Rozdział 48


Poprzedni rozdział


Okolice Rzeszowa, 9 listopada 2013r.
godz. 6.40


Wstali przed świtem, aby nie tracić czasu. Teraz gdy słońce ukazało się na horyzoncie, Xavier wskazał palcem na magazyn, który znajdował się przed nimi.
Odziani ciepło w ten chłodny poranek, podeszli do bramy, która wcześniej zamknięta na kłódkę, teraz pozostawała otwarta.
- W środku nic nie ma – Xavier zwrócił się do Alexa.
- To już wiem. Jesteśmy tu po to, żebym sam mógł się temu przyjrzeć – Alex uchylił bramę i powoli wszedł do środka.
- Pójdę z nim – powiedziała Tatiana, zerkając bez wyrazu na Xaviera i podążyła za sierżantem.
Jedyny pozostały na zewnątrz mężczyzna rozejrzał się i chciał ruszyć za pozostałą dwójką, jednak jego uwagę przykuło coś dziwnego. Coś, czego nie widział od bardzo dawna.
Prawie nie dostrzegł symbolu, którym posługiwał się wiele lat temu. Symbolu, którego używał w dziecięcych zabawach.
Na ziemi przed nim leżał kamień, a na nim ktoś namalował okrąg z wykrzyknikiem w środku. Xavier przypomniał sobie jak w dzieciństwie bawił się z kolegami. Jeden z nich ukrywał gdzieś liścik i malował taki właśnie znak, a inni starali się go odnaleźć. Był dobry w takie zabawy. Zawsze dopinał swego. Nikt tak jak on nie odnajdywał ukrytych listów.
Myślał, że już nikt się tak nie bawi. Myślał, że dzieci w tych czasach poświęcają czas na gry komputerowe, a jeśli nie stać je na to, piją, palą, ćpają. Tym większe było jego zdziwienie, gdy przekonał się, że jest inaczej.
Nie śpieszyło mu się. Alexowi zajmie chwilę nim uzna, że wewnątrz hali nie ma nic godnego uwagi.
Podniósł kamień. Była. Złożona na cztery kartka papieru. Uniósł ją i rozwinął.
Zaczął czytać, a jego zdziwienie narastało z każdym zarejestrowanym słowem.

Alex Darski wszedł do magazynu i zobaczył dokładnie to, co powiedział Xavier. Pusta, wysoka hala. Brud, wybite okna i mnóstwo słupów podtrzymujących dziurawy dach. Miejsce nie nadawało się do życia. Xavier miał rację, nic tu nie znajdę. Jednak szedł dalej i słyszał jak podąża za nim Tatiana. Stąpali po suchych liściach, które wleciały tutaj i nie mogły się wydostać.
Doszli do końca.
Prawie pięćdziesięciometrowa hala kończyła się wysoką ścianą, z której całkowicie odpadł tynk, ukazując czerwoną cegłę.
- Nic tu nie ma – Alex tracił nadzieję.
- Może źle szukamy – padła mało przekonująca odpowiedź z ust Tatiany.
- Źle? Przecież widzisz sama… nic tu nie ma.
Tatiana przestała się oszukiwać i uznała, że dalsza rozmowa na ten temat nie ma sensu.
Zawrócili.
- Co to za skrzynia, policjancie? – wskazała na wielkie drewniane pudło, które znajdowało się kilka metrów przed nimi.
- Myślisz, że K w niej mieszka? – sarkastyczne pytanie Alexa zdenerwowało Tatianę.
- Myślałam, że szukamy śladów – złożyła ręce na piersi i przyspieszyła kroku.
- Poczekaj – próbował zatrzymać ją Alex, który uświadomił sobie, że miała rację. Powinni przeszukać wszystko, a nie tylko po łebkach rozejrzeć się i wyjść. – Masz rację, zobaczmy co to – krzyknął za Tatianą.
- A co? Myślisz, że K mieszka w tym pudle? – odpowiedziała zadziornie, ale ruszyła w stronę skrzyni.
Zatrzymali się prawie równocześnie i gdy tylko spojrzeli na skrzynię, wiedzieli… Wiedzieli, że coś pod nią jest… Kwadratowa, drewniana, przybrudzona skrzynia o wysokości półtora metra różniła się od otoczenia. Różniła się nawet od takich samych skrzyń spiętrzonych przy przeciwległej ścianie budynku. Skrzynia, przy której stali, w przeciwieństwie do wszystkiego innego w magazynie, nie była pokryta grubą warstwą kurzu. Dlaczego nie zauważyli tego wcześniej?
- Brawo Tatiano – Alex uśmiechnął się do niej.
- Może to odsuniesz – kiwnęła głową na pudło, udając urażoną za to jak ją potraktował.
Alex chwycił mocno i odsunął drewniany rupieć. Nie był ciężki. Poszło jak z płatka.
- Xavier! Szybko! Chodź tutaj!– zawołał sierżant w stronę wyjścia, kiedy ujrzał co skrywała skrzynia.

Podniósł wzrok znad kartki papieru, kiedy usłyszał głos Alexa. Niemożliwe. Nie mógł tam przecież nic znaleźć.
Minął bramę i pobiegł przez halę w stronę kucającej Tatiany. Patrzyła na coś w skupieniu.
- Macie coś? – zapytał będąc w pół drogi do nich.
- Sam zobacz! – Alex wydawał się być podekscytowany.
Dobiegł i gdy zobaczył to, czemu się przyglądali, oniemiał.
W podłodze znajdował się prostokątny właz, który prowadził do podziemia magazynu. Nie był pordzewiały i stary jak wszystko wokoło. Nowy, metalowy element wyróżniał się w sposób znaczący. Do otwarcia potrzebny był klucz… potrzebny był kiedyś. Ktoś niedawno zniszczył zabezpieczenie i teraz wystarczyło tylko podnieść właz i wejść do środka. Mściciel. Zamyślił się Xavier. To on to zrobił. To znaczy, że dostał się do środka. Co tam się wydarzyło? Odnalazł K? Co z Sophie? Skoro tam wszedł, to Sophie może już nie żyć.
Odepchnął Tatianę, która stała mu na drodze i szarpnął właz. Z trudem uniósł go i zobaczył drabinkę prowadzącą w mrok.
- Co robisz? – Alex wydawał się zaniepokojony zachowaniem Xaviera. – Tam może być K, pójdę pierwszy, mam broń… - ale Xavier schodził już w dół.
Alex wyciągnął P-99, swoją służbową broń i powtórzył to, co przed chwilą zrobił jego towarzysz. Tatiana zeszła jako ostatnia. W opiętych na jej seksownym tyłku spodniach wyglądała zjawiskowo, jednak Alex, mimo że pomógł jej pokonać ostatnie stopnie, był tak zaaferowany, że nie zwrócił na to uwagi. Widział tę część jej ciała już kilkukrotnie i zawsze rozgrzewała go do czerwoności, ale nie dzisiaj… nie teraz. Teraz jedynym, co goniło po jego głowie była myśl o K. Wreszcie odnaleźli jego kryjówkę. Nie był pewien, ale wierzył w to całym sobą.
Przeszli kilka metrów podziemnym tunelem oświetlając drogę latarką Alexa i zatrzymały ich drzwi. Zatrzymały tylko na krótką chwilę, bo jak się okazało Mściciel poradził sobie również z zamkiem, który w nich się znajdował.
Teraz znaleźli się w długim korytarzu z kilkoma drzwiami po lewej i prawej.
Xavier podbiegł do pierwszych z nich i szarpnął za klamkę. Ustąpiły. Gramofon, krzesło. Tutaj go nie było. Szybkim krokiem podszedł do następnych. Biblioteka. Stanął jak wmurowany, a za nim to samo uczynili Alex i Tatiana, która miała dosyć takich niespodzianek. Ciało Pióra, z wielką dziurą w czaszce leżało w kałuży krwi. Nie podeszli i nie sprawdzili czy jeszcze żyje. To nie miało sensu. To było jasne, że nie mógł tego przetrwać. Biedny facet. Pomyślał Alex, a Tatiana starała się nie skupiać na tym, co zobaczyła. Odwróciła wzrok. Zdziwiło ich zachowanie Xaviera, który teraz jeszcze bardziej przyspieszył i nie przejął się zbytnio zamordowanym.
Dalej były małe, otwarte drzwi, które skrywały niewielkie pomieszczenie, gdzie człowiek zmieściłby się z trudem. Nie zatrzymał się, tylko biegł w stronę kolejnych, jakby wpadł w furię, amok… jakby nie widział niczego dookoła… tylko machinalnie poruszał się po kompleksie.
Łazienka, kuchnia, pokój z łóżkiem nie używany przez nikogo od dawna i nagle… pomieszczenie wyglądające jak sala szpitalna ze stołem operacyjnym pośrodku. Co on jej zrobił? Skurwiel! Myśli Xaviera nie układały się w logiczną całość. Coraz bardziej rozbiegane, skupiały się wokół wyobrażenia Sophie, która poddana została jakimś przerażającym eksperymentom. Oby nic jej się nie stało! Pomyślał z nadzieją i otworzył kolejne drzwi. Znów ciemność. Poświecił latarką i odnalazł włącznik światła.
Na łóżku leżała dziewczyna. Żywa dziewczyna. Nie zwróciła jednak uwagi na niespodziewanego gościa. Wpatrywała się tylko w sufit.
- Kim jesteś? – zapytał Alex, który wszedł do pokoju w chwilę po Xavierze.
Żadnej odpowiedzi. Poruszała tylko nieznacznie głową i nie reagowała na nich.
- Słyszysz mnie? – znów przemówił i znów nie usłyszał odpowiedzi.
- To nie ma sensu… - Xavier zawrócił do wyjścia. – Spójrz na jej oczy – dodał.
Alex zrobił to, co mu polecono. Młoda kobieta patrzyła, ale nie widziała. Jej oczy były martwe, choć się poruszały. Nie była w stanie nawiązać kontaktu z otoczeniem. Jej tępe spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości… Odnalazła nowy świat. Nikt jednak nie dowie się: lepszy, czy gorszy.
- Wrócimy po ciebie – wyszeptała Tatiana, kiedy opuszczali pokój.

Szok jaki wywarło na Xavierze otwarcie kolejnych drzwi nie równał się z tym, co mógłby sobie wyobrazić w najśmielszych snach. W objęciach Morfeusza, z których budzi się przerażony i spocony w środku nocy nie byłby w stanie stworzyć obrazu jaki teraz miał przed sobą.
Sparaliżowany i zrezygnowany, czujący ból jakiego nigdy nie odczuwał patrzył na kobietę, która leżała przywiązana do łóżka, patrząc na niego przez chwilę… później odwróciła głowę, aby nie mógł zobaczyć jej twarzy.
Podbiegł i z wielką czułością odpiął kroplówkę, która prawie w całości wypełniła ciało kobiety.
Tatiana i Alex stanęli osłupiali w drzwiach i przypatrywali się osobliwej scenie, która była dla nich jednoznaczna. Xavier nie robił tego wszystkiego, bo taki miał kaprys. To nie była fanaberia milionera, znudzonego życiem, który potrzebuje adrenaliny. Nie pomagał odnaleźć K, bo tak… on miał bardzo ważny powód, by uczestniczyć w śledztwie. Teraz było jasne. Powodem tym była spętana kobieta. Kobieta oszpecona niemiłosiernie, odwracająca się, aby na nią nie patrzeć.
Xavier schwycił ją za rękę obiema swoimi dłońmi, a ona chwilę później powoli odwróciła się do niego, ukazując tym samym brak nosa i uszu oraz wielką bliznę zamiast twarzy, którą znał i którą kochał.
- Uciekł – powiedziała Sophie, a z lewego oka Xaviera popłynęła pojedyncza łza. Łza, która opadła na ich splecione dłonie.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz