Rozdział 44


Poprzedni rozdział


Warszawa, 8 listopada 2013r.
godz. 11.49


Wiedziała, że leży w swoim własnym łóżku… w swoim własnym mieszkaniu. Nie otworzyła jeszcze oczu, ale czuła specyficzny zapach. Zapach jej czterech kątów. Nie chciała się obudzić. Chciała spać dłużej i dłużej. Nie chciała ponownie zobaczyć tego wszystkiego. Nie chciała wrócić do codzienności. Już nie mogła wrócić do codzienności. Gdy otworzy oczy będzie pewna, że to wszystko działo się naprawdę. Będzie musiała poradzić sobie z tym wszystkim co zobaczyła wczoraj. Ostatnimi czasy widziała wiele rzeczy, o których bardzo chciałaby zapomnieć, ale wiedziała, że to niemożliwe. To będzie towarzyszyło jej już zawsze. Nie ucieknie od tego. Piętno zostało odciśnięte.
Poczuła męską dłoń na swoim policzku. Dłoń, która delikatnie zaczęła ją gładzić. To było przyjemne. Odważyła się i powoli rozsunęła powieki.
Przy niej siedział mężczyzna z blizną na twarzy. To był najprzyjemniejszy widok jakiego mogłaby się dzisiaj spodziewać. Gdy zobaczył, że już nie śpi, położył się obok niej i przytulił ją. Chciał dać jej ciepło. Chciał pokazać jej, że jest przy niej i się nią zaopiekuje. Chciał, aby nie czuła się osamotniona w tym wszystkim.
Z drugiej strony on sam, sierżant policji, chciał poczuć jej ciepło. Dając jej opiekę w tych trudnych dla nich chwilach, sam chciał poczuć się bezpiecznie. Pokazując jej, że nie jest sama, on również nie czuł się samotny. Chciał dać jej spokój i sam przeżyć chwilę błogości.
Leżeli przez chwilę, a później Tatiana wstała i bez słowa udała się do łazienki. Musiała żyć dalej.
Po porannej toalecie przyrządziła szybkie śniadanie, a on zaparzył kawę.
- Powinniśmy gdzieś wyjechać. Odpocząć – zagadnął Alex, pierwszy raz dzisiaj. Widział w Tatianie zmianę. Widział, że nie łatwo jej żyć dalej po tym, jak zobaczyła rozczłonkowane ciało Tadeusza Rosenkranza. Jemu również nie było łatwo. Wyjazd był najlepszą z możliwych opcji.
- Nie możemy tego tak zostawić – Tatiana wydawała się być chłodna. Zdystansowana. – Irys zajmą się inni, ale jest jeszcze K. Nikt nie wierzy w jego winę. Tylko my możemy coś z tym zrobić.
- Jest przecież Xavier.
- Xavier sam sobie nie poradzi. Poza tym, z nim jest coś nie tak. Nie ufam mu – upiła łyk kawy.
- Masz rację – Alex wiedział, że ona się nie podda, że będzie chciała uczestniczyć w tym do samego końca. To nie był dobry pomysł. Cała ta sprawa już się na niej odbiła, a może wyrządzić jej jeszcze większe szkody. Nie miał jednak pojęcia jak delikatnie ją od tego odsunąć. – Jeżeli chodzi o wczoraj… o to co zobaczyliśmy…
- Nie chcę o tym teraz rozmawiać – ucięła Tatiana. Wiedziała, że to była ich wina. Oni pomogli Irys go okaleczyć.
Dokończyli posiłek w milczeniu.

Kilka pięter niżej, w zaparkowanym przy ulicy samochodzie siedziała kobieta i wpatrywała się w okna mieszkania Tatiany. Czekała. Chciała być pewna, że wszystko potoczy się tak, jak to zaplanowała.
Wypożyczyła nierzucający się w oczy, mało palący samochód. Poprzedni porzuciła za miastem.
Irys nie wyjechała. Wiedziała, że wiele osób będzie jej szukać, ale musiała się tu zjawić i dopiąć wszystko na ostatni guzik. Nie mogła pozwolić, aby jej babci stała się krzywda. Nie mogła pozwolić, aby sierżant przywłaszczył sobie pieniądze, które mu dała. Musiała wiedzieć, że ktoś odpowiedni zaopiekuje się staruszką, która opiekowała się nią przez wiele lat.
Wzdrygnęła się, gdy z budynku wyszła opatulona ciepło para. To byli oni. Policjant i jego dziwka. Ciekawe połączenie. Pomyślała i odpaliła samochód.
Nie zastanawiała się długo. Gdy odjechali pordzewiałym mercedesem, ona ruszyła za nimi.
Widziała jak udają się na komendę, następnie wychodzą i Alex przejęty czymś dyskutuje z Tatianą. Później rozmawia przez telefon i pośpiesznie odjeżdżają.
Odpuściła. Zajmie się tym później. Jechanie w ślad za nimi nic nie da.

*

Alex i Tatiana wsiedli do samochodu i nie zwracając uwagi na obserwującą ich Irys ruszyli w stronę firmy.
- O co będą pytać? – odezwała się zrezygnowana Tatiana.
- To tylko rutynowe przesłuchanie – uspokoił ją Alex. – Zapytają, co widziałaś… jak to wyglądało z twojej perspektywy. Będę przy tobie. Nie martw się.
Tatiana uśmiechnęła się nieznacznie.

Życie w firmie toczyło się jak dawniej. Nikt nie dostrzegł nieobecności sierżanta.
Teraz, gdy ponownie się tu pojawił, wydawało się jakby nikt go nie znał. Najpierw żądano od niego okazania jakiegoś dokumentu, później wścibski policjant zatrzymał go na korytarzu i wypytywał co tu robi.
Alex zapukał w drzwi komisarza. Nie chciał zrobić tego tak mocno.
- Wejść! – krzyknął mężczyzna ze środka.
- Dzień dobry – powiedział Alex, gdy otworzył drzwi i zobaczył komisarza siedzącego jak zwykle bezczynnie za biurkiem.
- Szrama! Słyszałem o wczorajszych wydarzeniach – zaczerwienił się na twarzy. – Przynosisz wstyd wszystkim policjantom. Przynosisz wstyd mundurowi.
- Wydaje mi się, że dla munduru gorzej, że nosi go pan niż Alex – Tatiana nie wytrzymała i naskoczyła na komisarza w obronie swojego przyjaciela i kochanka.
- Kim ty jesteś do cholery? – komisarz poczerwieniał jeszcze bardziej i teraz wyglądał jakby zanurzył głowę w czerwonej farbie.
- Tatiano, proszę – Alex chciał ją uspokoić, ale ona tylko spojrzała groźnie na komisarza i wyszła trzaskając drzwiami. – Panie komisarzu… - chciał wytłumaczyć siebie i ją, ale nie miał takiej możliwości.
- Szrama – zaczął komisarz, wchodząc w słowo sierżantowi. – Nie chcę cię tu widzieć do zakończenia sprawy. Masz zabrać tą swoją lalę i udać się na przesłuchanie. Później znikniecie. Czy to dla ciebie zrozumiałe?
- Tak jest – chciał wyjść.
- Wiesz, że narobiłeś wiele głupot? – komisarz najwidoczniej nie zakończył rozmowy.
- Tak, ale…
- Szrama! Nie ma żadnego ale – komisarz przybrał łagodny ton. - Nie posłuchałeś rozkazu. Działałeś na pograniczu prawa i jeszcze naraziłeś życie tej swojej… Tatiany? – spojrzał pytająco w twarz Alexa, ale on nie odpowiedział. – To Ukrainka? Skąd ją wytrzasnąłeś?
- Panie komisarzu, za przeproszeniem, to nie pana sprawa.
- Masz racje – komisarz chciał odpuścić, ale coś wpadło mu do głowy. Ukrainka. Ukrainki. Szrama. – Czy ty mi chcesz powiedzieć, że ta twoja dupa…?
- Nic nie chcę powiedzieć. Żegnam – Alex odwrócił się i złapał za klamkę.
- Niedawno kazałem ci ścigać dziwki – komisarz nie odpuszczał. Dłoń Alexa zamarła na klamce. – Pojechałeś wykonać zadanie, prawda? Oczywiście, że prawda. Pojechałeś i spotkałeś Ukrainkę. Pełno ich stoi przy trasie. Nic tylko wystawiają swoje dupy – komisarz przerwał na chwilę, ale zaraz na powrót podjął wątek. Nie zauważył, że stojący tyłem do niego Alex znajduje się na granicy wytrzymałości. – Ta twoja lala… tak… ta twoja lala jest kurwą – zadowolony ze swojej przenikliwości i bystrości komisarz, z rozdziawioną mordą przyjął cios pięścią prosto w szczękę. Najmocniejszy cios jaki kiedykolwiek zadał Alex. Zdziwił się tak bardzo, że wyplute na własną dłoń cztery zęby nie wydały mu się niczym dziwnym. - Ty…! – wykrzyknął, ale sierżanta już nie było.

Alex schwycił Tatianę za rękę i pociągnął mocno. Wybiegła za nim przed budynek. Dopiero tam zwolnili tempo.
- Gdzie się tak śpieszymy? – zapytała zdezorientowana. -  Pobiłeś go? – zażartowała, ale widząc wyraz twarzy Alexa przestało jej być do śmiechu. – Pobiłeś go! Czyś ty zwariował policjancie? Po co to zrobiłeś?
- Obraził mnie. Nie powstrzymałem się – Alex skłamał. Nie chciał, aby było jej przykro. Nie chciał, aby wiedziała, że dla większości ludzi już na zawsze pozostanie tylko dziwką.
- Co on ci powiedział? – Tatiana nie dawała za wygraną.
Alexa od odpowiedzi uratował dzwoniący w kieszeni telefon.
- Co się dzieje Xavierze? – rzucił oschle do aparatu. – Gdzie się podziewasz?
- Nie czas na wyjaśnienia. Jesteś z Tatianą? – zapytał głos w słuchawce.
- Tak.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, żeby przyjechała tu z tobą – zapomniał, że nie powiedział gdzie jest.
- A gdzie ja mam przyjechać?
- Ach tak! Jestem w Rzeszowie – Xavier mówił szybko, jakby miał ograniczoną liczbę darmowych minut do wygadania. - Gdzieś tutaj jest K. Musisz przyjechać. Potrzebuję twojej pomocy.
- Skąd to wiesz? Skąd wiesz, że on tam jest? – Alex otworzył szeroko oczy.
- Alexie, wyjaśnię wszystko jak już się tu zjawisz. Proszę, pośpiesz się – Xavier przerwał połączenie.
Tatiana przysłuchująca się rozmowie, słysząc tylko to, co mówi Alex, wydedukowała o co chodzi.
- Jadę! – rzuciła w stronę sierżanta.
Nie sprzeciwiał się. To nie miało sensu. Ona i tak zawsze musi postawić na swoim. Nie ma co tracić czasu.
Szybko wsiedli do samochodu i ruszyli w drogę do Rzeszowa. Alex kątem oka dostrzegł samochód, który gdzieś już widział, dostrzegł kobietę, która w nim siedzi. Była za daleko i nie rozpoznał jej twarzy. Spojrzał w lusterko wsteczne. Nic. żadnego ruchu. Mam manię prześladowczą? Pomyślał i dodał gazu.
Tatiana zapomniała, że miała zostać przesłuchana w charakterze świadka. Teraz to nie miało znaczenia.

W przeciągu pięciogodzinnej podróży rozmawiali tylko raz, zaraz za Warszawą, kiedy zatrzymał się na stacji benzynowej i zatankował do pełna samochód.
- Cholerny Xavier – wybełkotał pod nosem, bardziej do siebie niż do niej.
- Co z nim? – podchwyciła Tatiana.
- Właściwie to on rozpętał to piekło z K.
- Co ty mówisz? W jaki niby sposób? – zaciekawiła się Tatiana
- Napisał tę cholerną książkę… a ten cały K ją przeczytał i uznał za objawienie. Zabija w imię zasad, które wymyślił sobie Xavier – patrzył przed siebie, trzymając obie ręce na kierownicy.
- Czytałam tę jego książkę, ale może mi powiesz, co w niej jest takiego, co mogłoby nakłonić kogoś do mordowania?
- Większości nie zrozumiałem – Alex zawstydził się, gdy zdał sobie sprawę z tego, co powiedział. – Życie nie ma sensu. Jesteśmy połączeni ze światem. Takie tam.
- I dlatego zabija? – Tatianie nie mieściło się to w głowie.
- Wiesz, jest tam też napisane, o ile dobrze to pamiętam… - podrapał się po głowie. – Xavier napisał tam, że świadomość człowieka… świadomość, albo osobowość… cholera nie wiem jakiego słowa on tam użył…
- Nieważne policjancie. Przejdź do rzeczy.
- No… człowiek to geny i socjalizacja. Geny nas jakoś tam kształtują. Później dochodzi do tego socjalizacja, czyli to jak… to, że poznajemy jakichś tam ludzi i nie mając wpływu na to… na to kogo poznamy… nie wiem, cholera jak to było – Alex uderzył ręką w kierownicę.
- Postaraj się policjancie. Jestem tego ciekawa – nalegała Tatiana.
- No chodziło o to, że czy tego chcemy czy nie, uczymy się od innych jakichś tam zachowań, a skoro nie mamy wpływu na to, kogo poznajemy, dobrego czy złego… to nie od nas zależy, kim jesteśmy. Dalej było coś o tym, że to przez geny i tę socjalizację nie mamy własnego wyboru… wolnej woli.
- Ciekawe. Bardzo to ciekawe – Tatiana przybrała poważny wyraz twarzy. – No ale jak to się ma do K?
- A właśnie. Zapomniałem od czego zacząłem – Alex nieznacznie się uśmiechnął. – Skoro nie mamy własnej woli, to nie mamy wpływu na to, że kogoś zabijemy. To nie my o tym decydujemy, tylko to gdzie się urodziliśmy i kogo spotkaliśmy. Może więc K myśli, że nikt go za to nie osądzi – Alex coś sobie przypomniał. Zamyślił się na chwilę i dodał – Właściwie, Xavier napisał tam, że właśnie dlatego, że nie mamy wolnej woli, kary za przestępstwa powinny być surowsze, żeby zmuszać ukształtowane już umysły do pozytywnej reakcji. Skoro dla K ta książka jest jak biblia dla katolika, to pewnie tego nie przeoczył. No nie wiem… chyba się zagalopowałem w tych przemyśleniach. Nie wiem o co mi właściwie chodziło – zarumienił się.
- Oj policjancie… - Tatiana zbliżyła usta do jego skroni i ucałowała go czule.
Jej głowę opuszczały złe wrażenia dnia wcześniejszego.

 Przed osiemnastą byli już w Rzeszowie.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz