Rozdział 46


Poprzedni rozdział


Okolice Rzeszowa, 8 listopada 2013r.
godz. 17.59


K pośpiesznie krzątał się po kompleksie. Wszystko brało w łeb. Nie mógł tutaj zostać. Musiał uciekać póki jeszcze jest taka możliwość. Xavier był już bardzo blisko. Odnalazł Pióra. Dotarł do magazynu. To ostatni dzwonek, aby przenieść się w inne miejsce. Nie chciał pozostawiać swojego przybytku. Czuł się tu znakomicie. Mieszkał, pracował, odpoczywał… to miejsce było dla niego bardzo ważne, a jednak musiał je opuścić.
- Cholerny Xavier – burknął do siebie wsłuchując się w kompozycje Mozarta. O dziwo teraz ta muzyka nie przynosiła mu już ukojenia jak wcześniej. Wsłuchując się w nią wydawało mu się jakby nic nie słyszał. Jakby igła gramofonu nie stykała się z płytą winylową.
Dziś unieszkodliwił dilera, który mógłby jeszcze namieszać. Udał się do niego i uśpił, a później zaciągnął do Jeepa i przywiózł tutaj. Wiedział co z nim zrobi, ale najpierw musiał dowiedzieć się, co im powiedział. Dowiedzieć się co właściwie wiedział na jego temat.

Cela była niewielkim pomieszczeniem, w którym panował wieczny mrok. Metalowe drzwi skrywały chudego mężczyznę na przestrzeni metra sześciennego.
K wykorzystał celę po raz drugi. Wcześniej zamknął tutaj jedną ze swoich ofiar. Miała myśleć nad życiem w odosobnieniu, ciemności i wśród otaczających ją ścian, które nie pozwalały nawet wstać i rozprostować kości.
Teraz wykorzystał pomieszczenie, aby przechować w nim ledwo żywe ciało mężczyzny, który prawie go pogrążył.
K otworzył drzwi i nachylając się, złapał za rękę więźnia. Pociągnął brutalnie, a tamten przetoczył się i upadł na ziemię przed nim.
Nie chciał, aby Anna była świadoma faktu, że mają nowego gościa, dlatego prowadził go, lewą ręką kneblując mu usta.
Pchnął, a Pióro wpadł do biblioteki.
Biblioteka K liczyła setki wybitnych dzieł z różnych dziedzin. Przeczytanie tego wszystkiego zajęło mu sporo czasu, ale był z siebie dumny. Wiedza, którą posiadł dzięki książkom w pewnym stopniu go ukształtowała. Sprawiła, że rozwinął swój intelekt i znalazł się za jej pośrednictwem tu, gdzie jest teraz.
Trzy ściany biblioteki zasłonięte zostały półkami, na których kontrastowały ze sobą kolory oprawionych książek. Po środku stał stolik a na nim lampka. Obok jedno wygodne krzesło. Podłoga przyozdobiona została bordowym dywanem.
- Co im powiedziałeś? – zapytał stonowanym głosem K.
- Ja… ja nic… - usiłował odnaleźć się w rozświetlonym pomieszczeniu. Jego oczy przywykły do ciemności i nie widział wyraźnie twarzy K.
- Chcę wiedzieć dokładnie wszystko, co im powiedziałeś.
- Komu powiedziałem…? – Pióro wiedział doskonale o co chodzi mężczyźnie ubranemu na czarno, ale postanowił zataić prawdę. Wydawało mu się, że to jedyna droga do utrzymania się przy życiu.
K wyciągnął, ukrywany za pasem pistolet i dokręcił do niego tłumik.
- Proszę po raz ostatni – wymierzył w głowę Pióra, który otworzył szeroko oczy w wyrazie przerażenia.
- Oni… musiałem im powiedzieć – usprawiedliwiał się chudzielec. – Znaleźli mnie… nigdy nikomu bym nie powiedział… nigdy nikomu nie powiedziałem… - zaczął drżeć. – przez te wszystkie lata… nikomu.
- Świetnie. Doceniam to, ale chciałbym wiedzieć co oni wiedzą – ton głosu K pozostawał beznamiętny.
- Tylko tyle, że widziałem cię dwa razy – strach wziął górę. – Raz jak… - zawahał się. – Jak rozmawiałeś z kobietą na ulicy…
- Jak ją porwałem – sprostował K.
- Nie obchodzi mnie co zrobiłeś… naprawdę – lęk Pióra narastał.
- Mów dalej.
- No i drugi raz w pobliżu opuszczonego magazynu w lesie. To wszystko. Ja nic…
- Czy to na pewno wszystko? – K przez cały czas wydawał się być ostoją spokoju.
- Tak. To wszystko. Nic więcej nie wiedziałem, więc jak miałbym im coś powiedzieć? Ja…
Drżący coraz bardziej ze strachu Pióro nie dokończył swojego wywodu. Pistolet wypalił, a kula przebiła na wylot jego czaszkę i utkwiła w jednej z książek za nim.

K pozostawił zwłoki dilera w bibliotece. Nie miał czasu na porządki. Nie było w tym celu…
Znalazł Annę w jej pokoju. Leżała w samej bieliźnie. Nie okryła się, gdy on wszedł. Widział ją taką wiele razy. Nigdy do niczego między nimi nie doszło, chodź bardzo by tego chciała, ale mimo to znał jej ciało jak swoje własne. Wiele razy przechadzała się po korytarzu całkiem naga, aby zwrócił na nią uwagę… aby pchnął ją pod ścianę i wydymał tak jak nikt przed nim. Wiele razy służyła mu naga do różnych dziwnych eksperymentów. Nigdy nie posunął się nawet o krok za daleko. Zawsze opanowany. Zaczęła nawet myśleć, że jest impotentem…
- Anno, musimy szybko wyjechać – zwrócił się do niej.
- To przez tego mięśniaka, który nas tu znalazł? – przejęła się.
-Tak. Tamten mężczyzna nie zrobił tego z własnej inicjatywy. Za tym wszystkim stoi Xavier. Niebawem dotrze do nas. Musimy wyjechać. Masz dwie godziny na spakowanie swoich rzeczy. Spotkamy się przy Jeepie.
- Co z nimi? – miała nadzieję, że zabije Sophie i Kostkę. Miała nadzieję, że wreszcie stanie się to czego pragnęła.
- Nie martw się tym. Nie wybiorą się w podróż razem z nami – wyszedł.

K zabrał kilka przedmiotów z laboratorium, którego ściany widziały już nie jedno i skierował się w stronę pokoju, gdzie przebywała Kostka.
- Witaj Tamaro – powiedział, lecz nie usłyszał odpowiedzi. Kostka znajdowała się od jakiegoś czasu w nieprzerwanym transie, spowodowanym przyglądaniem się specyficznemu filmowi i odurzeniu narkotykiem.
Wyciągnął strzykawkę napełnioną specyfikiem, który przygotował specjalnie na takie ewentualności wiele miesięcy temu. Substancja miała za zadanie utrwalić zmiany w mózgu. Po wstrzyknięciu jej w ciało Kostki, dziewczyna nigdy nie odzyska już władzy nad tym najważniejszym ludzkim narządem. Na zawsze pozostanie w stanie, w którym znajduje się teraz.
Nakłuł i wcisnął tłoczek, a później wyszedł.

Sophie od kilku dni leżała przywiązana do łóżka. Była niedożywiona i zmęczona.
- Sophie, nasza przygoda dobiega końca – odezwał się K, zaraz po tym jak wszedł do środka.
- Wreszcie mnie zabijesz? – miała taką nadzieję. Nie chciała już dłużej żyć ze świadomością, że nigdy nie będzie już taka jak wcześniej. Na początku chciała spotkać się jeszcze raz ze swoim ukochanym, a później dopiero odebrać sobie życie, ale uświadomiła sobie, że to niepotrzebne. Nie chce pokazać mu się w takim stanie. Chce, aby zapamiętał ją taką jaką była kiedyś. Piękną, rozmarzoną kobietą. – Zabij mnie ty skurwielu!
- Nie tak szybko – K zbliżył się do niej. – Miałem taki zamiar, ale dam szansę Xavierowi. Jeżeli zjawi się tu na czas, to cię uratuje. Zaraz wracam – zawrócił do wyjścia.
- Nie chcę…! Zabij mnie! Zabijjj! – krzyczała, ale on nie zareagował.
Zniknął na chwilę i wrócił pchając przed sobą stojak z kroplówką.
- Trucizna – wskazał na przeźroczysty woreczek zawieszony na stojaku. -  Jeśli cię to oczywiście interesuje.
- Proszę! Zabij mnie! Nie chcę żyć! Proszę! – błagała. Nie chciała, aby znęcał się nad Xavierem. Nie chciała, aby mężczyzna cierpiał z jej powodu jeszcze bardziej.
K nie zareagował. Podpiął kroplówkę.
- Miałem wielkie nadzieje, co do twojej osoby Sophie. Przykro mi, że nam się nie udało. Au revoir Sophie! Au revoir!
- Błagam. Zrób to! Zabij mnie!

Spakował najpotrzebniejsze z jego punktu widzenia rzeczy i załadował do bagażnika Jeepa.
Zostało mu kilka minut do godziny dwudziestej, do godziny na którą umówił się z Anną.
Wrócił po raz ostatni posłuchać muzyki.
Mozart znów wypełnił pomieszczenie. Tym razem słyszał dźwięki. Delektował się nimi i myślał.
Xavier pojawi się tu, gdy Sophie będzie bliska śmierci. Zdąży się z nią pożegnać. Odnajdą też Tamarę Kostecką, która nie będzie nadawała się do rozmowy. Zamknął oczy. Nie ma tu nic, co mogłoby naprowadzić Xaviera i jego bandę na mój ślad… nawet na ślad Anny. Dobrze. Nie znajdą mnie. Za jakiś czas znów wezmę się do pracy. Anna mi pomoże i znów będziemy mogli zająć się szukaniem sposobu na odmienienie świata. Nie. Muszę coś zrobić z Xavierem, policjantem i dziwką. Nie mogą znów mi przeszkodzić, a na pewno będą chcieli to zrobić. Muszę się nimi zająć. Pojadę z Anną do chatki. Zadomowimy się i odpoczniemy, a później wrócę i dokończę sprawy. Przeczekamy w chatce i jeśli okaże się, że nikt nie wie o kompleksie… to poczekamy jeszcze jakiś rok, a później bezpiecznie tu wrócimy. Jeśli ktoś jednak odnajdzie kompleks, będę musiał poszukać czegoś nowego. Chatka raczej nie nadaje się do moich celów.
Otworzył oczy i wstał. Wyłączył gramofon i udał się do garażu.
Anna już na niego czekała. Spakowana, gotowa do drogi. Bez żadnych pytań wsiadła do Jeepa. K otworzył bramę wjazdową, a później uniósł dechę, która zakrywała wjazd. Wsiadł i wyjechał na zewnątrz, a później znowu wysiadł. Zamknął bramę i przykrył ją.
- Powiesz mi co z nimi? – zapytała Anna, gdy opuścili las.
- Tamara na zawsze pozostanie warzywem, a Sophie umrze za kilkanaście godzin – zdenerwował się. Wiedział, że Anna tego oczekiwała, że tego chciała. Chciała śmierci kobiet. Nie tego ją uczył. Anna nie stała się tym, kim chciałby, aby się stała. Teraz był już pewien – jesteś zadowolona?
- Konstancjuszu, wiesz, że nie o to mi chodziło – starała się ukryć radość, która ją wypełniała, ale przed nim nie da się nic ukryć. Wiedział, że kłamie. Musi zająć się tym później.

Jeep Cherokee poruszał się po asfaltowej nawierzchni, przez długi czas.
Nic nie przyciągnęło uwagi kierowcy, ani kobiety, która siedziała obok. Ich myśli krążyły wokół jednej... Nowy początek.
Nic nie przyciągnęło uwagi kierowcy, ani kobiety która siedziała obok…
Z niewielką prędkością minęli zieloną tablicę, która głosiła, że znaleźli się na terytorium miasta na P.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz