Rozdział 45


Poprzedni rozdział


Rzeszów, 8 listopada 2013r.
godz. 17.59


Przed Hotelem Grand stał mężczyzna ubrany w szary garnitur, który dopiero co kupił. Poprzedni nie nadawał się do użytku po wypadku samochodowym.
Xavier nie był w formie. Wczoraj prawie zginął, ale nie mógł pozwolić sobie na zbyt długi odpoczynek. Poranione ramię i głowa dawały o sobie znać.
Wrócił późno do hotelu w nadziei, że Łowczyni jeszcze tu jest, ale dowiedział się od recepcjonistki, że pośpiesznie wyjechała.
Zbliżył się do niego znajomy samochód.
- Jak podróż? – rzucił w stronę wysiadającego Alexa. Nie przejął się faktem, że zaraz za nim podążyła Tatiana. Skoro chciała w tym uczestniczyć, to nie jego sprawa. Naraża własne życie na własną odpowiedzialność.
- Co z K? – Alex nie miał ochoty na uprzejmości. Chciał wiedzieć, co się dzieje.
- Jesteśmy bardzo blisko. Wejdźmy do środka, tam wam wszystko opowiem – Xavier ruszył przodem. – Wynająłem dla ciebie pokój – dodał w hallu. – Nie spodziewałem się, że zabierzesz Tatianę.
- Nic nie szkodzi. Poradzimy sobie – Tatiana uśmiechnęła się do Alexa, a on to odwzajemnił. Xavier nie poruszył już tego tematu. To była ich osobista sprawa. Nic mu do tego.

Gdy znaleźli się w pokoju, Xavier znów się odezwał:
- Z pomocą mojej znajomej dotarłem tropem K do Rzeszowa – spojrzał na Alexa, a później opuścił wzrok i kontynuował. – To stąd porwał swoją drugą ofiarę.
- I to wszystko? – niecierpliwił się Alex.
- Gdyby to było wszystko, nie fatygowałbym was tutaj – Xavier spoważniał jeszcze bardziej. – Trafiliśmy na ślad człowieka, który widział całe zajście, kilka lat temu…
- Nie zgłosił tego? – Tatiana włączyła się do rozmowy.
- Niestety nie, ale dotarliśmy do niego i okazało się, że widział K jeszcze raz… jakiś czas po tamtym zajściu. Widział go w lesie przy opuszczonym magazynie. Udaliśmy się tam, ale okazało się, że nikogo tam nie ma. Opuszczony magazyn w istocie jest opuszczony. Moja znajoma musiała wyjechać, a ja nie wiem, co robić dalej – Xavier spojrzał w ich stronę.
- Dlaczego nie powiedziałeś wcześniej do cholery? – Alex nie ukrywał zdenerwowania.
- Alexie, mieliście na głowie inne zmartwienia. Właściwie jak się mają sprawy z Irys?
Tatiana spojrzała na Alexa, a on na nią. Gdy ich wzrok się spotkał, opuścili głowy prawie równocześnie.
- Tadeusz Rosenkranz… On… - Tatiana zmieniła wyraz twarzy na zasmucony. – To wszystko nasza wina! – rozpłakała się. – To nasza wina! -  powtórzyła i wybiegła do łazienki.
- Co się stało? Co z nim? – Xaviera zaciekawiło zachowanie Tatiany. Wiedział, że stało się coś złego.
- Irys… ona… odcięła mu ręce i nogi… - odpowiedział Alex, który jakby nie zauważył, że kobieta z którą tu przyjechał rozkleiła się. Jakby nie zauważył, że w końcu nie wytrzymała napięcia, które w sobie tłumiła i emocje przejęły nad nią kontrolę. Wiedział, że teraz potrzebuje być sama. – Tatiana ma rację, to nasza cholerna wina. To my pomogliśmy Irys dopaść Rosenkranza – opowiedział Xavierowi cały przebieg wydarzeń.
- Alexie, w żadnym razie to nie jest nasza wina – Xavier zastanawiał się przez chwilę czy to, co właśnie powiedział rzeczywiście jest prawdą, a później znów podjął wątek. – To ona mu to zrobiła, nie my… Musieliśmy jej pomóc, bo umknąłby nam K.
- Pieprzenie – Alex pokręcił głową.
- Żadna kobieta nie odważyłaby się na coś takiego, gdyby nie miała ważnego powodu – Xavier chciał uspokoić sumienie sierżanta. – Tadeusz Rosenkranz musiał zrobić jej coś strasznego.
Alex nic nie powiedział tylko zamyślił się patrząc w jakiś bliżej nieokreślony punkt na podłodze.
- Co proponujesz? Masz jakiś pomysł, co powinniśmy teraz zrobić? – zapytał Xavier i oczekiwał odpowiedzi, która długo nie nadchodziła.
- Chciałbym porozmawiać z tym facetem, który widział K, a później zabierzesz mnie do magazynu.
- Tam nic nie ma. Byłem i widziałem tylko brud i powybijane okna.
- Skoro K tam był, to mógł zostawić jakiś ślad – Alex uniósł głowę i spojrzała na Xaviera.
- Dobrze. Tak zrobimy – nie miał ochoty znów się tam wybierać, ale co mu pozostało… potrzebował świeżego spojrzenia na sprawę. Potrzebował Alexa. Może rzeczywiście nie przyjrzał się dokładnie temu osobliwemu miejscu…
Kiedy Tatiana wróciła do pokoju bez makijażu, który wcześniej miała, opowiedzieli jej co postanowili i razem opuścili hotel.

Kamienica z czerwonej cegły stała tak jak wcześniej. Nic się tu nie zmieniało. Smutek, żal, bieda to wszystko nasuwało się na myśl…
Xavier poprowadził sierżanta i jego kompankę na pierwsze piętro starego budynku i zastukał do drzwi.
Żadnego odzewu. Nikt nie otworzył.
- Chyba go nie ma – stwierdził Xavier i zastukał ponownie.
Znów cisza.
- Poczekajmy tutaj, może zaraz przyjdzie – Alex nie chciał się poddać. Zależało mu na przesłuchaniu mężczyzny, który widział K. To najlepszy z możliwych w obecnej sytuacji tropów.
Alex i Tatiana usiedli na schodach w pobliżu drzwi mieszkania, do którego próbowali się dostać. Xavier zszedł kilka stopni niżej i oparł się o ścianę.
Minęło trzydzieści minut i pojawiła się stara kobieta odziana w ciepłe, stare, brudne ubrania. Gramoliła się po schodach z wielkim trudem. Każdy stopień wydawał się być dla niej wyzwaniem nie do pokonania. Przystanęła kilka stopni od nich i spoglądając na nich złapała kilka oddechów, a później znów podjęła walkę…
Ustąpili jej miejsca, a gdy przechodziła obok nich poczuli niesamowity smród, który się od niej unosił.
Pewnie nie dba o swoją higienę jak tysiące ludzi w tym kraju. Pomyślał Alex i odwrócił głowę, aby nie czuć tego dłużej.
Kobieta wyminęła ich i otworzyła kluczem drzwi do mieszkania na wprost tego, które należało do Pióra, mężczyzny na którego czekali.
Zatrzymała się nagle, choć ciągle wydawało się jakby się nie poruszała, jakby każdy jej ruch spowolniony był jak na filmie fantastycznym, wyreżyserowanym przez dwóch znanych braci.
Spojrzała z zaciekawieniem na Xaviera i wpatrywała się w niego przez kilka chwil.
- Ja cię znam – powiedziała, a jej twarz prawie się nie poruszyła. Jej mimika twarzy wydawała się jakby zastygła.
- Mam na imię Xavier. Najmocniej przepraszam, ale ja nie potrafię sobie pani przypomnieć. Poznaliśmy się kiedyś? – przybrał sympatyczny wyraz twarzy.
- Byłeś tu z taką panną – i znów żadnej emocji. – Gadaliście z tym tu – wskazała z ociąganiem na drzwi należące do Pióra. – To nie była ta. Taka inna była tamta… – wyjaśniała dalej stara kobieta.
- Owszem byłem tutaj z koleżanką i to nie była ta, która jest tu ze mną teraz, ale pani nie widziałem – Xavier uśmiechnął się w jej stronę.
- A… no bo ja byłam w domu… gapiłam się na was przez tę dziurę – wskazała palcem na wizjer w drzwiach. – Coście od niego chcieli? – zapytała wścibsko.
- Przykro mi, ale nie mogę o tym rozmawiać – wyjaśnił Xavier.
- Już ja wiem… wiem dobrze… Przychodzą tu do niego różni ludzie. Same problemy z tym gnojem – kobieta postanowiła wejść do mieszkania. – Może ten, co go zabrał zrobi z nim porządek – jedna noga znalazła się za progiem.
- Proszę poczekać! – krzyknął Xavier.
- Nie mam czasu na gadanie z wami – odpowiedziała niespiesznie kobieta.
- Proszę. Czy widziała pani dzisiaj sąsiada? – Xavier podbiegł do niej.
- Może widziałam… nie wasza sprawa! – chciała zamknąć drzwi, ale Xavier nie pozwolił jej na to.
- Co robisz gnoju? – wzburzyła się, widząc jego ręką na swoich drzwiach.
- Musi nam pani pomóc – nalegał.
- Nic nie muszę. Puszczaj to, bo zadzwonię po policję.
- Ja jestem z policji – wtrącił się Alex.
- Do czego to doszło? – niewzruszona twarz starej kobiety zatrzymała się, aby oczy mogły spojrzeć na legitymację policyjną, która pojawiła się w dłoni sierżanta. – Do czego doszło, żeby policja z takim gnojem… - przeniosła wzrok na Xaviera.
- Prosimy tylko o krótką rozmowę – Alex spojrzał błagalnie na jej starą twarz.
- No… - podsumowała krótko, wyczekując.
- Czy widziała pani dzisiaj sąsiada? – powtórzył Xavier.
- Z nim nie będę gadała – stara kobieta stała niewzruszona.
- Czy widziała pani dzisiaj sąsiada? – powtórzył po Xavierze, Alex.
- Tak – krótka odpowiedź nie zadowoliła nikogo poza nią samą.
- W jakich okolicznościach to miało miejsce? – dopytywał Alex.
- No… jak to no… ja byłam u siebie i ktoś przyszedł do niego, no to wyjrzałam przez to – znów wskazała na wizjer w drzwiach.
- Co było dalej? – Alex zadawał pytania z coraz większą niecierpliwością.
- No… jakiś typ przyszedł do niego i go zabrał… taki… no taki starszy niż mój sąsiad.
- Zabrał go? – zdziwił się Xavier.
- Już powiedziałam, że z tobą gnoju, rozmawiać nie będę – stara kobieta skrzyżowała ręce na piersi.
- Czy zabrał go w przyjazny sposób? – Alex znów pytał.
- Nie wiem. Niósł go.
- Niósł? – sierżant miał wielokrotnie styczność z ludźmi jej pokroju. Trzeba dostosować się do ich trybu prowadzenia rozmowy, inaczej może być trudno czegoś się dowiedzieć.
- No… normalnie. Wlekł go. Tamten chyba spał, albo znowu był naćpany.
Xavier nie czekał. To wydawało się aż nazbyt podejrzane. Złapał za klamkę mieszkania Pióra i szarpnął.
Drzwi ustąpiły.
- Jak wyglądał ten drugi mężczyzna? – Alex również zrozumiał, co się tu stało. K dowiedział się o tym, że ktoś go szuka i że Pióro wie gdzie może się znajdować. Przyszedł po niego. Porwał go i kto wie, co mógł mu zrobić.
- Starszy niż wy. Dosyć paskudny z mordy, ale dobrze ubrany. Twojego wzrostu – kiwnęła głową na Alexa.
- Kiedy to było? – Xavier zapytał wchodząc do mieszkania, które wcześniej otworzył.
- Już mówiłam, że z tobą gnoju…
- Proszę odpowiedzieć – Alex nie pozwolił jej dokończyć.
- No… dobra… spokojnie… dzisiaj rano to było.
- Dziękujemy za pomoc – podsumował sierżant, a stara kobieta nic już nie powiedziała, tylko weszła do siebie i zamknęła drzwi, a później przywarła do nich, spoglądając przez wizjer w nadziei, że wypatrzy jakąś sensację.
Tatiana i Alex weszli za Xavierem.
Mieszkanie było umeblowane porządnie jak na tę okolicę.
Pióro musiał mieć niezłe źródło dochodu. Stwierdził w myślach Alex.
- Żadnych śladów walki – powiedział Xavier, rozglądając się po mieszkaniu.
- Zgadza się – odpowiedział Alex. – Może to nie było porwanie. Może to nie K za tym stoi.
- To na pewno on. Tamta kobieta powiedziała, że był dobrze ubrany. W tej okolicy nie ma takich ludzi. Nie zamknął drzwi na klucz. Gdyby to był jakiś jego znajomy, nie zostawiłby mieszkania otwartego. To musiał być K – Xavier w pewnym sensie wyręczył sierżanta, odgadując co tu się wydarzyło. – Przyszedł po niego, bo dowiedział się, że go szukamy, i że to on doprowadził nas do magazynu.
- Jedźmy do tego magazynu – Alex jak zwykle wydawał się w gorącej wodzie kąpany.
- Nie teraz – Xavier ostudził jego zapał. - Jest ciemno. Będzie mi trudno tam trafić. Szukanie śladów o tej porze również nie będzie łatwe. Poza tym jesteśmy wszyscy zmęczeni.
- Co więc proponujesz? – Alex już praktycznie całkowicie oddał dowodzenie.
- Wróćmy do hotelu i prześpijmy się, a z samego rana zabiorę was do lasu – nie wiedział czy dobrze robi odwlekając to. Sophie mogła przecież cierpieć. K mógłby ją zabić przez jego ociąganie się. Uspokoił się jednak. Skoro nie zabił jej odkąd ją porwał, to nie zrobi tego w ciągu najbliższych kilku godzin. Chyba…





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz