Rozdział 53


Poprzedni rozdział


Warszawa, 5 stycznia 2014r.
godz. 14.17


Alex usiadł przy stole. Naprzeciw niego siedziała Tatiana i konsumowała, przyrządzony wspólnymi siłami niedzielny obiad.
- To już dzisiaj policjancie – odezwała się i włożyła do ust kawałek steku. – Nie boisz się?
- Czego mam się bać? – zdziwił się sierżant.
- Nie wiem, to jest duży krok. Na pewno dobrze to przemyślałeś?
- Nie muszę nad tym myśleć, żeby wiedzieć, że tego właśnie chcę.
- Pytam, bo wydaje mi się, że to dosyć szybko…
- W takim razie, to ty masz wątpliwości – uśmiechnął się zaczepnie.
- Oj policjancie, dobrze wiesz, że cię kocham i chcę z tobą zamieszkać.
Dokończyli posiłek.
- W takim razie pojadę do siebie spakować rzeczy.
- Przyjadę po ciebie wieczorem i wszystko tutaj przewieziemy.
Tatiana z uśmiechem na twarzy ucałowała Alexa, a później ubrała się i wyszła.
Został sam w swoim mieszkaniu… w ich wspólnym mieszkaniu.
Pozmywał naczynia i postanowił się chwilę zdrzemnąć, przeszkodziło mu pukanie do drzwi.
- Kogo niesie? – burknął sam do siebie i ruszył w stronę, z której dobiegał dźwięk.
Otworzył drzwi. Przed nim stał mężczyzna w średnim wieku. Ubrany był w schludny garnitur. Alex skądś go znał. Nie od razu jednak dotarło do niego, kto stoi vis a vis...
- Witam sierżancie Darski – powiedział mężczyzna z nienaganną dykcją.
Gdy Alex usłyszał głos tamtego, w mózgu otworzyła mu się odpowiednia szufladka i błyskawicznie rozpoznał mężczyznę.
- Witaj Pierre – uśmiechnął się. – Nie widziałem cię od czasu, gdy przysłał cię po mnie Xavier. Od czasu gdy polecieliśmy do Francji…
- Zgadza się panie Darski – przytaknął Pierre. – Jestem tutaj, bo pan Lorrain znów prosi o spotkanie.
- Nie mogę lecieć do Bordeaux. Mam tutaj kilka spraw do załatwienia. Będę musiał odrzucić zaproszenie.
- Pan Lorrain jest w Polsce – naprostował Pierre. – To nie zajmie panu więcej, niż dwie godziny.
- Skoro tak, to chętnie spotkam się z Xavierem – Alex nie widział przyjaciela od kilku tygodni. Xavier zaszył się gdzieś z Sophie. Myślał, że wyjechali odpocząć do Francji, ale jak się okazuje, są tutaj. – Co jest z tym Xavierem? Wystarczyło zadzwonić. Nie musiał od razu fatygować ciebie.
- Nie mnie kwestionować prośby pana Lorrain – odpowiedział grzecznie Pierre, a później poczekał, aż Alex zarzuci kurtkę i zasznuruje buty.
Wyszli, rozmawiając o pogodzie i o tym, że podróż prywatnym odrzutowcem z Polski do Francji musi sporo kosztować.
Wsiedli do samochodu, którym przyjechał Pierre i ruszyli, jak myślał Alex, w stronę Marriotta.

*

Anna odpaliła samochód, który dzień wcześniej wypożyczyła. Szary Smart Forfour z czarnymi elementami karoserii ruszył jak z procy w ślad za Tatianą.
Anna czekała na taką chwilę. Teraz, gdy Tatiana była sama, mogła zrobić to, po co tutaj przyjechała. Weszła schodami kilka pięter w górę i zadzwoniła dzwonkiem do drzwi.
Ujrzała zdziwioną Tatianę i szybkim ruchem ręki uderzyła ją w twarz. Tamta nie miała czasu się bronić. Zatoczyła się do tyłu. Anna nie czekała. Ponownie natarła na bezbronną kobietę, która straciła równowagę i upadła na ziemię. Niefortunnie uderzyła się w głowę i straciła przytomność.
Anna doskoczyła i używając wszystkich sił podniosła Tatianę, a następnie zwlekła ją na dół i upchnęła jej ciało do bagażnika.
Gdyby tamta się obudziła nic nie stałoby na przeszkodzie, aby zaczęła niszczyć jej plan, bagażnik w tym modelu nie był osobną częścią samochodu. Tatiana mogłaby bez najmniejszego problemu przedostać się na tylną kanapę i zrobić coś Annie.
Zabezpieczyła jej ręce, nogi i usta szarą taśmą izolacyjną i odjechała.

*

Tatiana pożegnała się ze swoim nowym współlokatorem i udała się do swojego mieszkania. Już od dwóch tygodni planowali jej przeprowadzkę.
Nigdy nie myślała, że ona, zwykła kurwa, pozna tak cudownego mężczyznę jak on, pokochają się i razem zamieszkają. To było dla niej coś nowego, coś co wprawiało ją w nieustanny, dobry nastrój.
Rozłożyła na podłodze pudła, które wcześniej przywiozła i zaczęła pakować do nich różne przedmioty.
Nie śpieszyła się. Nie musi robić tego na czas.
Usiadła na dywanie i rozejrzała się po mieszkaniu. Tutaj spędziła te dobre i te złe chwile. Tutaj spędziła całe swoje dorosłe życie. Te ściany wiele razy widziały jak płacze i pocieszały ją. Mimo iż przeszło przez nią wielu mężczyzn tylko jeden z nich zasłużył, aby zagościć na dłużej.
Postanowiła, że poszuka sobie innej pracy. Już nie może być kurwą… Już nie chce nią być… dla niego i dla samej siebie. Wie, że nigdy nie zapomni tych wszystkich obleśnych facetów, którzy ładowali w nią swoje brudne fiuty. Zawsze będą blisko niej. Zawsze będzie pamiętała. Tego nie sposób zapomnieć, choćby bardzo chciała. Musi nauczyć się z tym żyć.
Wrzuciła do kartonu łaszki, które często kupowała bo były jej hobby. Łaszki, które wreszcie miała dla kogo zakładać wieczorem, przed upojną nocą.
Czy on jest pewien? Zamyśliła się. Czy on wie, co robi? Czy jest świadomy tego, kim byłam jeszcze do niedawna? Jak on będzie się czuł będąc świadomym tego, że jego dziewczyna była kurwą? Uliczną kurwą. Nie zasłużył na taki los. Może powinniśmy to jeszcze raz przemyśleć… przedyskutować. Co powiemy jego znajomym, kiedy zapytają jak się poznaliśmy? Powiemy, że chciał mnie aresztować za nierząd, ale facet, który właśnie miał mnie wyruchać za pieniądze wykpił się z tego, a on chciał mnie puścić wolno, ale nalegałam żeby mnie podwiózł? Powiemy, że poznaliśmy się kiedy dawałam dupy innemu? Co powiemy jego…? No tak on nie ma matki. A co…? Przestań! Skarciła sama siebie. Jest dojrzałym facetem i wie co robi. Jest świadomy tego wszystkiego. Skoro taką decyzję podjął, to nie pozostaje mi nic innego jak tylko się cieszyć.
Usłyszała dzwonek do drzwi.
Alex? Tak wcześnie? Stęsknił się? Podeszła i otworzyła.
Przyjęła cios pięścią w twarz zanim dostrzegła kto był sprawcą. Zanim zdążyła zrobić cokolwiek, ktoś znów ją uderzył i upadła. Później nadeszła ciemność.

*

W apartamencie Xaviera nic się nie zmieniło. Nic z wyjątkiem obecności kobiety bez twarzy. Spędzała tutaj całe dnie. Nigdzie nie wychodziła, a on gdy tylko mógł, towarzyszył jej. Już prawie przyzwyczaiła się do jego spojrzeń. Nie to żeby patrzył na nią w jakiś dziwny sposób, ale jak uważała nie widział w niej kobiety, z którą się związał, tylko potwora.
Było oczywiście inaczej. Xavier potrafił dobrze się zachować, a nawet gdyby było inaczej nigdy nie chciałby, aby ona poczuła, że coś jest nie tak. Traktował ją jak wcześniej, ale bez zbędnej przesady.
Postanowili w najbliższych dniach opuścić Polskę na zawsze. Postanowili wrócić do domu we Francji i cieszyć się życiem.
Oboje wiedzieli, że nie będzie łatwo, a ponadto nigdy nie będzie tak jak kiedyś.
Kochali się i to ich napędzało.
Sophie brała kąpiel, kiedy uszu Xaviera niespodziewanie dobiegł dźwięk nadchodzącego połączenia video.
Był absolutnie pewien, że to Konstancjusz. Upewnił się, że Sophie nie usłyszy, później zastanowił się przez chwilę czy odebrać.
Kliknął w klawiaturę, a na komputerze pojawiła się twarz w smutnej, białej masce.
Coś jednak było inaczej.
Sceneria znów się zmieniła, ale to nie to zdziwiło Xaviera.
Mężczyzna z ukrytą twarzą siedział na krześle jakoś inaczej…
Nie wydawał się być pewnym siebie psychopatą. Wyglądał bardziej na niepewnego i zdezorientowanego.
Poruszał się trzymając ręce schowane za plecami. Poruszał się gwałtownie i jęczał coś niezrozumiale.
Zaciekawienie Xaviera rosło z każdą chwilą. Co tu się dzieje?
- Czego chcesz? – zapytał niepewnie Xavier.
W odpowiedzi, mężczyzna w masce, poruszył się na krześle i tylko głośniej jęknął.
Niespodziewanie na monitorze ultrabooka coś mignęło. Ktoś tam jeszcze był. Ktoś był z Konstancjuszem.
Dopadli go? Kto go dopadł? Teraz Xavier zrozumiał, że mężczyzna na krześle ma skrępowane na plecach ręce i prawdopodobnie jest zakneblowany.
W następnej chwili nastąpiły dwie rzeczy, które ogromnie zdziwiły Xaviera. Jedna po drugiej. Jakby ktoś go dwukrotnie uderzył i znokautował.
Pierwszym ciosem był moment, w którym obok mężczyzny w masce pojawił się nie kto inny jak Konstancjusz. Uśmiechał się do kamerki.
- Witaj Xavierze.
Xavier nie odezwał się tylko czekał.
Konstancjusz nie zrobił żadnego ruchu, a później szybko bez ogródek złapał za maskę na twarzy związanego mężczyzny i szarpnął.
Xavier zastygł. To była ostatnia rzecz jakiej się spodziewał.
Konstancjusz znów miał nad nim przewagę, a on znów był jego marionetką.
Mężczyzna na krześle był zdezorientowany. Nie miał pojęcia co się dzieje. Co tu jest kurwa grane? Pomyślał.
- Zostaw go! Nic mu nie rób! On nie jest niczemu winien! – wykrzyczał Xavier.
- Wszystko zależy od ciebie mój drogi Xavierze. Jeżeli chcesz, aby twój przyjaciel przeżył, wystarczy, że po niego przyjdziesz i uwolnisz – powiedział niespiesznie Konstancjusz, ciągle się uśmiechając, a później podał adres.
Mężczyzna na krześle nie mógł w to uwierzyć. To nie mogło dziać się naprawdę. Konstancjusz, zerwał z jego twarzy taśmę, która uniemożliwiała mu werbalną komunikację.
- Xavier, co tu się do chuja dzieje? – krzyknął ciągle osłupiały, przywiązany do krzesła, Alex.





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz