powłoce. Wcześniej pewna swojej urody… po tym co jej zrobił, straciła chęć bycia sobą. Nie chciała więcej patrzeć w lustro. Chciała pozbyć się swojego ciała. Nie odważyła się. To dobrze, bo tamto uczucie z biegiem lat minęło, ale chęć odwetu tylko się nasilała. Teraz gdy ma możliwość, pojawiają się oni i chcą wszystko zniszczyć. Pora na kolejny etap.
Przestała obserwować i nie zwracając uwagi na staruszkę wypatrującą uważnie czegoś na podwórku, zeszła na dół.
- Tadeuszu, pora abyś zaznał piekła – zwróciła się spokojnie do bladego mężczyzny przytwierdzonego do stołka.

Poczuł jak przeszywa go dreszcz. Jak mięśnie napinają się w obawie przed czymś bliżej nieokreślonym. Stracił już tak wiele, a ona mówi, że dopiero teraz…? Co jeszcze mu zrobi? Lęk był silny. Silniejszy niż kiedykolwiek. Nie bał się gdy gwałcił niewinne, bezbronne kobiety, dziewczyny, czy małe dziewczynki. Nie bał się, gdy robił to w miejscach publicznych. Nie bał się gdy myślał, że któraś z nich się wygada.
Teraz bał się bardziej niż mógłby się bać we wszystkich tych sytuacjach razem wziętych.
- Niestety muszę cię uśpić – Irys napełniła strzykawkę środkiem usypiającym i zbliżyła się do niego. – Gdy się obudzisz nie będziesz już tym, kim jesteś teraz – uśmiechnęła się i wkłuła igłę.
Tadeusz Rosenkranz zasnął.
Irys opuściła pomieszczenie i wróciła pchając przed sobą sporych rozmiarów stół na kółkach. Zatrzymała się obok mężczyzny i uwolniła jego ręce i nogi. Z wielkim wysiłkiem przeniosła bezwładne ciało na stół i założyła biały fartuch. Przygotowała narzędzia niezbędne do zabiegu, który miała za chwilę wykonać i naciągnęła na dłonie lateksowe rękawiczki.
Była gotowa.

Alex Darski podrapał się po głowie i spojrzał na znudzoną Tatianę.
- Tak to właśnie wygląda – powiedział. – Policjanci często przesiadują w samochodzie i obserwują cel. Nuda, prawda?
- Owszem, pierwszorzędną rozrywką to to nie jest – skonstatowała.
- Mam przeczucie, że w domu do którego udała się Ksenia Wolska mieszka nasza znajoma Irys.
- Przeczucie? To policja opiera się na przeczuciach?
- Mogę ci wcisnąć jakąś gadkę o tym, że mam nosa do takich spraw, ale nie mam. Po prostu i tak nie mamy żadnego innego tropu. Posiedzimy i zobaczymy, co się wydarzy.
- Nie możemy po prostu sprawdzić kto tam mieszka? – Tatiana przeciągnęła się.
- Jestem prawie pewien, że to dom Irys, ale potrzebujemy dowodów, aby zawiadomić tutejszą policję. Nie możemy wtargnąć do środka. Co jeżeli drzwi otworzy nam ktoś inny i skłamie, że nie zna Irys? Spłoszymy ją. Ulotni się jakimś tylnym wyjściem i zniknie, a wtedy znów będziemy w kropce.
- Masz rację mój mądry policjancie. Poczekajmy – Tatiana zamknęła oczy i postanowiła uciąć sobie krótką drzemkę.

Irys spędziła sporo czasu nacinając, tnąc, piłując, wycinając, szyjąc, opatrując i bandażując. I wreszcie dotarła do końca. Ściągnęła zakrwawione rękawiczki i otarła spocone czoło. Efekt był piorunujący. Dokładnie taki, jak się spodziewała. Taki o jakim śniła nocami. Może ktoś zrobiłby to lepiej, ale to ona musiała tego dokonać.
Żyd… pieprzony Żyd wreszcie poczuje się tak, jak powinien się poczuć już dawno temu. Odarty z człowieczeństwa. Pozbawiony jednych z najistotniejszych przymiotów istoty ludzkiej. Poczuje co znaczy nie móc samemu o sobie decydować, a co ważniejsze, ona poczuje się uleczona. Już się poczuła… Patrzyła na niego i wiedziała, że dokonała czegoś dobrego. Zrobiła dobry uczynek. Pozbawiła świat jednego demona. Nie zabiła go, ale unieszkodliwiła permanentnie. Była z siebie dumna. Pierwszy raz od lat poczuła się wyzwolona. Wyzwolona od człowieka, który odebrał jej kobiecość. Brutalnie zniszczył jej dziecięcy świat. Wdarł się w jej psychikę i podeptał tylko dlatego, że czuł rządzę.
Splunęła w wyrazie pogardy.
Pora go wybudzić.

Tadeusz Rosenkranz powoli dochodził do siebie. Nie odbierał jeszcze wszystkich bodźców, ale rejestrował widok kobiety stojącej nad nim w fartuchu pokrytym czerwonymi plamami. Uśmiechała się. Nie wiedział, co się wydarzyło. Był otępiały.
- Nasza znajomość dobiega końca Tadeuszu – zadowolony wyraz twarzy nawet na chwilę nie schodził jej z twarzy.
- Wyp… uści… mnie? – wymamrotał.
- O tak. Teraz mogę cię już wypuścić.
Tadeusz Rosenkranz zdziwił się. Tak zwyczajnie pozwoli mu odejść? Bał się, że go zabije, a ona tylko nieznacznie go okaleczyła. Gdy tylko go wypuści… wynajmie odpowiednich ludzi, aby odebrali jej życie. Nie zostawi tak tego. Kim ona myśli, że jest? Myśli, że może porwać jego, Tadeusza Rosenkranza i bezkarnie robić z nim co zechce. O nie. Niewiele dni jej pozostało, skoro zdecydowała się oddać mu wolność.
Nagle poczuł ból. Straszny ból lewej nogi. Nasilał się w zastraszającym tempie. Później druga noga. Za nią obie ręce. Przerażający ból we wszystkich czterech kończynach. Zawył.
- O tak! – wykrzyczała z radości Irys i zaklaskała w dłonie jak mała dziewczynka, która wybrała się do wesołego miasteczka. – Widzę, że podoba ci się efekt końcowy Tadeuszu.
Nie wiedział o co jej chodzi. Efekt końcowy? Jaki efekt końcowy? Cieszy się, że mnie wypuści? Nie siedział już na stołku tylko leżał na jakimś dziwnym, twardym łóżku. Nie był przywiązany. Chciał wstać, ale nie był w stanie się podnieść. Pewnie środki usypiające, które mi podała zwiotczyły mięśnie. Pomyślał, usilnie próbując unieść głowę.
- O! Nie możesz tego zobaczyć? – troskliwie zaciekawiła się Irys.
- Zobacz… czego?
Irys odeszła kawałek dalej i wróciła niosąc w rękach coś, czego Tadeusz Rosenkranz na pierwszy rzut oka nie przetworzył. Jego umysł bronił się przed dopuszczeniem myśli, że to co zarejestrowały oczy jest prawdziwe. Nie chciał by to było prawdziwe.
- Co to? – przestał wpatrywać się w przedmiot, który trzymała Irys i spojrzał prosto w jej oczy.
- Jak to? – zaniepokoiła się. Spojrzała w dół zdziwiona czy na pewno trzyma w rękach to co myśli, że trzyma.. – Nie poznajesz? – Zbliżyła się do mężczyzny, aby mógł się lepiej przyjrzeć.
Rozpoznał. Jego oczy powiększyły się z przerażenia i obrzydzenia. Zauważyła to i na jej ustach znów wykwitł grymas zadowolenia.
- Nooo… wreszcie. Już myślałam, że ci odbiło i nie poznajesz – poruszała trzymaną w rękach… jak dziecko zabawką.
Tadeusz Rosenkranz patrzył z niedowierzaniem jak jego oprawczyni groteskowo bawi się jego własną… nogą.
- Mam tego więcej! Chcesz zobaczyć? – wyczekiwała odpowiedzi jak nagrody za dobre sprawowanie.
Wreszcie zebrał resztki sił i uniósł lekko głowę. To, co zobaczył, sprawiło że zwymiotował na siebie. W miejscu gdzie kiedyś miał nogi i ręce, teraz sterczały zabandażowane kikuty.
- Ty kurwooooo!
- Teraz jesteśmy kwita Tadeuszu – zdjęła zakrwawiony fartuch. – Pamiętaj, żeby zmieniać opatrunki – uśmiechnęła się do niego po raz ostatni i wyszła.

Staruszka siedziała przy kuchennym oknie, lecz zauważyła zbliżającą się do niej Irys.
- Babciu, będę musiała wyjechać na jakiś czas – zasmuciła się. – Będziesz miała dobrą opiekę. Kocham cię – ucałowała babcię w czoło. – Do widzenia.
- Tak, tak wnusiu – odpowiedziała podniesionym głosem staruszka, nie rozumiejąc tego, co mówi do niej Irys.

Alex Darski dostrzegł ruch we wstecznym lusterku. Z posiadłości, którą obserwował wyjechał szary sedan. Dokładnie taki, jakiego szukał. To musiała być ona.
Samochód ruszył wzbijając w powietrze tumany kurzu i podjechał niebezpiecznie blisko mercedesa sierżanta, blokując tym samym drzwi od strony kierowcy.
Irys odsunęła szybę i kiwnęła na Alexa, aby uczynił to samo. Nie zwlekał. Zrobił to.
- Jesteś aresztowana! – zwrócił się do niej spokojnie.
- Powiem ci jak będzie – wrzuciła do samochodu Alexa grubo wypchaną kopertę. – Ja odjadę, a tobie nawet przez myśl nie przejdzie, żeby mnie ścigać…
- Ty rzeczywiście zwariowałaś! – Alex tracił cierpliwość. Chciał wysiąść i ją zakuć, ale nie miał jak.
- Posłuchaj mnie uważnie – Irys spoważniała. - W tej kopercie jest siedemdziesiąt tysięcy, które dostałam od Xaviera. Dwadzieścia przekażesz mojej sąsiadce, którą zdążyłeś poznać i powiesz, że to za samochód, którego jej nie zwrócę. Pozostałe pięćdziesiąt tysięcy przeznaczysz na dom opieki dla mojej babci, którą znajdziesz u mnie. Zapamiętałeś?
- Posłuchaj mnie…
- Nie. To ty masz słuchać – w jej oczach pojawiło się coś demonicznego, coś co nakazywało Alexowi już się nie odzywać. – W piwnicy znajdziesz na wpół żywego Tadeusza Rosenkranza. Możesz ocalić mu życie albo jechać za mną i pozwolić mu umrzeć. Twój wybór. Pamiętaj tylko, że ani moja babcia, ani sąsiadka nie są niczemu winne i o niczym nie wiedziały. Wszystko, co się wydarzyło jest tylko moją zasługą.
Alex nie wiedział, co ma powiedzieć. Postawiła go w sytuacji z tylko jednym dobrym wyjściem.
- Ufam, że zaopiekujesz się moją babcią. Jesteś uczciwym człowiekiem – uśmiech powrócił. – Oby nie do zobaczenia, sierżancie – ruszyła.
Alex nie zastanawiał się długo. Wyskoczył z samochodu i pobiegł w stronę domu Irys, wyjmując z kieszeni spodni telefon komórkowy. Powiadomił kolegów po fachu o kobiecie, która ucieka szarym sedanem i wbiegł do piwnicy. Stanął jak wryty w drzwiach prowadzących do pomieszczenia, gdzie leżał prawie nieprzytomny Tadeusz Rosenkranz, pozbawiony kończyn, zarzygany przez samego siebie, wijący się z bólu. Kilka kroków dalej znajdowały się rzucone byle jak dwie nogi i dwie ręce.
Alex odruchowo wybrał z klawiatury telefonu numer pogotowia ratunkowego.
Tatiana prawie wpadła na Alexa. Obudziła się, gdy on wyskoczył z auta i pędem skierował się w stronę domu, który obserwowali.
Zrobiła to samo.
Teraz stanęła obok niego i gdy dotarło do niej co widzi, zemdlała.
Alex nie zdążył z reakcją i zsunęła się wprost na posadzkę przed nim.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz