Epilog


Poprzedni rozdział


Norymberga, 17 lipca 2014r.
godz. 9.15


Kraj nad Renem różni się w sposób diametralny od kraju nad Wisłą.
Może to za sprawą historii… Niemcy są całkowitym przeciwieństwem Polaków.
Kiedy Polska pogrąża się w coraz większy niedostatek, gospodarka Niemiec kwitnie.
Kiedy Polacy wymyślają sposób, jak ukraść nowego mercedesa, Niemcy zastanawiają się jak oddać go za pół ceny.
Na każde niemiłe słowo wypowiedziane w Polsce, przypada dziesięć albo dwadzieścia miłych w Niemczech.
Na każde przeprowadzenie przez jezdnie staruszki w Niemczech przypada prawdopodobnie jakieś pięć obić ryja w Polsce.
Kiedy poziom życia Polaków spada na łeb, ten za zachodnią granicą pnie się w górę z zawrotną prędkością.
Niemcy udoskonalają, Polacy niszczą.
Niemiecka potęga jest coraz silniejsza, kiedy Polska stacza się na dno.

Wojny, które toczyli Niemcy z Adolfem na czele, były oczywiście naganne, ale to one prawdopodobnie wykształciły w nich gen zwycięstwa. Zrozumieli, że mogą wszystko. Uznali siebie za naród nad narodami.
Polacy w tym czasie zachowali się odmiennie. Zamiast genu zwycięstwa, narodził się w nich gen porażki, którą pielęgnują i stawiają na piedestale.
Polaków i Niemców dzieli wiele… łączy mniej… jednak coś…
W Bawarskiej Norymberdze znajduje się piękny kościół, dekoracją którego zajął się fantastyczny niemiecki rzeźbiarz Witt Stwosz, który odwiedził również podobny przybytek w Krakowie.
Norymberga przyjęła wszystkich zainteresowanych procesem, który później nazwano Norymberskim.
W Norymberdze zamieszkuje jedna z większych polonii.

Norymberga jest czystym, zadbanym miastem, jakich wiele w Niemczech. Nikt nie obrazi cię za to, jak wyglądasz, jakiego jesteś wyznania.
Owszem, tutaj jak i w innych niemieckich miastach nie przepada się za sąsiadami ze wschodu… Dziwne? Przeciętny Niemiec nie da po sobie poznać, że jakiś polski obywatel jest u nich niemile widziany. Będzie o tym myślał, ale nie powie żadnego negatywnego słowa. Trudno dziwić się takiemu podejściu. Dlaczego Niemcy nie lubią Polaków? Kto chciałby przyjąć we własnym domu człowieka, który przyjdzie w odwiedziny i zacznie się awanturować, bo za dużo wypił? Kto przyjmie gościa, który będzie śmiecił i starał się oszukać gospodarza? Kto przyjmie kogoś, kto wychodząc zabierze sobie kilka cennych przedmiotów na pamiątkę? Stereotypy? Czy na pewno?

Adolf zaszalał z Żydami. Owszem, kiepska sprawa. Dlaczego tak wiele osób nie lubi Żydów? Bo noszą dziwne czapeczki i używają lokówki? Bo odcinają dzieciom kawałek penisa? A może dlatego, że dawno temu, kiedy kościół nie zezwalał na lichwę, oni mogli pałać się tym zajęciem? Może zaczęło się to od tego, że pożyczali zainteresowanym, dobrowolnie, bez żadnego przymusu pieniądze, a kiedy przyszło do spłaty długu… pożyczkobiorcy nie było do śmiechu? Może wzięło się to stąd, może nie…
Fakt jest faktem, że tak jak wskazana sytuacja działa się dawno temu, tak i Adolfa nie ma już między nami, a Niemcy są innym narodem. Wszyscy się zmieniamy.

Dzień był słoneczny i gorący. Lato tego roku dawało popalić.
Jasną, szeroką uliczką Norymbergii szła młoda kobieta.
Nie śpieszyła się.
Nie wiedziała, gdzie jest.
Nie wiedziała, jak się tu znalazła i czego ma szukać.
Powoli robiła krok za krokiem.
Co niektórzy Bawarczycy pozdrawiali ją, szeroko się uśmiechając, ale ona nie rozpoznawała twarzy i w głębi siebie uznawała ich obyczaje za głupie. Nie odpowiadała, tylko szła przed siebie.
Po kilku metrach, ubrana wyzywająco w obcisłą sukienkę z dużym dekoltem skręciła.
Usiadła w ogródku jednej z przydrożnych restauracji.
- Poproszę wodę – wydukała piękna dziewczyna do nie pierwszej urody kelnera.
- Was? – odpowiedział, a ona ze zdziwienia otworzyła szeroko oczy.
Niemiec? Gdzie ja jestem?
- Woda… Chcę W O D Ę
- Entschuldigung… - wyłączyła się. Nie słuchała co mówił dalej. Ile by się nie produkował i tak go nie zrozumie.
- Do you speak english? – zapytała z nadzieją.
- Yes… of course – odpowiedział kelner z wyrazem ulgi na twarzy.
- Water please – uśmiechnęła się do niego, a on oddalił się, aby wrócić po chwili niosąc na tacy przyozdobioną kawałkiem cytryny, szklankę wody z lodem.

Wypiła duszkiem całość i odstawiła szklankę na stolik.
Zrobiła to, zaspokoiła pragnienie.
Co dalej? To było proste, ale co mam robić dalej? Co ja tu robię?
Rozejrzała się po okolicy i widziała jedynie uśmiechniętych, zadowolonych z życia ludzi.
W kraju, gdzie mieszkała wcześniej, było całkiem odwrotnie. Tam ludzie uśmiechali się tylko, kiedy dopiekli komuś innemu. Tutaj to nie miało miejsca.
Ale piękna dziewczyna nie wiedziała o jakim kraju myśli. Nie wiedziała skąd przybyła i gdzie spędziła swoje życie. Nie wiedziała, jak ma na imię i czym się zajmuje.
Młoda dziewczyna pamiętała jedynie kilka godzin wstecz… dalej… pustka…
Kim jestem? Skąd jestem? Co się dzieje?
Pytania mnożyły się w jej głowie, ale odpowiedzi na żadne z nich nie nadchodziły.
Nie wiedziała do kogo zwrócić się o pomoc.
Nie potrafiła ustalić najprostszych faktów…
Dziewczyna bez pamięci… siedziała i patrzyła tępo na toczące się wokół niej wesołe życie.
W pewnym momencie coś niespodziewanie zawitało w meandrach jej świadomości. Coś uwolniło się z okowów zapomnienia.
Jedna myśl…
Jedno słowo…
Jedno imię…
Tatiana.
Mam na imię Tatiana?
To był pierwszy taki przebłysk dzisiejszego dnia.

Tatiana nie była kurwą. Nie mówiła o sobie, że nie jest prostytutką, a zwykłą kurwą. Nie pytano jej czym się zajmuje, a ona nie odpowiadała:
- Przejęłam dobrze prosperujący rodzinny biznes, jak moja matka jestem kurwą.
Pochodząca z Ukrainy, mieszkająca przez wiele lat w Polsce, znalazła się w Niemczech i siedziała… siedziała… siedziała… starając się przypomnieć sobie… cokolwiek.


THE END



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz