Rozdział 49


Poprzedni rozdział


Gdzieś w Polsce, 9 listopada 2013r.
godz. 7.15


Mała, drewniana chatka, niezwłocznie wymagająca remontu, przywitała ich zimno, zaraz jednak napalili w kominku i zjedli ciepły posiłek. Dotarli tu w nocy, więc szybko poszli spać.
Przed siódmą obudził się Konstancjusz i poruszając się bezgłośnie, dorzucił do kominka, ubrał się… zerknął na nagą Annę, która tocząc nocne boje ze zmorami sennymi, odrzuciła kołdrę i teraz leżała jak ją ewolucja stworzyła… z rozłożonymi nogami i niewielkim owłosieniem między nimi.
Konstancjusz był świadomy, że prawie każdy mężczyzna wykorzystałby taką okazję. Tym bardziej, iż wiedział doskonale, że Anna marzy o tym, aby wypełnił ją nasieniem…
Konstancjusz nie był impotentem, ani eunuchem. Konstancjusz odczuwał pożądanie. Konstancjusz odczuwał pożądanie względem Anny, jednak wiedział, że to może zepsuć ich relacje. Relacje, które budował bardzo długo. Nie chciał, aby postrzegała go inaczej niż jako swojego mentora. Poczuł drgnięcie w spodniach, gdy przyglądał się jej jędrnemu biustowi.
Wyszedł.
Stanął przed chatką i napełnił płuca świeżym powietrzem.

Kiedy około dziesiątej wstała Anna, zjedli śniadanie.
Nie ubrała się. Ogień płonął i nie odczuwała zimna, ale nie to nią kierowało.
Konstancjusz nic nie powiedział. Udawał, że nie zwraca na to uwagi.
Kiedy przełknął ostatni kęs kanapki z serem i pomidorem, nie wytrzymała:
- Czy ja cię nie pociągam? – zapytała podniesionym głosem. – Kiedy tylko mogę macham ci przed oczyma cyckami i dupą, a ty nie reagujesz! Nie możesz jak prawdziwy facet mnie zerżnąć?
Oburzył go jej wybuch. Wstał od stołu tak gwałtownie, że krzesło, na którym wcześniej siedział przewróciło się z głośnym łupnięciem.
Nie nakrzyczał na nią. Nic nie powiedział, tylko skierował się do wyjścia.
- Przepraszam Konstancjuszu, ja tylko… - Anna, która zdążyła się opanować i przypomnieć sobie, że nie jest jej kochankiem, tylko mistrzem… że on tu rządzi, a ona nie ma nic do gadania, chciała się wytłumaczyć, ale nie zdążyła.
Z hukiem zatrzasnął za sobą drzwi.

Nadszedł wieczór, a jego nie było. Zaczynała się martwić. Gdzie mógł pójść? Do miasta? Musiałby zejść kilkaset metrów w dół, a później wdrapać się  z powrotem. Myślała, że mają tu odpoczywać, a nie urządzać sobie wyczerpujące wycieczki. Z drugiej strony musieli coś jeść. Może zszedł uzupełnić zapasy.
Ubrała się i wyszła przed chatkę.
Co teraz będzie? Poddała się potokowi myśli. Wiele osób nas szuka. Xavier, tamten policjant… skoro policjant to inni też. Robi się niebezpiecznie. Spojrzała przed siebie i starała się rozróżnić pojedyncze drzewa. Nie była w stanie. Las poniżej był jednolitym tworem. Nasze poczynania nie są już anonimowe jak wcześniej. Pewnie dostali się już do kompleksu i odnaleźli… miejmy nadzieję, zwłoki tych dwóch dziwek. To się Xavier musiał zdziwić. Uśmiechnęła się, czując radość. Kurwa. Niech ich szlag. Tam było idealnie. Ukryty pod ziemią kompleks. Nikt nie wiedział o jego istnieniu. Czułam się tam dobrze, bezpiecznie. A to? Co to ma być? Odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzała na stary, drewniany, domek. Żenada. Co prawda możemy się tu ukrywać przez jakiś czas, ale nie wiecznie… Przynajmniej jest ciepło. Kominek nieźle grzeje. Wieczorami będzie romantycznie przy świetle ogniska. Może wreszcie się odważy. Może dobierze mi się do majtek. Co z nim jest nie tak? Każdy inny na jego miejscu już dawno… może mu się zwyczajnie nie podobam. Wróciła do środka i podeszła do starego lustra w srebrnej oprawie. Rozebrała się do naga i spojrzała. Jestem niezłą laską. Co jest z nim? Może się krępuje. Może to dlatego, że w kółko paraduję przed nim z gołą dupą. Może to on chce być zdobywcą. Może chce wyzwania. Założyła majtki. Tak będzie dobrze. Wróci i będzie musiał ściągnąć to ze mnie. Wystarczy? Może jeszcze stanik? Nie. Po tym jak chodziłam naga, może odebrać to na opak. Pomyśli, że już nie jestem zainteresowana. Co ja robię? Przecież i tak nic z tego nie będzie. Jest profesjonalistą. Ma cel. Jestem dla niego tylko obiektem…

*

Konstancjusz wdrapywał się pod górę niosąc dwie torby zakupów spożywczych.
Co ona sobie myśli? Odmieniłem jej życie. Gdyby nie ja miałby ją każdy, kto byłby w posiadaniu działki jakiegoś  narkotyku. Pozwoliłem jej zostać ze mną. Pozwoliłem jej uczestniczyć w moim przedsięwzięciu. Poznała mnie. Wie co lubię i czego nie toleruję. Dlaczego po prostu nie może mi się odwdzięczyć? Tyle jej dałem, a ona chce więcej. Seks? Z nią? Nigdy. Dlaczego? Nie jest brzydka. Całkiem niezła z niej kobieta. Piękne ciało, ale umysł… Nie jest najbystrzejsza. Wiele nie rozumie. Nie potrzebuję kobiety. Dlaczego? To nie ma być moja żona, tylko kochanka. Poślizgnął się i upadł na kolana w śnieg, zaraz jednak podniósł się i kontynuował podróż. Nie. To zbędne. Co z tego, że Anna ma swoje potrzeby? Niech pójdzie i załatwi to z kimś innym. Każdy zdrowy facet pójdzie z nią do łóżka. Ja nie mam potrzeb? Kiedy ostatnio to robiłem? Nie pamiętam. Może… Nie… to same problemy. Za dużo sobie pomyśli i uzna, że będziemy razem już zawsze. Z drugiej strony chętnie bym z nią… To mogłoby być przyjemne. Tym bardziej, że aktualnie nie mamy nic innego do zrobienia. Moglibyśmy spróbować. Mógłbym spróbować.

*

Anna ubrana jedynie w skąpe majtki przykucnęła przy kominku i dorzuciła trochę drewna. Nagle ktoś mocno pchnął drzwi. Odwróciła się szybko i zobaczyła Konstancjusza w brudnych spodniach taszczącego dwie ciężkie torby.
- Co się stało? – zapytała, a on upuścił bagaż i zdejmując kurtkę, nogą kopnął drzwi, które się zamknęły. Za kurtką powędrowały spodnie i koszula.
Anna pierwszy raz zobaczyła Konstancjusza w samych bokserkach.
Zmienił zdanie? Zapytała sama siebie, a ciśnienie jej krwi znacznie wzrosło.
Ściągnął bokserki i zbliżył się do niej. Penis nie drgnął.
Pchnął ją na nieheblowaną podłogę i uklęknął. Oparł jej nogi na swoich ramionach i zdarł z niej majtki. Owłosienie, które miała rano, zniknęło. Nie próżnowała. Pomyślał i rozwarł jej nogi.
Chciał ją spenetrować, ale na dole nic się nie wydarzyło. Sprzęt nie funkcjonował tak jak należy. Może za sprawą wieku, a może przez stresujący tryb życia.
Nastała krótka chwila napięcia, którą przerwała Anna.
- Coś się stało? Wejdź we mnie. Proszę. Marzę o tym. Potrzebuję…
- Przykro mi, ale coś ze mną nie tak – odpowiedział patrząc na swojego penisa. Scena byłaby dosyć komiczna dla przypadkowego obserwatora, ale nie dla nich. Oni chcieli to zrobić i nie mogli.
- Pomogę – powiedziała Anna i wykonała kilka ruchów, aby jej głowa znalazła się w pobliżu jego członka.
Nie protestował, kiedy wzięła go do buzi. Język zataczał okręgi, a penis powoli podnosił się z długiego letargu.
Anna otwierała usta coraz szerzej, a później znów się położyła i szeroko rozłożyła nogi. Była gotowa i dzięki jej pomocy, on również…
Złapał ją mocno i odwrócił. Drzazga z podłogi wbiła się jej w brzuch, ale nie przejmowała się tym. Dla niej ważna była tylko ta chwila. Ten moment, o którym śniła tyle razy. To wreszcie się działo. Uklęknęła na kolanach, a on wszedł w nią od tyłu. Poczuł niesamowitą przyjemność. Długo już tego nie czuł… zbyt długo…
Poruszał się coraz szybciej i szybciej aż zaczęła jęczeć.
Skończył szybciej niż ona, ale resztką sił dał jej rozkosz, a ona na koniec mocno go przytuliła.

*

Konstancjusz patrzył na księżyc w zimną noc.
Po co to zrobiłem? Jestem słabym człowiekiem. Strofował sam siebie. To nie tak miało być! Co we mnie wstąpiło? Teraz już nie będzie myślała o mnie jak o kimś lepszym, mądrzejszym, nieosiągalnym… Nie będę jej mentorem, tylko kochankiem. Tak właśnie będzie mnie postrzegała. Muszę zakończyć tę znajomość. Gdy tylko sytuacja się uspokoi, zostawię ją. Nie. Zna za wiele moich tajemnic. Muszę ją zabić. Anna. Anna… przyzwyczaiłem się do jej obecności. Może… nie! Muszę z nią skończyć. Jeszcze nie teraz, ale na pewno. Dostrzegł światła domostw poniżej. To musi być przyjemne, mieć dom, rodzinę… Z Anną mógłbym… Nie! Co ja…? Ci ludzie okłamują się przez całe życie. Myślą, że żyją, a ich egzystencja ma sens. Bezmyślni głupcy. Muszę się tym zająć, ale już bez Anny. Rozglądał się dookoła. Wszędzie ciemność. Powinienem co jakiś czas wyskoczyć i skorzystać z usług prostytutki. To co pokazała mi dzisiaj Anna… potrzebuję przyjemności raz na jakiś czas. Mózg pracuje lepiej… Tak. Raz na jakiś czas prostytutka, to dobry pomysł.

*

Anna przeciągnęła się na podłodze. Nic nie powiedział. Nie odezwał się ani słowem. Dziwne. Nie podobało mu się? Co za różnica? Mnie było bosko. Wreszcie się odważył. Wreszcie ten piękny, cudowny, mądry… oh… to było najlepsze, co przeżyłam. Czy to te majtki? Powinnam częściej nosić przy nim majtki. Roześmiała się. Muszę to z nim powtórzyć. A skoro to ze mną wreszcie zrobił, to chyba coś się zmieniło. Spojrzał na mnie jak na kobietę, a nie jak na królika doświadczalnego. Tak. To cudowne. Wreszcie. Mogę zamieszkać z nim nawet tutaj. Lepiej byłoby w innym miejscu, ale skoro jesteśmy poszukiwani, to może tu będzie najlepiej. Kocham go. Kocham. Muszę mu to powiedzieć. Pomógł mi odnaleźć się w życiu, a teraz… będziemy razem. Jestem szczęściarą. Może powinniśmy przestać zajmować się światem, a zacząć zajmować sobą… Może też o tym myśli. Na pewno. Kocha mnie? Nie przyzna mi tego, ale mnie kocha. Potrzebuje czasu, aby mi to powiedzieć. Będziemy mieli wiele czasu…

*

Konstancjusz wolnym krokiem wrócił do chatki.
Zjedli kolację, ale nie zamienili ze sobą ani słowa.
Później położyli się w jednym pokoju, ale każde w swoim łóżku.
Anna rozmyślała do późna o tym, co przeżyła dzisiejszego dnia i jak cudownie jej było. Rozmyślała o tym jak cudownie będzie teraz, gdy on się przełamał. Snuła wizje ich wspólnego życia.
Konstancjusz również nie zasnął od razu. Najpierw myślał o tym, że kobieta, która leży obok musi umrzeć. Jest już niepotrzebna i musi dokonać swego żywota. Później jego myśli powędrowały nieco dalej. Pomyślał o Xavierze i o tym, że przez niego musi zaczynać od nowa. Zdenerwował się niemiłosiernie i postanowił, że musi się zemścić. Zemścić się na całej trójce, która przeszkodziła mu w wypełnieniu zadania jakie postawił przed nim los. Musi to zrobić. Czym prędzej, tym lepiej.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz